Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Muszyński ws. niepublikowania wyroków TK: To pewne – premier miała rację

Mariusz Muszyński
materiały prasowe
Na sędziów działa magia miejsca i władzy. Dlatego hasło, że „ogłosić trzeba wszystko”, co tylko Trybunał Konstytucyjny orzeknie, może Ÿle wpływać na sędziów – przekonuje w polemice wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego, Mariusz Muszyński.

W artykule „A jednak premier nie miała racji" opublikowanym w „Rzeczpospolitej" z 28 grudnia 2017 r. dr hab. Monika Florczak-Wštor i prof. UJ dr hab. Piotr Mikuli podjęli próbę polemiki z moim artykułem. Ich analiza jest jednak pełna błędów i uproszczeń, których nie można pozostawić bez odpowiedzi. W œwiecie informacyjnym, w jakim żyjemy, to bardzo ważne, by nierzetelne opinie nie przykrywały prawdy.

Na poczštek odniosę się do zarzutów wobec mojej osoby. Zacznę od tego, że fałszywa jest teza polemistów, że „Każda osoba wybrana przez Sejm ponad liczbę sędziów TK wskazanš w Konstytucji (15) nie jest sędziš TK, bo Sejm nie ma kompetencji do jej wyboru, jeœli kadencja wczeœniej wybranego sędziego TK nie dobiega końca lub nie doszło do wygaœnięcia jego mandatu przed upływem kadencji". W mechanizmie kreacji TK jest wpisana reguła (dziœ wynikajšca z Regulaminu Sejmu, kiedyœ także z ustawy o TK), że wybór w Sejmie przeprowadzany jest co do zasady przed upływem kadencji sędziego, który kończy urzędowanie, czyli na tzw. zakładkę. Gdyby przyjšć rozumowanie pani Florczak-Wštor i pana Mikuli, to należałoby uznać, że większoœć sędziów w historii TK została wybrana ze złamaniem prawa.

Poza tym, ta teza pokazuje kolejny błšd w myœleniu. Jeœli sędziów może być tylko 15, to jaki status majš osoby wybrane przed zakończeniem kadencji poprzednika? Nie mogš być sędziami. I w tym kontekœcie pojawia się pytanie, jakie zdarzenie prawne powoduje, że osoba wybrana staje się sędziš? Nie może to być moment wyboru, bo byłyby chwile, a nawet miesišce, kiedy w TK byłoby więcej niż 15 konstytucyjnych sędziów. OdpowiedŸ jest prosta. Jest nim œlubowanie, które „osoba wybrana" (cyt. z ustawy), a nie „sędzia", składa wobec prezydenta. Dopiero odebranie œlubowania skutkuje nabyciem imperium, a więc umożliwia sprawowanie władztwa sędziowskiego w imieniu państwa. Wtedy osoba wybrana na stanowisko sędziego staje się sędziš. I ja te wszystkie warunki spełniam, bo wyrok K 34/15 nie był w stanie podważyć przeprowadzonego przez Sejm wyboru w dniu 2 grudnia 2015 r. Uchylony zakresowo art. 137 ustawy z 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym nie dotyczył mojego wyboru. Nie był też podstawš wyboru sędziów TK w paŸdzierniku. Wystarczy zajrzeć do treœci samego art. 137, czy sprawdzić podstawy prawne przywołane w stosownych uchwałach o wyborze sędziów. Art. 137 tam nie ma.

Mogę się natomiast zgodzić, że ówczesny Trybunał Konstytucyjny bardzo chciał pozbyć się ze składu mojej osoby. Problem w tym, że sędziowie (i ich asystenci) wykazali się nieudolnoœciš. Chcieli w orzeczeniu o zgodnoœci norm ustawowych z konstytucjš przekroczyć swe kompetencje i orzec o fakcie wyboru. Nie potrafili jednak ułożyć stosownej sentencji. I taki szkolny błšd pewnie do dzisiaj bardzo męczy także paniš Florczak-Wštor, która była w tym czasie asystentkš sędziego Biernata.

A jeœli do moich polemistów nie przemawiajš tak jasne argumenty, to powołam się na największy (z ich perspektywy) autorytet – samego Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa TK. Mam bowiem bardzo interesujšcy dokument przez niego podpisany. Jest on datowany na dzień 28 grudnia 2015 r., a więc już po wydaniu wyroku K 34/15 i jego ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Zaczyna się następujšco: „Pan Mariusz Muszyński, Sędzia Trybunału Konstytucyjnego". Dalej czytamy: „Szanowny Panie, w zwišzku z wyborem Pana, 2 grudnia 2015 r., przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego oraz złożeniem œlubowania sędziowskiego uprzejmie informuję, że przysługuje Panu wynagrodzenie zasadnicze stosownie do art. 33 ust. 1 i 2 ustawy z 25 czerwca o Trybunale Konstytucyjnym". Podobnych dokumentów, w zwišzku ze zmianami prawnymi dotyczšcymi statusu sędziów TK, odebrałem od prezesa Trybunału w 2016 r. jeszcze dwa. Czy mam rozumieć, że podważajšc mojš funkcję, pani Florczak-Wštor i pan Mikuli sugerujš w swym tekœcie prokuraturze, że prezes Rzepliński przekroczył swoje kompetencje, wypłacajšc przez rok sędziowskie wynagrodzenie przypadkowym osobom?

Prawie robi różnice

Druga częœć wywodów polemistów dotyczy głosowania nad Informacjš Trybunału za 2016 r. i kilku kwestii merytorycznych z mojego artykułu. Jako argument podważajšcy Informację Trybunału przytaczajš dane, że „prawie połowa sędziów" głosowała przeciwko niej. Odpowiem – owszem, tyle że w demokracji „prawie" robi dużš różnicę. I mógłbym tu zacytować „regułę Stefana Niesiołowskiego", którš przez cały 2016 rok raczył mnie w Trybunale prezes Rzepliński: „jak będziecie mieli większoœć, to sobie przegłosujecie, co zechcecie". Prawda jest jednak prostsza. Szeœciu sędziów głosujšcych przeciwko Informacji dšżyło po prostu do obrony zachowania w 2016 r., które zostało w Informacji okreœlone jako naruszajšce szereg standardów prawnych. To oni w 2016 r. kreowali trybunalskš rzeczywistoœć, a grupa sędziów wybranych w obecnej kadencji Sejmu, stanowišca wtedy też „prawie połowę", bezradnie na to patrzyła.

Pozostałe argumenty pani Florczak-Wštor i pana Mikuli to zbiór sprzecznoœci. WeŸmy choćby ocenę czerwcowego wyroku TK dotyczšcego Krajowej Rady Sšdownictwa (KRS). Autorzy podważajš jego skutecznoœć ze względu na niekonstytucyjny skład. Ale nawet jeœli by tak było, to przecież został ogłoszony (vide: Dz.U. 2017, poz. 1183), bo jak twierdzš, premier nie może badać składu. A skutków ogłoszenia wywodzonych z art. 190 Konstytucji osobom ze stopniem naukowym nie muszę przypominać. Skoro więc z abstrakcyjnej oceny normy wynika skutek personalny, jak to autorzy wywodzš z wyroku w sprawie K 34/15, to od ogłoszenia wyroku z 20 czerwca 2017 r. KRS działa bezprawnie. W przeciwnym razie przyjdzie nam rozumieć, że pani Florczak-Wštor i pan Mikuli w tym momencie wprowadzajš możliwoœć podważania skutecznoœci prawnej wyroków TK i to ogłoszonych w stosownym dzienniku urzędowym ze względu na skład. Ależ to argument wspierajšcy decyzje premier Beaty Szydło. Ona też odrzuciła wyrok w sprawie K 47/15 i następne, właœnie ze względu na skład, który go wydał – nieznany kKonstytucji i ówczeœnie obowišzujšcej ustawie o TK. Pisała o tym także częœć sędziów TK w zdaniach odrębnych.

Fałszywa mantra

Po drugie, autorzy powtarzajš także jak mantrę hasło, że TK, orzekajšc w 2016 r., działał – bo może – bezpoœrednio na podstawie konstytucji. Przywołujš przy tym art. 8 ust. 2 Konstytucji. Jako eksperci (w końcu przedstawiajš się jako konstytucjonaliœci z UJ), powinni rozumieć, że konstytucja może być stosowana bezpoœrednio, gdy wynikajš z niej okreœlone reguły postępowania, które mogłyby być zastosowane w danej sprawie. Skoro w konstytucji nie ma przepisów regulujšcych postępowanie przed TK, nie da się z niej wywieœć norm, które posłużyły ówczesnemu prezesowi TK do powołania okreœlonego składu orzekajšcego, wyznaczenia terminu rozprawy bez narzuconej ustawš kolejnoœci itp. Pani M. Florczak-Wštor i pan P. Mikuli również nie sš w stanie takich przepisów konstytucyjnych wskazać, nawet dokonujšc różnych prawniczych „wygibasów".

Autorzy pomijajš też drugš częœć art. 8 ust. 2 Konstytucji. Owszem, przepisy konstytucji stosuje się bezpoœrednio, ale należy pamiętać, że twierdzenie to nie jest już prawdziwe, kiedy „Konstytucja stanowi inaczej". Skoro zaœ konstytucja wskazuje, że „Organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem okreœla ustawa", to nie jest to wyłšcznie norma kompetencyjna dla Sejmu do uchwalenia stosowanego aktu (jak chcieliby polemiœci). Przeciwnie, art. 197 jest właœnie tym wskazaniem konstytucji, że w zakresie okreœlenia kształtu organizacyjnego TK i procedury postępowania przed tym organem nie stosuje się jej bezpoœrednio, ale należy sięgnšć do ustawy.

Ale to nie wszystko. Art. 197 jest też elementem zasady równoważenia się władz. Jeœli Trybunał odrzuca stosowanie takiej ustawy, ingeruje w prawo Sejmu do stanowienia procedury działania TK, a więc w zasadę podziału władzy, naruszajšc tym samym art. 10 Konstytucji. Owszem, Trybunał jest władzš odrębnš i niezależnš, ale nie jest ponad innymi władzami.

Wreszcie p. Florczak-Wštor i p. Mikuli dosyć lekko przechodzš nad dalszymi skutkami art. 197 Konstytucji. To, co najbardziej razi w przedstawionej argumentacji, to założenie, że TK musiał odmówić stosowania niektórych przepisów ustawy o TK nie dlatego, że były one przedmiotem kontroli, ale dlatego, że były a priori (tj. przed wydaniem orzeczenia przez TK) niekonstytucyjne. Dziwne, że konstytucjonaliœci pomijajš „fundamentalnš zasadę leżšcš u podstaw kontroli konstytucyjnoœci prawa", że dopóki TK nie stwierdzi niekonstytucyjnoœci aktu prawnego, należy założyć jest on zgodny z konstytucjš (domniemanie konstytucyjnoœci). Wprawdzie stwierdzajš, że pominięcie ustawy, w szczególnoœci ustawy o TK podczas orzekania, „Jest to sytuacja wyjštkowa, będšca konsekwencjš stwierdzenia, że przepisy ustawowe, na podstawie których TK miałby procedować, sš niezgodne z Konstytucjš". W tym jednak brakuje logiki. Według nich TK stwierdza, że pominie ustawę o TK w procedowaniu, bo jest ona niezgodna z konstytucjš. I czyni to przed wydaniem wyroku, przesšdzajšc o kierunku rozstrzygnięcia. To po co ten wyrok wydaje? Owszem, sędziowie TK w sprawowaniu swego urzędu sš niezawiœli i podlegajš tylko konstytucji. Ale jeœli konstytucja nakazuje tryb postępowania przed TK uregulować w ustawie, to właœnie z tego względu sędziowie TK muszš tej ustawy przestrzegać. A przepis może być uznany za niekonstytucyjny dopiero w wyroku, po wszechstronnym zbadaniu.

Sędziowskie „ego"

Najciekawsze wštki z mojego artykułu polemiœci jednak opuœcili. Nie wyjaœnili czytelnikom kwestii orzekania przez TK w stanie „vis major". Nie pokazali też podstawy prawnej umożliwiajšcej orzekanie w składzie pięcioosobowym w sytuacji, kiedy ustawa o TK wprost wymagała składu pełnego (15 sędziów). Nie wytłumaczyli nawet poglšdowej schizofrenii sędziów, którzy jako profesorowie pozostajš w sprzecznoœci ze swymi sędziowskimi stanowiskami.

I na zakończenie jeszcze przestroga. Ostrożnie z tezš, że „ogłosić trzeba wszystko", co orzeknie Trybunał Konstytucyjny. Łamanie przepisów obowišzujšcych ustaw, zachowanie publiczne podważajšce godnoœć sędziego, ocenianie ustaw przez sędziów w stacjach telewizyjnych przed ich oficjalnym ogłoszeniem (to a propos zarzutu, że wypowiadam się jako sędzia na łamach prasy) i inne rzeczy, które działy się w Trybunale w 2016 r., pokazujš, że sędziowie nie sš herosami i chodzšcymi ideałami. Na sędziów działa magia miejsca i władzy. Ego roœnie, czasem do rozmiarów niewyobrażalnych. Prezes Rzepliński do pomiaru swego sędziowskiego ego używał jako jednostek „posłów RP". Wielokrotnie tłumaczył moim kolegom i mnie, jak bardzo ważny w Polsce jest sędzia TK, bo orzekajšc o przyjętej przez Sejm ustawie w pełnym składzie wart jest ponad 30 posłów. W składzie pięcioosobowym aż 92 posłów, w a składzie trzyosobowym nawet ponad 150 posłów. Dlatego hasło, że „ogłosić trzeba wszystko", co tylko TK orzeknie, może Ÿle wpływać na sędziów. W dzisiejszych, trudnych czasach lepiej nie wodzić ludzi na pokuszenie. ?

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL