Opinie

Marek Domagalski o decyzji irlandzkiej sędzi: Straszenie Luksemburgiem jest na wyrost

Adobe Stock
Trybunał w Luksemburgu nie ma podstaw i nie jest w stanie zablokować transgranicznej współpracy prawnej i sądowej z Polską.

Zapowiedź irlandzkiej sędzi o skierowaniu do Trybunału Sprawiedliwości UE pytania prejudycjalnego, czy reforma systemu sprawiedliwości w Polsce nie stanowi zagrożenia dla uczciwego procesu Polaka broniącego się w Irlandii przed ekstradycją, zapewne będzie – aż do rozstrzygnięcia Trybunału – wykorzystywana w sporach o stan reform polskiego sądownictwa i jego kondycję. Ten proces ani nawet niekorzystny dla Polski (jej władz) wyrok Trybunału nie storpeduje transgranicznej współpracy prawnej z Polską w UE.

Niekorzystny dla strony polskiej wyrok TS niektóre transgraniczne sprawy może, owszem, nieco skomplikować, dając prawnikom dodatkową amunicję, ale każdy spór ma dwie strony i prawnicy drugiej strony będą prezentować kontrargumenty. Jedni będą cytować irlandzką sędzię, a może też z czasem TS UE, że wskutek zmian w polskim prawie naruszone zostały zasady praworządności i demokracji, co wzbudza wątpliwości co do możliwości skutecznego wykonania ekstradycji, a szacunek dla rządów prawa jest kluczowy w procesie działania europejskiego nakazu aresztowania. Druga strona, oprócz, ma się rozumieć, obrony polskich reform i wiarygodności polskich sędziów, będzie z kolei mówić, co i bez tego wiadomo, że nie da się ignorować dużego państwa w środku Europy i jego wymiaru sprawiedliwości.

Gdyby wyrok TS UE w Luksemburgu był niekorzystny dla strony polskiej, to chociaż chodzi o szczególną procedurę, nie można wykluczyć, że w innych procedurach np. o uznawanie wyroków cywilnych, może oddziaływać nie tylko siłą autorytetu. Dla innych sądów, w innych sprawach nie będzie to jednak automat, gdyż te inne procedury mają swoją specyfikę.

Jeszcze ważniejsze jest realne życie, to, że „obywatele Unii", jak umierali, tak będą umierać, będą więc sprawy np. o ważność testamentów i o spadki, będą się wciąż pobierać i rozwodzić oraz prowadzić interesy gospodarcze – niezależnie od tego, czy mieszkają w Polsce, Irlandii czy innym kraju UE. Będą zatem potrzebować sprawnych transgranicznych procedur i będą domagać się tego od sędziów, ale przede wszystkim od polityków swych krajów, których wybierają w wyborach.

I tak przechodzimy do polityki, bo wprawdzie w sądach i trybunałach być jej nie powinno, to jednak ustrój sądownictwa czy to konkretnych państw czy organizacji międzynarodowej – jak UE, jest sprawą polityczną.

Choć więc trudno sobie wyobrazić, by np. szwedzki czy francuski sąd nie zastosował się do polskiego wyroku rozwodowego dotyczącego obywatela jego kraju tylko dlatego, że TS UE wyraził zastrzeżenia do polskich reform, nie wchodzi, moim zdaniem, w rachubę generalna negacja polskiego wymiaru sprawiedliwości.Gdyby jednak do tego doszło w większej skali, stanęłaby kwestia wręcz przyszłości Unii i jej kształtu. Te sprawy nie są zaś w rękach ani sędziów w Irlandii, ani w Luksemburgu, ani w ogóle sędziów – to jest sprawa polityków i obywateli poszczególnych państw.

Czytaj także:

Warchoł: dubliński sąd prezentuje podwójne standardy

Irlandzki sąd uderza w reputację polskich sędziów

Co grozi Polsce po decyzji irlandzkiej sędzi

ENA to zaufanie, nie ma zaufania nie ma też ENA

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL