Nieruchomości

Reprywatyzacja: tu chodzi o sąd ludowy

123RF
O tym, dlaczego działalność Komisji Weryfikacyjnej będzie fikcją, oraz jak stołeczna palestra chce pomóc poszkodowanym przez reprywatyzację, mówi warszawski adwokat w rozmowie z Renatą Krupą-Dąbrowską.

W tym tygodniu Sejm uchwali przepisy powołujące do życia Komisję Weryfikacyjną. Taka komisja to dobry pomysł?

Maciej Górski: Nie najlepszy. Od początku budził ogromne kontrowersje zarówno natury konstytucyjnej, jak i czysto praktyczne.

Co pan ma na myśli?

Zacznę od wątpliwości czysto praktycznych. Zgodnie z projektem ustawy o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich wydanych z naruszeniem prawa (tzw. ustawa weryfikacyjna), Komisja Weryfikacyjna będzie składała się z dziewięciu osób. Iloma więc sprawami tak małe grono osób jest w stanie się zająć w ciągu roku? Kilkoma, kilkunastoma? Na pewno nie będzie ich więcej. Tymczasem do tej pory miasto ustanowiło prawo użytkowania wieczystego do 4 tys. nieruchomości, a kolejne 4 tys. wniosków czeka na rozpatrzenie. Gdyby komisja miała się zająć jedynie sprawami zwrotowymi, a jedna sprawa będzie trwać pół roku, to przed komisją 2 tys. lat pracy. Jak widać, zajęcie się całościowo problemem weryfikacji postępowań reprywatyzacyjnych będzie zwykłą fikcją.

Na czym więc będzie polegać jej praca?

W świetle reflektorów komisja otworzy akta kilku najbardziej głośnych, medialnych spraw typu Chmielna 70 czy kamienica na Noakowskiego i na tym zakończy swoją działalność. Na więcej bym nie liczył.

Działalność komisji będzie czysto polityczna?

Nikt chyba co do tego nie ma złudzeń.

A co z wątpliwościami natury konstytucyjnej?

Tych jest bez liku. Komisja stawia się wręcz ponad konstytucją. Przede wszystkim chodzi o naruszenie zasady trójpodziału władzy (art. 10 konstytucji). Z jednej strony komisja będzie quasi-organem administracji, a więc częścią władzy wykonawczej, wydającym decyzje administracyjne i osadzonym na gruncie postępowania administracyjnego, z drugiej zahacza o władzę ustawodawczą, przez łudzące podobieństwo do sejmowej komisji śledczej. Członków komisji będzie powoływać i odwoływać Sejm, a nie jest też wykluczone, że będą w niej zasiadać również parlamentarzyści. Co najistotniejsze – uprawnienia komisji daleko wkraczają w kompetencje władzy sądowniczej. Będzie orzekać o zwrocie równowartości nienależnego świadczenia, oceniać dobrą wiarę nabywcy nieruchomości dekretowej, wydawać postanowienia nakazujące wpis do księgi wieczystej ostrzeżenia o toczącym się postępowaniu, a nawet o zakazie zbywania lub obciążania nieruchomości. Nadto będzie podejmować działania mające cechy represji karnej, choćby w zakresie wymierzania kary, przez obligatoryjne uchylenie decyzji reprywatyzacyjnej, w przypadku dopuszczenia się czynów zabronionych wobec lokatorów, które już obecnie są penalizowane na mocy art. 191 kodeksu karnego. Dziś są to kompetencje przynależne tylko sądom.

Przepisy powołujące do życia komisję naruszają też konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego, m.in. w zakresie jednoznaczności prawa. Prawo powinno być formułowane w sposób poprawny, precyzyjny i jasny, szczególnie jeżeli chodzi o ochronę praw i wolności. A w tym wypadku nie jest. Dla przykładu nie są jasne przesłanki uchylenia decyzji reprywatyzacyjnej, które są podstawą odbierania zwróconych wcześniej nieruchomości. Niektóre pozostawiają pełną swobodę i uznaniowość komisji. Kiedy bowiem należy uznać, że przeniesienie roszczeń rażąco naruszało interes społeczny?

Można tak sięgać wstecz i uchylać od lat ostateczne decyzje reprywatyzacyjne?

Prawo nie powinno działać wstecz. Tymczasem ustawa wprost obliguje komisję do uchylania decyzji reprywatyzacyjnych sprzed lat lub stwierdzania ich wydania z naruszeniem prawa według przesłanek nieznanych w dacie postępowania dekretowego, a nawet w związku z okolicznościami, które wystąpiły lata po wydaniu decyzji reprywatyzacyjnej, np. gdy zwrot nieruchomości doprowadził do zastosowania groźby bezprawnej wobec lokatora, i to także, gdy dopuściły się tego osoby trzecie, a nie adresaci decyzji. Nie ma zatem wątpliwości, że nie chodzi o weryfikację postępowań i decyzji reprywatyzacyjnych, ale o sąd ludowy.

W konstytucji jest jeszcze zasada ochrony praw nabytych. Zakazuje ona arbitralnego znoszenia lub ograniczania praw podmiotowych przysługujących jednostce lub innym podmiotom prywatnym występującym w obrocie prawnym. Jak ma się czuć dekretowiec, który po wielu latach zaciętej walki w sądzie odzyskał swoją nieruchomość 10 lat temu, następnie ją sprzedał, a teraz dowiaduje się, że komisja może go obciążyć obowiązkiem zwrotu wartości nieruchomości z uwagi na to, że nabywca dopuścił się nękania lokatorów.

Zapomina pan o pomocy komisji dla lokatorów, którzy ucierpieli na reprywatyzacji.

Tak, to prawda. Krzywdy nie da się jednak naprawić krzywdą. Nie tędy droga. Przypomnę, że komisja weryfikacyjna otrzymała uprawnienie do uchylania decyzji reprywatyzacyjnych także wtedy, gdy po jej wydaniu lokatorzy ze sprywatyzowanych kamienic byli uporczywie szykanowani na różne sposoby po to tylko, by wyprowadzili się z budynku. Problemem jest jednak to, że odpowiadać będą jedynie adresaci decyzji, a nie osoby, które czynów się dopuściły. Ta nieracjonalność przerzucania odpowiedzialności na inne podmioty ma także swój dalszy ciąg. Jeżeli dojdzie do wydania takiej decyzji w konkretnej sprawie, lokatorzy będą mogli ubiegać się o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Nie mam nic przeciwko temu, by osoby które faktycznie ucierpiały je otrzymały. Jednak nie rozumiem, dlaczego odszkodowanie ma wypłacać warszawski ratusz, skoro szkoda została wyrządzona przez inny podmiot. Ciekawy jestem także, w jaki sposób będzie wyglądać postępowanie dowodowe przed komisją Moim zdaniem może dochodzić do patologii. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby lokatorzy z chęci zemsty lub też dla zwykłego zysku pomawiali właścicieli zwróconych kamienic o prześladowanie, a wtedy pozostanie już tylko słowo przeciwko słowu.

Pana zdaniem cele, jakie przed sobą stawia komisja, można osiągnąć w inny sposób.

Oczywiście. Przecież już w tej chwili toczy się wiele postępowań prokuratorskich w Warszawie i we Wrocławiu, które powinny ujawnić przestępstwa na tle reprywatyzacji. Z kolei wadliwe decyzje reprywatyzacyjne można wyeliminować przez art. 184 § 1 kpa, na podstawie którego prokuratorowi służy prawo wniesienia sprzeciwu od decyzji ostatecznej, jeżeli przepisy kodeksu lub przepisy szczególne przewidują wznowienie postępowania, stwierdzenie nieważności decyzji albo jej uchylenie lub zmianę, a więc także gdy decyzja reprywatyzacyjna została uzyskana w drodze przestępstwa. Inny instrument wynika z art. 161 § 1 kpa. Zgodnie z nim minister może uchylić lub zmienić w niezbędnym zakresie każdą decyzję ostateczną, jeżeli w inny sposób nie można usunąć stanu zagrażającego życiu lub zdrowiu ludzkiemu albo zapobiec poważnym szkodom dla gospodarki narodowej lub dla ważnych interesów państwa.

Warszawska Rada Adwokacka bardzo ostro krytykuje powołanie Komisji Weryfikacyjnej. A to właśnie na warszawskich adwokatach ciąży wiele zarzutów związanych z reprywatyzacją.

Nie chowamy głowy w piasek. Nikt bardziej niż warszawska adwokatura nie jest zainteresowany wyjaśnieniem wszelkich nieprawidłowości na tle reprywatyzacji. W tej chwili toczą się postępowania dyscyplinarne, z tego co wiem, także przeciwko mec. Robertowi N. Jeżeli stawiane mu zarzuty okażą się zasadne, zostanie ukarany. Poza tym warszawska rada pracuje w porozumieniu ze Stowarzyszeniem Miasto Jest Nasze i Warszawskim Stowarzyszeniem Lokatorów nad uruchomieniem programu bezpłatnej pomocy prawnej podmiotom poszkodowanym przez reprywatyzację. Myślę, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni oficjalnie zakomunikujemy rozpoczęcie programu. Ponadto został powołany zespół ekspertów, który wspólnie ze wszystkimi zainteresowanymi środowiskami, tj. stowarzyszeniami zrzeszającymi spadkobierców byłych właścicieli, lokatorskimi oraz ruchami miejskimi, ma wypracować projekt ustawy reprywatyzacyjnej. W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy konsultacje. Mam nadzieję, że do końca lutego będziemy w stanie zaprezentować projekt. Bez tego typu przepisów nigdy nie uda się rozwiązać problemów związanych z reprywatyzacją. Wierzę, że jeżeli uda się wypracować rozwiązania kompromisowe, godzące interesy wszystkich zainteresowanych grup społecznych, a przy tym optymalizujące, w perspektywie 10–15-letniej, koszty obecnie już trwającej „małej reprywatyzacji", to parlament nie będzie miał już żadnych wymówek, aby takiej ustawy nie przyjąć.

Maciej Górski – warszawski adwokat, praktyk prawa nieruchomości, współzałożyciel Instytutu Badań nad Prawem Nieruchomości

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL