Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Faust pojawi się w Hali Stulecia

Każdy spektakl w Hali Stulecia może obejrzeć pięć tysięcy widzów.
materiały prasowe
Casting director Opery Wrocławskiej zapowiada, że tradycja wielkich widowisk w różnych lokalizacjach miasta będzie kontynuowana.

Megawidowiska produkowane przez Operę Wrocławskš były ważnš pozycjš jej repertuaru. Jak będzie teraz?

Paweł Orski: Tradycja wielkich widowisk plenerowych we Wrocławiu sięga poczštków dyrekcji Ewy Michnik, bo to ona rozpoczęła ich regularne wystawianie. W Polsce to fenomen – być może także dlatego, że Wrocław jest wyjštkowym miastem. Ma wiele przestrzeni, w których ogromne plenerowe wystawienia można zrealizować. Warto przypomnieć, że były one prezentowane w bardzo różnych lokalizacjach – od Hali Stulecia, poprzez Wyspę Słodowš, Pergolę czy Stadion Olimpijski, czyli w miejscach posiadajšcych genius loci. One umożliwiajš nie tylko pomieszczenie orkiestry, chórów, okazałego zaplecza technicznego, no i oczywiœcie widzów, ale też sš to miejsca różnorodne, często piękne i bogate swojš historiš. Kontynuowanie tej tradycji wydaje się oczywiste, skoro zdobyły renomę i sš naszš chlubnš wizytówkš. Wrocławianie przywykli do tych nietypowych inscenizacji i bardzo chętnie je oglšdajš. Spełniajš także – o czym warto pamiętać – istotnš rolę edukacyjnš, bo przychodzš nie tylko widzowie interesujšcy się teatrem operowym, ale także i ci niezaglšdajšcy wczeœniej do naszego gmachu. Pewnie zaciekawia ich przede wszystkim inscenizacyjna strona widowiska. Ale to już pierwszy krok do poznania. Jeœli ich usatysfakcjonujemy, przyjdš i do naszej tradycyjnej przestrzeni, by tam oglšdać inne opery.

Czy wielkie widowiska plenerowe interesujš też melomanów?

Owszem. Miłoœnicy opery przyjeżdżajš do nas nie tylko z kraju, ale także z zagranicy. Chociażby cały Wagner grany we Wrocławiu – przycišgnšł ogromnš rzeszę niemieckiej publicznoœci, dla której to bliska i ważna twórczoœć. Element ludycznoœci zdarza się wszędzie, nawet podczas bardzo wysublimowanego festiwalu w Bregencji, na który œcišga publicznoœć z całego œwiata, żeby zobaczyć gigantyczne, unikatowe megaprodukcje na Jeziorze Bodeńskim. Jeszcze w Finlandii, w Savonlinnie odbywa się festiwal, w czasie którego opery prezentowane sš na dziedzińcu zamkowym. Tam to tradycja. Ale gdzie indziej – tylko sporadyczne wydarzenia.

W jaki sposób planujecie kontynuowanie wrocławskiej tradycji wielkich widowisk?

Realizujšc jednš takš inscenizację w każdym kolejnym sezonie. Ważnš częœciš tych przedsięwzięć musi być też przekaz zmuszajšcy widza do myœlenia, a nie tylko podziwiania rozmachu inscenizacyjnego. Chcemy, żeby odnosiły się do rzeczywistoœci, historii, emocji, żeby inspirowały do myœlenia o tym, co przeżywamy dziœ. W tym roku zrealizujemy „Fausta" Gounoda opowiadajšcego o poszukiwaniu nieœmiertelnoœci, młodoœci. Ale będzie to też „Faust" przedstawiony współczesnym obrazem. Budujšc plany repertuarowe na ten sezon, skupiliœmy się na pokazaniu przedstawień prezentujšcych różne szkoły operowe. Stšd wybór „Fausta" jest bardzo przemyœlany – to opera dobrze znana, atrakcyjnie skonstruowana od strony dramaturgicznej, ze œwietnš muzykš wpadajšcš w ucho. I jest okazja do pokazania œwietnych scen baletowych, a więc wykorzystania całego potencjału artystycznego Opery Wrocławskiej. Na „Fausta" zaprosimy do Hali Stulecia w dwa ostatnie weekendy czerwca, kończšce sezon. To opera, która œwiętuje triumfy na wszystkich scenach i jeœli ma się czwórkę dobrych œpiewaków do najważniejszych partii, to już połowa sukcesu. W przedstawieniu weŸmie udział 100-osobowy chór, kilkudziesięcioosobowy balet, grupa solistów, statystów.

Co powoduje, że „Faust" jest atrakcyjniejszy do wystawienia w Hali Stulecia niż w gmachu Opery?

W Hali Stulecia, olbrzymim budynku z wielkimi możliwoœciami logistycznymi, mamy większe możliwoœci zaprezentowania nowinek technicznych i spektakularnych œrodków wyrazu takich jak œwiatła, lasery, œrodki multimedialne. W teatrze musiałaby być to ograniczona wersja. Opera Wrocławska ma doœwiadczony zespół techniczny, który nie boi się nowych wyzwań. Tak jak i nie obawiajš się ich scenografowie, od których wymaga to całkowitej zmiany perspektywy, bo tradycyjne skupianie się na detalach nie zdaje tu egzaminu. Hala daje też możliwoœci rozmachu reżyserskiego. „Faust" rozgrywa się na pograniczu dwóch œwiatów – ludzkiego i diabelskiego. Cienka granica oddzielajšca je musi zostać czytelnie zaznaczona w inscenizacji. Kluczowy jest oczywiœcie pomysł, w konwencji œredniowiecznej nie sposób dzisiaj tej opery pokazywać. Widziałem ostatnio nowoczesnš, interesujšcš inscenizację „Fausta" w Stuttgarcie, nasza zapowiada się nie mniej ciekawie. Jej autorka Beata Redo-Dobber skupia wszystkie autorskie kompetencje jako reżyserka i scenografka, a także twórczyni efektów specjalnych.

Czy atrakcyjnoœć wizualna nie zdominuje powoli walorów muzycznych oper?

W megaprodukcjach największym wyzwaniem jest nagłoœnienie, czyli użycie takiej aparatury, która nie zniszczy muzyki i wokalnego przekazu. Nieproste jest przecież zachowanie proporcji i balansu między muzykami i wokalistami oraz resztš widowiska. To zawsze ryzykowne, ale we współczesnym teatrze operowym liczy się bardzo także warstwa dramaturgiczna i wizualna. Nie chodzi oczywiœcie o dominację nowinek technologicznych, których użyjemy, tylko spójnš inscenizację przemawiajšcš do odbiorcy obrazem i dŸwiękiem. 

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL