Nieruchomości

Frankowicze w sądach z pozwami indywidualnymi

123RF
Nieuczciwość kredytu polega na tym, że po ośmiu latach spłat wzrósł on o 200 tys. zł – to kluczowa wypowiedź Inessy K. na początku sprawy z bankiem.

Inessa K., z pochodzenia cudzoziemka, ale od lat mieszkająca w Polsce, z byłym już mężem Polakiem domaga się od Deutsche Banku zapłaty 74,9 tys. zł jako nadpłaty na rzecz banku przy spłacie kredytu denominowanego do CHF.

To jedna z wielu indywidualnych spraw, jakie coraz częściej frankowicze wytaczają bankom. Czwartkowa rozprawa przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia pokazuje, że sprawy te przebiegają podobnie jak inne o zapłatę, z tym że towarzyszy im spore zainteresowanie publiczności, głównie frankowiczów.

Nadpłatę pełnomocnicy powodów, mecenasi Beata Komarnicka-Nowak i Mariusz Korpalski, wyliczyli przy założeniu częściowej bezskuteczności umowy kredytowej, a dokładnie klauzuli denominacji walutowej lub nieważności całej umowy. Szczegóły miałby ustalić biegły, ale sędzia Wojciech Łączewski zauważył, że do orzeczenia nieważności umowy biegły byłby zbędny. W takiej sytuacji bowiem strony umowy zwracają to, co sobie świadczyły. Nie ma potrzeby wyliczać nadpłat, a powołanie biegłego oznacza koszty, zarówno finansowe, jak i czasowe.

Abuzywność klauzuli umownej polega na niewskazaniu obiektywnych czynników uwzględnianych przy ustalaniu kursu CHF do PLN. Zależał on wyłącznie od banku. To zdaniem pełnomocników jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i stanowi rażące naruszenie interesów konsumenta. Bank temu przeczy, ale na pierwszą rozprawę jego prawnicy się nie stawili.

Sędzia Łączewski chciał z kolei poznać osobisty pogląd powodów i zapytał Inessę K., czy to był kredyt frankowy czy złotowy. Ta, zastanawiając się nieco, odpowiedziała, że w umowie są franki, ale widziała, że będą przelane złote.

– Więc godziliście się na to? – pytał sędzia.

– Nie mieliśmy wyjścia. Kto by nie chciał kredytu na upragnione mieszkanie – odpowiadała Inessa K. Na pytanie, dlaczego wystąpiła z pozwem, odpowiedziała: – Bo kredyt jest nieuczciwy. Dostaliśmy 450 tys. zł kredytu, a po ośmiu latach spłacania mamy do spłaty 650 tys. zł.

Sędzia zapytał więc, czy nie wiedzieli o ryzyku kursowym. Inessa K. powiedziała, że pracownik banku przekonywał ich, że frank to najstabilniejsza waluta, że jeśli są wahania kursu, to nie więcej niż 5–10 proc.

Sędzia zadeklarował w miarę szybkie prowadzenia sprawy, ale wskazane jest jeszcze przesłuchanie drugiego kredytobiorcy – ma nastąpić na czerwcowej rozprawie, Zasugerował też wydanie wyroku wstępnego, czy żądanie jest co do zasady uzasadnione, ale prawnicy powódki wolą orzeczenie stanowcze, gdyż liczy się czas.

Sprawa Inessy K. pokazuje, że osobiste odczucia frankowicza zarówno przy zaciąganiu kredytu, jak i teraz są dla sądu istotne.

Coraz więcej frankowiczów w sporze z bankiem wybiera drogę sądową. Najpierw jednak musi zdecydować, czy indywidualnie czy w grupie. Pierwszej ścieżka jest szybsza, druga tańsza i wymaga mniejszego osobistego zaangażowania w sprawę. Czwartkowa sprawa pokazuje jednak, że zeznania frankowicza są dla sądu istotne.

Sygn. akt: I C 47/17

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL