Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Prof. Andrzej Dziadzio: Trybunał nie dochował rzetelności i bezstronności

Fotorzepa, Marta Bogacz
prof. Andrzej Dziadzio | Żšdania, aby prezydent odebrał œlubowanie od trójki sędziów wybranych przez Platformę Obywatelskš, sš całkowicie bezpodstawne, wręcz podżegajš do złamania konstytucji – mówi profesor w rozmowie z Markiem Domagalskim

Rz: Jest pan, panie profesorze, znawcš ustroju i prawa monarchii habsburskiej, która, jak czytałem w pana artykule w „Forum Prawniczym", jest ojczyznš Trybunału Konstytucyjnego. Zdaje się, że wymyœlili go ówczeœni liberałowie, by blokować konserwatywno-narodowy obóz polityczny.

prof. Andrzej Dziadzio: W przywołanym przez pana artykule celowo nawišzałem do koncepcji sšdu konstytucyjnego Georga Jellinka, bo powstała ona z motywacji czysto politycznych. Chodziło o stworzenie instrumentu prawnego, dzięki któremu liberałowie, po utracie władzy, mogliby przeciwstawić się programowi politycznemu nowej większoœci parlamentarnej. Hamulcem miała być konstytucja z 1867 r., która była projekcjš ich poglšdów na państwo. Sšdzili zatem, że utworzenie sšdu konstytucyjnego, który badałby prewencyjnie zgodnoœć ustaw i uchwał parlamentu z liberalnš konstytucjš, powstrzyma skutecznie nowš większoœć parlamentarnš przed realizacjš własnej wizji państwa.

Czy status polskiego TK zdradza podobne motywacje jego kreatorów?

Gdy tworzono za rzšdów junty Jaruzelskiego w 1985 r. Trybunał Konstytucyjny, jego twórcom taka myœl z pewnoœciš nie przyœwiecała, bo przecież orzeczenia TK mogły być większoœciš 2/3 głosów oddalane przez Sejm. Obecnš wysokš pozycję ustrojowš Trybunał otrzymał dopiero w konstytucji z 1997 r., uzyskujšc jako ustawodawca negatywny władzę kształtowania polityki państwa. I w tym przypadku odpowiedŸ może być już mniej przeczšca, gdy przypomni się fakt, że wtedy na scenie politycznej dominowała postkomunistyczna lewica i to właœnie z jej walnym udziałem doszło do opracowania konstytucji. Czy zatem demokracja konstytucyjna, z jakš mamy dzisiaj do czynienia i na straży której stoi właœnie TK, w zamyœle jej twórców miała wykluczyć inny model demokratycznego państwa niż liberalno-lewicowa jego wizja – to pytanie pozostaje otwarte. Skłonny byłbym jednak przyznać rację tym, którzy uważajš, że obecny model ustrojowy się wyczerpał i pora przystšpić do prac nad nowš konstytucjš.

Spójrzmy na ostatnie wydarzenia, poczynajšc od przyœpieszenia pod koniec kadencji prac nad ustawš o TK, i „skoku na Trybunał" w maju br., czyli umożliwienia wyboru przez stary Sejm ekstra dwóch sędziów, których winien wybrać obecny. Jak pan ocenia tę akcję: głupota, jak powiedział prezes TK Andrzej Rzepliński, czy coœ więcej?

Doprawdy trudno zrozumieć, jak prawnik mógł wymyœlić konstrukcję prawnš, która dawałaby Sejmowi danej kadencji wybór sędziów TK daleko do przodu. Szkoda, że prezes Andrzej Rzepliński nie użył wówczas swego autorytetu, by zapobiec temu prawniczemu absurdowi. Myœlę jednak, że w tym prawniczym szaleństwie była jednak metoda. Po pierwsze, nie było do końca pewne, czy Sejm poprzedniej kadencji zdšży z wyborem sędziów TK na miejsce ustępujšcych 6 listopada 2015 r. Pamiętajmy, że zgodnie z regulaminem Sejmu termin do zgłaszania kandydatów upływał 7 paŸdziernika, a procedura zgłaszania kandydatów przez grupy co najmniej 50 posłów mogła znacznie wydłużyć proces wyboru i nie zakończyć go na ostatnim posiedzeniem Sejmu, czyli dwa dni póŸniej. Dlatego zdecydowano się na inny termin zgłaszania kandydatów, który umożliwił wybór awansem jeszcze dwóch sędziów. Przekonano więc częœć opozycji, tj. SLD, by zgodziła się na takie rozwišzanie w zamian za możliwoœć przedstawienia własnego kandydata, ale już z grupy spoza œcisłej trójki.

Przemyœlana kalkulacja?

Odebranie konkurentom politycznym wpływu na obsadę TK było wspólnym celem wszystkich sił, które nie chciały dopuœcić prawicy do władzy. Myœlę, że zakładały, że po wyborach powstanie blok zdolny się jej przeciwstawić i uda się skłonić prezydenta do przyjęcia œlubowania od wybranych pięciu sędziów. Wtedy TK, badajšc niezgodnoœć art. 137 ustawy z ustawš zasadniczš musiałby umorzyć sprawę ze względu na utratę mocy obowišzujšcej przepisu, i wybrani sędziowie mogliby spokojnie orzekać.

TK przyznał niekonstytucyjnoœć podstawy wyboru dwóch kandydatów (zgłoszonych przez SLD i PSL), ale podstawy wyboru, czyli osławionego art. 137, nie uchylił w stosunku do trzech kandydatów PO.

Punkt wyroku TK z 3 grudnia 2015 r., w którym uznano art. 137 w zakresie, w jakim dotyczył trójki sędziów, za konstytucyjny, a w stosunku do pozostałej dwójki za niekonstytucyjny, jest kontrowersyjny i nie wytrzymuje krytyki. Moim zdaniem TK w tym przypadku nie miał podstaw do wydania wyroku zakresowego, a czynišc to, dopuœcił się przekroczenia konstytucyjnych granic orzeczniczej kompetencji. Artykuł 137 był niezgodny z konstytucjš dlatego, że naruszył konstytucyjnš przesłankę indywidualnego wyboru sędziów TK właœnie przez to, że wprowadził termin do zgłaszania kandydatów odniesiony nie do daty upływu kadencji sędziów, jak tego wprost wymaga konstytucja, ale daty wejœcia w życie ustawy. I ten niekonstytucyjny sposób okreœlenia procedury wyboru sędziów dotyczył w równym stopniu wszystkich pięciu sędziów. Przedstawiajšc to obrazowo, i może nieco trywialnie, na mocy takiej redakcji przepisu wszyscy kandydaci zostali wrzuceni do jednego worka. Ich sytuacja prawna została więc ukształtowana na podstawie tych samych zasad procedury wyborczej. Dlatego też wybór nie miał charakteru indywidualnego wobec żadnego z nich, nie był więc skuteczny w stosunku do wszystkich wybranych osób.

Czy ich „podzielenie" przez TK ma jakiœ sens? Jaki jest status trójki PO?

Jeœli TK w wyroku zróżnicował ich sytuację prawnš, to przekroczył zakres właœciwoœci z tego powodu, że z badania konstytucyjnoœci przepisu prawnego przeszedł na płaszczyznę kontroli stosowania prawa, czyli sprawdzenia zgodnoœci z konstytucjš podjętych przez Sejm poprzedniej kadencji uchwał o wyborze sędziów. Trybunał stwierdził wprost w uzasadnieniu wyroku, że poddał badaniu „sekwencję czynnoœci zmierzajšcych do wyboru sędziów". Tego nie mógł zrobić, bo jest sšdem prawa, a nie faktów. Moim zdaniem trójka osób wybranych na stanowisko sędziego TK nie ma statusu sędziów w pełnym znaczeniu tego słowa, jak chce TK, bo ich wybór dotknięty był wadami prawnym i proceduralnymi.

Obrońcy TK mówiš, że prezydent powinien odebrać œlubowanie od tamtej trójki.

Takie żšdanie formułowane pod adresem prezydenta jest całkowicie bezpodstawne i w rzeczywistoœci jest podżeganiem, że użyję mocnego słowa, do złamania konstytucji. W œwietle tego, co powiedziałem wczeœniej, prezydent miał wszelkie podstawy konstytucyjne do tego, by wstrzymać się z przyjęciem œlubowania od całej pištki osób wybranych na stanowisko sędziego TK. Skoro bowiem ustawa o TK przyznała mu uprawnienie do przyjmowania œlubowania, to w jego wypełnieniu musi kierować się także przyznanš mu w ustawie zasadniczej kompetencjš do czuwania nad przestrzeganiem konstytucji. Tego, że prezydent może wstrzymać się z przyjęciem œlubowania, nie zanegował przecież TK w uzasadnieniu swojego wyroku. Uderza tylko wybiórczoœć traktowania konstytucyjnych przesłanek takiego działania prezydenta. Bo TK takie uprawnienie przyznaje prezydentowi RP, w razie gdyby Sejm wybrał kandydatów nieodpowiedniš większoœciš głosów lub gdyby osoba wybrana nie miała zdolnoœci do pełnienia funkcji sędziego TK – taki przypadek zresztš zachodził w przypadku jednej z osób. Natomiast nie wiadomo, dlaczego TK odmawia takiego uprawnienia w oparciu o konstytucyjnš przesłankę wyboru indywidualnego, i nie baczšc na to, domaga się od prezydenta „niezwłocznego" przyjęcia œlubowania od trójki sędziów, tj. niezwłocznie po ich wyborze przez Sejm, co też przecież musiałoby dotyczyć dwóch pozostałych osób. Z tym punktem orzeczenia TK trudno się zgodzić, bo przeczy on zarówno przyjmowanej do tej pory wykładni przepisów konstytucji, jak i praktyce konstytucyjnej. Nie chcę wnikać w motywacje, jakim kierowali się sędziowie TK .

Nie może więc prezydent odebrać œlubowania od trójki PO?

Oczywiœcie w obecnym stanie prawnym prezydent nie ma żadnej możliwoœci przyjęcia œlubowania od tamtej trójki z uwagi na powstanie nowych okolicznoœci. Nowy Sejm bowiem w podjętych uchwałach stwierdził brak mocy wišżšcej uchwał o wyborze dokonanym przez poprzedni Sejm i tym samym otworzył sobie drogę do skutecznego wyboru pięciu sędziów, od których prezydent przyjšł œlubowanie, wykonujšc wolę Sejmu. W moim przekonaniu sš oni legalnie wybranymi sędziami TK.

Czy Sejm miał prawo uchwalić utratę mocy wyboru starej pištki i wybrać nowš?

To jest chyba najbardziej kluczowe pytanie w całej sprawie. Otóż stawiam TK zarzut, że nie przeprowadził rzetelnej oceny charakteru prawnego uchwał Sejmu VIII kadencji, przyjmujšc ex cathedra, bez zbadania dokumentacji zwišzanej z wyborem sędziów przez Sejm VII kadencji, że procedura wyboru była w pełni prawidłowa. Wadliwoœć uchwał o wyborze sędziów Sejmu poprzedniej kadencji polegała na tym, że przeprowadził on procedurę wyboru na podstawie przepisów zaczerpniętych z dwóch aktów prawnych, tj. regulaminu Sejmu i ustawy TK.

Czemu to mogło służyć?

Powód był prosty. Zgłoszenie kandydatów dokonane przez Prezydium Sejmu oparto na przepisie regulaminu, bo posługiwał się on alternatywš wykluczajšcš w tym znaczeniu, że jeœli kandydatów zgłosiło Prezydium, to tym samym nie mogła zgłoszenia dokonać grupa co najmniej 50 posłów. Natomiast przepis ustawy dawał prawo do zgłoszenia kandydatów zarówno Prezydium Sejmu, jak i grupie posłów. Wczeœniej na tę niezgodnoœć regulaminu i ustawy nie zwrócono uwagi dlatego, że kandydatów wskazywały grupy posłów, co było zgodne zarówno z regulaminem, jak i z ustawš. Przejœcie zatem na przepisy regulaminowe dawało ówczesnej większoœci rzšdowej zachowanie pełnej kontroli nad zgłaszaniem kandydatów. Poza tym doszło do złamania zwyczaju parlamentarnego, do tej pory bowiem zawsze kandydatów zgłaszały grupy posłów i to w liczbie przekraczajšcej miejsca do obsadzenia. Dokonany wówczas wybór nie był de facto wyborem, ale plebiscytem poparcia zgłoszonych kandydatów. Już jednak termin do zgłoszenia kandydatów zastosowano z powołaniem się na przepis ustawy, bo był on zdecydowanie korzystniejszy: wydłużał czas dokonania wyboru i zapewnił wybór „nadprogramowej" liczby sędziów. Każdy, kto ma choćby elementarne pojęcie o prawie, musi przyznać, że organ stosujšcy prawo nie może tak żonglować przepisami, jak jest mu wygodnie.

Czy te zabiegi były wystarczajšcš wadš, by nowy Sejm poprawiał stary?

Moim zdaniem obecny Sejm miał prawo w drodze uchwały stwierdzić brak mocy prawnej wyboru poprzedniego Sejmu w razie ustalenia poważnych uchybień w stosowaniu przepisów przy wyborze sędziów TK. Prawa tego zresztš Sejmowi nie odmawia TK w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu postępowania w sprawie zaskarżonych uchwał, o których rozmawiamy, ale proponuje innš formę prawnš zajęcia stanowiska w sprawie uchylenia się od skutków wadliwie podjętej konwencjonalnej czynnoœci prawnej, jakš jest także wybór sędziów TK.

Czy Trybunał, panie profesorze, jest w tym sporze bezstronny?

Niestety, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że TK naruszył standard rzetelnoœci i bezstronnoœci, jaki powinien cechować jego orzecznictwo. Krytykujšc orzeczenie z 3 grudnia 2015 r., podniosłem, że TK dopuœcił się także przekroczenia zakresu właœciwoœci, uzasadniajšc poglšd o tym, że może badać konstytucyjnoœć art. 137, mimo że ten przepis powinien być potraktowany jako nieobowišzujšcy. Nurtuje mnie pytanie o motywacje sędziów TK. Umarzajšc bowiem w zaistniałej sytuacji zarzut o niekonstytucyjnoœci art. 137, do czego mieli prawo, przyczyniliby się do załagodzenia konfliktu o TK.

Jak pan ocenia propozycję prezesa Rzeplińskiego (na łamach „Rz"): niech prezydent zadeklaruje powołania na zwalniane miejsca trójki PO, to prezes dopuœci do orzekania trójkę PiS?

Prezes TK powinien zdawać sobie sprawę, że prezydent takiej możliwoœci nie ma, chyba że o obowišzujšcym prawie nie decydujš ustawy, tylko wola samego pana prezesa. Natomiast nie wykluczam, że rzšdzšca większoœć parlamentarna w geœcie dobrej woli dokona w kwietniu wyboru kandydata zgłoszonego przez grupy posłów opozycji. Ale w takim przypadku na stanowisko sędziego nie może być wybrana żadna osoba z poprzedniej trójki, bo w œwietle orzeczenia TK sš oni sędziami TK. Konstytucja z kolei zakazuje ponownego wybrania tej samej osoby.

Prof. Andrzej Dziadzio jest kierownikiem Katedry Powszechnej Historii Państwa i Prawa UJ, członkiem Komitetu Nauk Prawnych PAN oraz znawcš konstytucjonalizmu austriackiego i niemieckiego

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL