Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Łepkowski: Jerozolimski węzeł gordyjski

AFP
Doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych do spraw bezpieczeństwa narodowego John Bolton oœwiadczył, że dzisiejsze przeniesienie ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, doprowadzi do zawarcia trwałego pokoju między Izraelem i Palestynš. To zdumiewajšca wypowiedŸ w œwietle wszystkich ostrzeżeń, że ta decyzja Waszyngtonu może stać się nawet iskrš zapalnš do wybuchu kolejnej intifady.

To właœnie status Jerozolimy Wschodniej jest jednš z najważniejszych przyczyn braku porozumienia Żydów z Palestyńczykami. Już w 1968 roku Organizacja Wyzwolenia Palestyny wpisała do swojej konstytucji Jerozolimę Wschodniš jako stolicę niepodległej Palestyny. Podobny krok 12 lat póŸniej wykonali Żydzi. Co prawda Izrael nie posiada ustawy zasadniczej, ale 30 czerwca 1980 roku Kneset uchwalił ustawę jednoczšcš cały obszar Œwiętego Miasta i nadał mu rangę stolicy Izraela. Tak więc obie strony proklamowały swoje zasady, ale żadna z nich nie może ich zrealizować.

Żeby zrozumieć implikacje jakie może przynieœć obecna decyzja prezydenta Donalda Trumpa o przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy trzeba się cofnšć o szeœć lat.

W dniu wyboru na drugš kadencję, Barack Obama musiał przejœć najpoważniejszy egzamin z polityki zagranicznej w czasie swojej dotychczasowej prezydentury.6 listopada 2012 roku, łamišc własne ustalenia z USA i Autonomiš Palestyńskš, premier Izraela Benjamin Nethanjahu wydał pozwolenie na budowę dwóch żydowskich osiedli w samym sercu Palestyny – w Ramot, gdzie miało powstać 607 żydowskich domów, i w Pisgat Zew, gdzie powstanie 606 domów. To rozporzšdzenie premiera pozwoliło także na wkroczenie żydowskich osadników do Jerozolimy Wschodniej, która od stuleci jest zamieszkana przez Palestyńczyków.

Palestyńczycy uznali, że ten krok jest prowokacjš politycznš na wzór wizyty Ariela Szarona na Wzgórzu Œwištynnym. Administracja Baracka Obamy natychmiast ostrzegła Tel Awiw przed fatalnymi konsekwencjami tej decyzji. Nawet prawicowa prasa izraelska nie ukrywała, że „prowokacja” Netanjahu ma na celu wcišgnięcie USA w wielkš wojnę prewencyjnš z Iranem. Jej efektem, jak podkreœlali prawicowi publicyœci izraelscy, miała być całkowita likwidacja „kwestii palestyńskiej” i budowa Wielkiego Izraela, którego terytorium ma obejmować nie tylko ziemie położone na zachód od rzeki Jordan, ale także Strefę Gazy, Wzgórza Golan, niemal całe terytorium obecnego Królestwa Jordanii, Libanu, większoœć ziem syryjskich, tereny aż po Irak i Kuwejt, a nawet dużš częœć Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Turcji.

Obama nie uległ naciskom i odrzucił wszelkie namowy do prewencyjnego uderzenia w irańskie instalacje jšdrowe. Unikał tez jak ognia dyskusji o przeniesieniu ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Narastajšca animozja pomiędzy 44. prezydentem Stanów Zjednoczonych i ówczesnym premierem Izraela coraz częœciej wyrażała się w gestach politycznych, które po raz pierwszy od 1949 r. stawiały sojusz amerykańsko-izraelski pod œcianš. Przed poważnym kryzysem w relacjach między Amerykš Obamy i Izraelem Netanjahu nie chronił nawet równy rozkład sił politycznych w Knesecie po izraelskich wyborach parlamentarnych w 2012 r. 12 wrzeœnia 2012 r. do prasy wyciekła zaskakujšca informacja, że prezydent Barack Obama odmówił spotkania przebywajšcemu w Waszyngtonie premierowi Izraela. Zirytowany Netanjahu został skierowany na rozmowy do sekretarz stanu Hillary Clinton. Dla obserwatora zewnętrznego był to pozornie błahy zgrzyt, zwykły element z życia polityków. Ale tak naprawdę był to objaw nie tylko bardzo poważnego konfliktu dyplomatycznego między USA i Izraelem, ale także narastajšcego napięcie między prezydentem Obamš i jego niezwykle wpływowym zapleczem organizacyjnym, składajšcym się głównie z osób pochodzenia żydowskiego.

Każda wizyta premiera Izraela w Waszyngtonie to wydarzenie majšce specjalnš rangę. Odmowa spotkania amerykańskiego prezydenta z szefem rzšdu państwa żydowskiego musi mieć zawsze bardzo poważne przyczyny.

Na poczštku 2013 r. Netanjahu oskarżył gospodarza Białego Domu o wtršcanie się w wewnętrzne sprawy Izraela i wywieranie wpływu na jego wyborców. Jako przykład wskazał słowa Obamy zacytowane w artykule Jeffreya Goldberga w bostońskim magazynie „The Atlantic":,, Izrael nie wie, co jest w jego najlepszym interesie".

Obama, jak napisał Goldberg, postrzega Netanjahu jako „politycznego tchórza". Ta opinia przelała czarę goryczy w Tel-Awiwie. Konflikt między obydwoma szefami rzšdów wszedł w bardzo niepokojšcš fazę, skoro na ratunek musiał przyjœć sam prezydent Izraela Szymon Peres. Ten 90-letni polityk izraelskiej lewicy cieszył się w Waszyngtonie ogromnym szacunkiem. Peres wykorzystał swoje osobiste znajomoœci i zaprosił do Jerozolimy kilku wpływowych polityków amerykańskich, w tym senatora Johna McCaina, aby omówić cały szereg problemów wynikajšcych ze szczególnego sojuszu amerykańsko-izraelskiego. „Nie możemy utracić poparcia Stanów Zjednoczonych" – stwierdził bez ogródek prezydent Szymon Peres w wywiadzie dla „New York Timesa". – ,,Tylko on daje nam unikalnš siłę na arenie międzynarodowej... bez tego poparcia będziemy samotni jak drzewo, które roœnie na ogromnej pustyni".

Swojš chłodnš postawš wobec problemu bezpieczeństwa narodowego Izraela prezydent Barack Obama dał do zrozumienia, że nie zamierza wcišgnšć Ameryki w kolejnš niezwykle kosztownš, długotrwałš i krwawš wojnę z teokracjš irańskš. Ku zmartwieniu jastrzębi z Likudu amerykański przywódca nie postrzegał Teheranu jako jednego z wierzchołków œwiatowej ,,osi zła".

Czy była to postawa do końca przemyœlana? W opinii Donalda Trumpa był to wielki błšd. Przecież to Departament Obrony w czasach rzšdów Obamy ogłosił, że irański program rakietowy jest na tyle rozwinięty, że może nawet zagrozić bezpoœrednio celom na terytorium USA. I chociaż wielu ekspertów od razu skrytykowało tę opinię jako zdecydowanie przesadzonš, to istniejš obawy, że dalsza biernoœć wobec irańskiego programu rakietowego i programu atomowego może skończyć się katastrofš na skalę globalnš.

Obama okazał się jednak chłodno kalkulujšcym pragmatykiem. Wcišgnięcie Ameryki w wojnę przeciw Iranowi oznaczało przekroczenie masy krytycznej amerykańskich możliwoœci finansowych w sytuacji, kiedy jego gabinet borykał się z największym w historii deficytem budżetowym i zadłużeniem publicznym państwa.

Izraelscy politycy doskonale wiedzieli, że i bez wojny każdego roku z USA płynie do Izraela rwšca rzeka żywej gotówki. Formalnie od 1949 do 2007 r. amerykańscy podatnicy przekazali Izraelowi bezzwrotnš pomoc w wysokoœci ponad 110 mld dolarów. Bioršc pod uwagę pomoc poszczególnych agencji, organizacji, Pentagonu i innych departamentów amerykańskiego rzšdu, darowizna ta była nawet znacznie większa.

Tylko w roku budżetowym 2013 przewidziana pomoc militarna dla Izraela wyniosła 3,1 mld dolarów, kiedy pomoc dla uciekinierów palestyńskich zaledwie 15 milionów dolarów.

Stšd też Waszyngton miał prawo oczekiwać od Tel Awiwu konsultowania się w strategicznych kwestiach dotyczšcych bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.

To nie przeszkadzało mediom powišzanym z partiš Likud nazywać Obamę „agentem islamu”, którego,, najlepiej byłoby usunšć w każdy możliwy sposób".

Także syjonistyczna prasa w USA uważała amerykańskiego przywódcę za człowieka niezwykle szkodzšcego Izraelowi. 13 stycznia 2012 r. ,,Atlanta Jewish Times", lokalna gazeta żydowska wydawana w stolicy stanu Georgia, opublikowała artykuł swojego właœciciela i redaktora naczelnego Andrew Adlera, w którym sugerował on, że za opieszałoœć w sprawie Iranu i zbyt propalestyńskš postawę wywiad cywilny Izraela powinien dokonać zamachu na życie prezydenta USA.

,,Dajmy zielone œwiatło rezydujšcym w USA agentom Mossadu dla wyeliminowania prezydenta nieprzyjaŸnie nastawionego do Izraela, by aktualnie urzędujšcy wiceprezydent mógł przejšć jego urzšd i wymusić politykę pomagania Izraelowi w dziele unicestwiania swych wrogów" – pisał Adler. Artykuł ten wprowadził wzajemne stosunki Waszyngtonu i Tel Awiwu w epokę lodowcowš. Izraelscy jastrzębie, nie mogšc się doczekać zielonego œwiatła z Białego Domu, otwierajšcego drogę do zmasowanego ataku na irańskie instalacje jšdrowe, dali do zrozumienia, że za nic majš reguły rzšdzšce amerykańskš demokracjš.

Obama nie był zwolennikiem utrzymywania w nieskończonoœć stanu bezpaństwowoœci Autonomii Palestyńskiej i jej 4,5 mln arabskich mieszkańców. Tym bardziej że Palestynę jako państwo uznało już 114 państw członkowskich ONZ. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla chciał zapewne przejœć do historii jako ten, któremu udało się przecišć bliskowschodni węzeł gordyjski.

Kwestia palestyńska od lat wprowadza napięcie we wzajemne relacje izraelsko-amerykańskie. Nigdy nie była jednak tak napięta jak w czasie drugiej kadencji Obamy.

I to przede wszystkim jerozolimskie Wzgórze Œwištynne nieustannie cementuje konflikt między Żydami i muzułmanami.

Jak podaje Biblia, w 990 r. p.n.e. król Dawid kupił w Jerozolimie teren o powierzchni 145 tys. mkw. na wzgórzu wznoszšcym się na wysokoœć 743 m n.p.m. To on prawdopodobnie nadał mu nazwę Moria, co oznacza po hebrajsku", Wybrane przez Jahwe".

Ten obszar jest przeznaczony pod budowę niezwykłych rozmiarów œwištyni kamiennej, w której król zamierzał umieœcić Arkę Przymierza. Ostatecznie po 40 latach budowy w 950 r. p.n.e. zakończono budowę Œwištyni. Opis biblijny jest oszołamiajšcy. Gargantuicznych rozmiarów budowla musiała być jednym z największych cudów architektonicznych starożytnego œwiata. W mrokach jej wnętrza, w Miejscu Najœwiętszym, król Salomon złożył 500-letniš już wtedy Arkę Przymierza wraz z laskš Mojżesza, kostur Aarona, garniec z mannš oraz poduszkę, na której spoczęła „głowa Jakuba, kiedy ów miał sen o drabinie".

Miejsce, na którym ustawiona była Arka, jest dzisiaj koœciš niezgody między Arabami i Żydami. To szczytowa skała wzgórza Moria, zwana po hebrajsku Eben ha-Shetiyah, czyli Fundament Skały. To właœnie tu – jak wierzš wszystkie trzy wielkie religie monoteistyczne – Abraham chciał dokonać ofiarowania Bogu swojego ukochanego syna Izaaka. Ta skała była i jest nadal miejscem najœwiętszym dla Żydów, ale także dla muzułmanów – stšd bowiem, jak głosi tradycja islamu, prorok Mahomet w czasie swojej sennej podróży wzniósł się do nieba na swym koniu Borku.

Koran głosi, że œwięta skała pragnęła tak bardzo podšżyć za prorokiem, że sam Archanioł Gabriel musiał jš przytrzymać palcami. Według tradycji islamu na skale znajdujš się œlady archanielskich palców. Skała znajduje się obecnie wewnštrz muzułmańskiego sanktuarium nazywanego Kopułš Skały – dokładnie tym samym miejscu, gdzie wieki wczeœniej najwyższy kapłan Izraela wchodził w Dniu Pojednania, aby stanšć przed tronem Pana.

W 2001 r. z niezapowiedzianš wizytš przybył na Wzgórze Œwištynne Ariel Sharon. Pilnujšcy sanktuarium muzułmanie zareagowali histerycznie. Skała jest bowiem dla wyznawców religii proroka Mahometa obiektem szczególnie œwiętym. Jedynie Ka'ba w Mekce może konkurować pod względem rangi œwiętoœci ze z Domem Skały lub – jak kto woli – Najœwiętszym Miejscem żydowskiej Œwištyni.

Niestety, obie wielkie religie wywodzšce swoje korzenie od patriarchy otoczyły tę niewielkš skałkę prawdziwie fanatycznym kultem.

Oczywiœcie konflikt tych dwóch cywilizacji nie dotyczy jedynie skały, lecz wszystkiego, co znajduje się na Wzgórzu Œwištynnym. Tuż pod œwiętš Skałš cišgnie się tajemniczy tunel prowadzšcy do podziemnej jaskini, którš muzułmanie nazywajš Studniš Dusz (arab. Bir el-Arwech). Z kolei tradycja żydowska podtrzymuje legendę, że pod jaskiniš znajduje się sekretna komnata wybudowana na rozkaz króla Salomona. To właœnie w tej tajemnej komnacie miała zostać ukryta Arka Przymierza w czasie najazdu babilońskiego króla Nabuchodonozora II na Jerozolimę w marcu 597 r. p.n.e. Ta sama tradycja głosi, że w tym miejscu potężne anioły do dzisiaj strzegš œwiętego artefaktu.

Statut Wzgórza Œwištynnego jest współczesnym węzłem gordyjskim. A jak wiadomo z historii, ten splštany węzeł z dereniowego łyka łšczšcy jarzmo i dyszel starego wozu frygijskiego króla Gordiasa nie mógł zostać rozwišzany w sposób racjonalny. Potrzeba było dopiero Aleksandra Wielkiego, który tnšc łyko, udowodnił, że to zwycięzcy majš rację i piszš historię.

Czy państwo Izrael znajdzie kiedyœ rozwišzanie problemu statusu Wzgórza Œwištynnego? Czy będzie to metoda Aleksandra Macedońskiego? Już za 57 lat, w 2070 r., minie dwa tysišce lat od zburzenia Œwištyni Heroda przez XII Legion rzymski pod wodzš konsula Tytusa Flawiusza. Czy ta niezwykła rocznica będzie bodŸcem do odbudowy Œwištyni Jerozolimskiej? A może wtedy już Œwištynia będzie zbudowana?

Obecnoœć ambasady amerykańskiej w Jerozolimie przybliża realizację tego pomysłu. W sposób oczywisty wywołuje też niepokój na całym œwiecie. Donald Trump zdaje się zmierzać bardzo niebezpiecznš œcieżkš, którš Barack Obama omijał nawet kosztem utraty przyjaznych relacji z rzšdem Izraela przez osiem lat swojej prezydentury.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL