Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Michaił Jurowski: Muzyka jest jak angielski ogród

Michaił Jurowski dyryguje?dziœ symfoniš Brücknera
materiały
Michaił Jurowski ze słynnej rosyjskiej dynastii dyrygentów od niedawna pracuje z polskš Sinfoniš Iuventus. Dziœ ich koncert w Filharmonii Narodowej.

"Rzeczpospolita": Lubi pan młodych muzyków, takich, jak ci tworzšcy Sinfonię Iuventus?

Michaił Jurowski: Interesujšce jest poczuć nowe podejœcie do muzyki, jakie niesie to pokolenie. Dlatego pracuję nie tylko z młodymi orkiestrami, ale i od lat z młodymi dyrygentami, niektórzy dzięki stypendiom sš ze mnš po dwa, trzy lata. Kontakt z nimi na mnie działa odœwieżajšco.

Pan jest członkiem dynastii obejmujšcej już cztery pokolenia.

Ojciec, Władimir Jurowski był przede wszystkim kompozytorem, dziadek ze strony matki, Dawid Błok był głównym dyrygentem rosyjskiej kinematografii, niemal od poczštków kina dŸwiękowego. Obaj umarli stosunkowo młodo, po pięćdziesištce na serce. Moje też w tym wieku wysiadło, ale udało się mnie uratować, minęło prawie 20 lat od tego zdarzenia i pracuję więcej niż kiedykolwiek.

Dyrygowanie to przymus czy obowišzek w pana rodzinie, skoro robiš to też pana dwaj synowie? Tylko córka została pianistkš.

Maria byłaby œwietnym dyrygentem, ale kategorycznie odmówiła. Mieszka w Berlinie, pracuje z wokalistami i z chórami, także Z Filhamronikami Berlińskimi. Ja jako dziecko marzyłem, żeby zostać reżyserem teatralnym. Zmieniłem zdanie, majšc 12 lat, kiedy posłuchałem w Moskwie Bostońskich Symfoników. Przyjechali z okazji wizyty ówczesnego wiceprezydenta Nixona.

Jakš rolę w pana muzycznym dojrzewaniu odegrał Dymitr Szostakowicz?

Był bardzo zaprzyjaŸniony z naszš rodzinš. Stał się chyba najważniejszš osobš w moim życiu po ojcu, mogłem zawsze liczyć na kontakt z nim, kiedy tego potrzebowałem. Kilka razy nawet grałem z nim na cztery ręce był przecież znakomitym pianistš, choć lubił grać niesłychanie szybko, jego tempa były nieprawdopodobne.

A miał pan wpływ na edukację muzycznš synów?

Tak, ale bardziej wynikało to z rozmaitych zdarzeń niż moich zamierzeń. Władimir popadł w szkole w konflikt z nauczycielem, który jako członek organizacji „Pamięć” głosił poglšdy o zabarwieniu nazistowskim. Były już czasy pieriestrojki w Zwišzku Radzieckim, ale miałem pozwolenie na pracę za granicš jedynie we wschodnim Berlinie. W 1988 roku dostałem ofertę z Semperoper w DreŸnie i ze względu na bezpieczeństwo syna, gdyż  baliœmy się, że może spotkać go coœ złego, postanowiliœmy tam pojechać, choć to też było NRD. Władimirowi trzeba było tam znaleŸć szkołę. Postanowiono dopuœcić go do egzaminu i przez trzy miesišce przygotowywałem go, uczšc dyrygowania. Młodszy Dmitrij chciał być wiolonczelistš i szło mu œwietnie, ale gdy miał 21 lat, choroba ręki uniemożliwiła dalsze granie. Co było robić, musiałem pomóc mu przekwalifikować się na dyrygenta, choć poczštkowo nie chciał się na to zgodzić. Potem obaj zaczynali pracę jako moi asystenci, ale szybko się usamodzielnili i dziœ pracujš z rozmaitymi orkiestrami i teatrami operowymi w Rosji i w Europie.

Widzi pan różnice w podejœciu do muzyki dzisiejszej młodzieży takiej jak w Sinfonii Iuventus w porównaniu z pokoleniem pana czy synów?

Widzę różnicę w muzycznym wykształceniu. Edukacja w moich czasach była zdecydowanie bardziej usystematyzowana, poza tym dzisiaj studia sš bardziej otwarte, student sam decyduje, co chce robić, co dla kształcenia zawodowego jest zabójcze.

Od prawie 30 lat mieszka pan w Niemczech, pracował tam z niemal wszystkimi orkiestrami. Rzeczywiœcie sš najlepsze w Europie, jak niektórzy twierdzš?

Najbardziej cenię orkiestry konserwatywne, takie, które majš własnš przeszłoœć. Bez niej nie może być muzyki. Dzisiaj wszystkie orkiestry na œwiecie, także w Niemczech, starajš się osišgnšć jak najwyższy poziom techniczny, zapominajšc o własnym obliczu. A proszę posłuchać starych nagrań, jak łatwo odróżnić, czy to grajš Berlińscy czy Wiedeńscy Filharmonicy. Miałem szczęœcie niedawno dyrygować w La Scali, tam w orkiestrze jest jedenaœcie Stradivariusów. Oczywiœcie, jeœli dalibyœmy je innym, nie gwarantuję, że efekt byłby równie znakomity, ale też nie wystarczy wyłšcznie opanować znakomitš technikę. To jak tak z pianistami, Steinway jest ten sam, a potrafimy odróżnić, czy gra Oscar Peterson czy Dave Brubeck.

Tę technikę osišgnęła już Sinfonia Iuventus?

Z muzykš jest jak z angielskim ogrodem, trzeba codziennie nad nim pracować. A po co nam technika? By pomogła zrozumieć partyturę. Ja podpowiadam ideę, ale to, jak jš zrealizować, musi być naszym wspólnym zadaniem. Staram się działać konstruktywnie, rozwijać indywidualnoœci muzyków, czuję, że podczas dwóch tygodni prób ci młodzi ludzie doroœli. Co będzie dalej, zobaczymy w następnym sezonie, kiedy znów przyjadę do Sinfonii Iuventus.

Rozmawiał Jacek Marczyński

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL