Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Media i internet

Jan Kwieciński: Internetowi gracze robiš ferment

materiały prasowe
Netflix zapewne coœ tu wyprodukuje, ale tylko, jeœli znajdzie coœ naprawdę interesujšcego. Sam przygotowuję teraz projekty dla Netfliksa. To bardzo wybredny partner – mówi Jan Kwieciński, producent i reżyser z Akson Studio.

Rz: W jakim momencie znalazł się teraz serialowy rynek w Polsce, po debiucie Netfliksa, Amazona i Showmaksa?

Jan Kwieciński: Wydaje mi się, że z biegiem lat nasz rynek produkcyjny będzie coraz bardziej konkurencyjny właœnie dlatego, że pojawiš się na nim nowi gracze – prywatne firmy w rodzaju Netfliksa, Amazona i Showmaksa – których zadaniem będzie sianie fermentu. Będš chcieli przycišgnšć do siebie polskš widownię oryginalnymi treœciami. A jeœli ktoœ ma za te treœci płacić, musi tam dostać coœ, czego nie ma w darmowej telewizji. Ten ferment będzie dla naszego przemysłu bardzo dobry, ale spowoduje zmianę oczekiwań widzów i w konsekwencji publiczni nadawcy będš musieli zmienić całš swojš filozofię.

Narzeka pan na konferencjach, że za mało jest w Polsce koprodukcji. Dlaczego tak jest?

Polskie stacje bardzo niechętnie wchodzš w międzynarodowe koprodukcje. Taki projekt prowadził Dariusz Jabłoński („Szpiedzy w Warszawie"), teraz ja staram się zrealizować podobny. Jest to trudne, bo na naszym rynku nie ma na to œrodków – jeœli jeden odcinek serialu produkowanego przez TVP kosztuje maksymalnie 1 mln zł, podczas gdy w Europie większoœć producentów robi seriale za minimalnie ponad 2 mln zł za odcinek, a w Szwecji i Francji te budżety potrafiš sięgnšć kilkunastu milionów złotych. Gdyby więc nawet tamtejsi nadawcy chcieli się pofatygować i wejœć tu w koprodukcję, co dostanš w zamian? Jeœli możemy na jakimœ polu konkurować, to tematami, jakie poruszamy w serialach. A na razie mamy ich niedużo. Sytuacja zmieni się dopiero, gdy będziemy w stanie być konkurencyjni pomysłami.

Tradycję mamy w tym zakresie słabš – nawet, kiedy w Polsce powstał przyzwoity serial political fiction - „Ekipa" - nikt nie chciał go emitować w dobrym czasie oglšdalnoœci i skończył w nocnym paœmie w Polsacie. Przez lata widzowie oglšdali głównie telenowele.

To prawda, że autorskie kino artystyczne zawsze było w Polsce stawiane na piedestale, ale kultury pisania i tworzenia seriali nigdy na takš skalę nie mieliœmy. Było „07 zgłoœ się" czy „Ekstradycja", ale niewiele więcej. To jest zwišzane z rozwojem rynku telewizyjnego, na którym przez wiele lat nie było wielu dużych graczy. Różnorodnoœć przyniósł dopiero z czasem kapitalizm. Teraz muszš się do niej przyzwyczaić i widzowie i twórcy. Na to potrzeba czasu. I widzowie i twórcy sš z natury niecierpliwi, ale wydaje mi się, że ten proces zachodzi teraz w naturalnym tempie. Po prostu nadal rozwijamy się trochę wolniej niż inne rynki, jak chociażby amerykański.

Skšd majš się brać nowe œwieże pomysły, skoro nie mamy w Polsce żadnej szkoły script doctoringu?

Właœnie już mamy: coraz więcej jest kursów i warsztatów dla scenarzystów i poprzeczka jest podnoszona coraz wyżej coraz wyżej i jeszcze zostanie podniesiona właœnie dzięki pojawieniu się na rynku takich graczy jak Netflix, Showmax czy Hulu. To tylko kwestia czasu, podejmowanych prób i nauki na błędach.

Nie ma pan wrażenia, że zachodni producenci wyprzedzili lokalnych i trudno będzie im teraz to pole odebrać? Widz na ma przecież tylko jeden czas, a oni już tu sš.

Na pewno tak jest. Ale seriali w ogóle jest wszędzie coraz więcej. Netflix z Amazonem już walczš o widzów między sobš, a przecież mamy jeszcze na rynku HBO i parę innych firm. Myœlę, że lokalnie mamy dużo do nadrobienia i musimy się teraz wzišć do pracy. W przeciwnym razie stracimy widzów na rzecz producentów zagranicznych.

Czy któraœ z wielkich internetowych platform wideo już próbuje nawišzać współpracę z polskimi producentami?

Większoœć z producentów w Polsce jest teraz w kontakcie z największymi graczami. Oni majš sprecyzowane wymagania odnoœnie tego, czego tu poszukujš. Chodzi o coœ zupełnie nowego, czego inne stacje nie mogłyby u nas kupić, lub bałyby się zaryzykować inwestujšc w takie treœci. Duzi międzynarodowi gracze majš pienišdze i mogš ryzykować.

To kiedy spodziewa się pan pierwszej produkcji Netfliksa w Polsce?

Chciałbym, żeby w cišgu dwóch lat powstał tu jakiœ pierwszy oryginalny lokalny projekt tego typu. Bardzo dobrze zadziałałoby to na rynek, bo potrzebna jest mu taka konkurencja. Kiedy ktoœ depcze innemu po piętach, zwłaszcza w sztuce, wywołuje bardzo kreatywne zamieszanie, wszystkich pobudza do myœlenia. Dzisiaj twórcy wiedzš, co kupujš tu największe stacje i trochę trudno wymagać, by pisali „netfliksowe" rzeczy, skoro tego Netfliksa na rynku produkcyjnym tu nie ma. A Netflix zapewne coœ tu wyprodukuje, ale tylko, jeœli znajdzie cos naprawdę interesujšcego. Sam przygotowuję teraz projekty dla Netfliksa. To bardzo wybredny partner, który nie zdecyduje się na słaby projekt, ale też jego menadżerowie wiedzš, że mamy tu już Showmaksa i że chodzi o czterdziestomilionowy rynek. Kto pierwszy do tych widzów trafi, ten będzie lepszy.

Ale od niedawna jest na produkcyjnym rynku serialowym w Polsce np. Canal+. Tacy nowi gracze nic nie zmieniš?

Mogš. Ja tez teraz ogłosiłem teraz konkurs „Less is more" i szukam projektu, którego akcja odbywałaby się w jednym pomieszczeniu. Jeœli znajdzie się bardzo dobry oryginalny projekt, będę w stanie przeforsować go dużo szybciej niż wielki serial historyczny, bo będę mógł spróbować go sprzedać w dużo większej liczbie miejsc niż tylko u największych nadawców. Chociażby do internetu.

Mieliœmy kiedyœ taki internetowy projekt, jak „Klatka B", a potem nic się w tym zakresie przez dłuższy czas nie działo.

Nie powiedziałbym, że nic się nie działo. Teraz powstaje „Ucho prezesa", dzieje się właœnie coraz więcej. Proszę popatrzeć na YouTube, gdzie mamy kanały takich grup jak Abstrachuje, mamy tam też gromadzšce po 3 miliony widzów seriale internetowe takie, jak "Nieprzygotowani". Ale wydaje mi się, w Polsce producenci sš kompletnie nieprzygotowani na młodych widzów. Musimy bardzo poważnie zaczšć traktować tę grupę społecznš. Gimbazie nie chce się oglšdać telewizji, siedzi w necie i tam oglšda: popularnoœć takich seriali, jak „Skam" czy „Nieprzygotowani" jest gigantyczna. I to będš nasi widzowie za 10-15 lat. Trzeba tak pokierować ich uwagš, żeby chcieli jš skupić na nas. To wymaga oryginalnych treœci i piłeczka jest po naszej stronie.

Skšd poza koprodukcjami pozyskiwać pienišdze, gdy chce się wyprodukować coœ klasycznego, a konkurencja ma na odcinek kilka razy większy budżet?

Przede wszystkim brakuje nam tanich dobrych seriali, które weszłyby na rynek przebojem, jak „Ucho prezesa". To był œwietny pomysł biznesowy – mały projekt zrealizowany własnym sumptem, a dopiero potem spieniężony. Co nie znaczy, że nie ma na rynku miejsca i budżetów na większe seriale. Ani Showmax, ani Canal+ ani HBO nie oszczędzajš na swoich produkcjach. Tylko także te firmy będš poszukiwać coraz bardziej przebojowych niestandardowych pomysłów. Dlatego naszš ambicjš nie powinno być na razie robienie polskiej „Gry o tron" tylko mniejszych, inteligentnych, psychologicznych projektów. Jak np. czeskie „Pustkowie" HBO. Wielkiego kina sci-fi w Polsce nie zrobimy, bo nas na to nie stać, ale coœ w rodzaju „Moon" Duncana Jonesa – jak najbardziej. Europa powinna wygrywać inteligencjš, arthousem i ciekawym podejœciem do gatunku, dalszym rynkom zostawmy „Piratów z Karaibów". Walczmy o oryginalne ascetyczne produkcje, na jakie stawia np. Izrael.

Czemu w Polsce jest tak mało mini seriali?

Miniserial to bardzo dojrzała forma serialu. Dlatego powstajš na bardziej rozwiniętych serialowo rynkach. Z tego, co wiem, w polskim HBO powstaje teraz mini serial, więc nie jest tak, że w ogóle ich nie ma.

Obserwujecie jakieœ załamanie współpracy z TVP w zwišzku z dziurš budżetowš w TVP?

Nie, na razie nie. Tak, jak zawsze, staramy się produkować dla nich możliwie jak najlepsze treœci w ramach budżetów, które mamy. Staramy się, żeby ta poprzeczka była co projekt trochę wyższa.

Czy w przypadku polskich producentów międzynarodowš ekspansje i współpracę ogranicza fakt, że produkujemy lokalnie po polsku?

Nie, to nie jest problem, bo dużo rynków powszechnie dubbinguje importowane produkcje.

Ma pan kompleksy, kiedy słyszy, ile filmów rocznie produkuje się w innych krajach, a ile powstaje w Polsce? U nas to tylko ok. 1 film na 1 milion widzów kinowych.

Nie, nie mam w ogóle żadnych kompleksów, jeœli chodzi o to, ile tu powstaje filmów. Dobrze rozwija się zwłaszcza kino œrodka, na które postawił Piotr Starak. Na rynku działa tez wielu œwietnych młodych producentów, którzy budujš prestiż Polskiego kina za granica.

Gros polskich filmów do tego, żeby powstać, wcišż potrzebuje dotacji z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

No nie wszystkie, ale większoœć pewnie tak. Ale to się zmieni, bo kino staje się obiektem zainteresowania coraz większej liczby potencjalnych sponsorów i rodzajem inwestycji. Wydaje mi się, że i na tym rynku dużo się będzie działo.

CV

Jan Kwieciński jest producentem i reżyserem w Akson Studio założonym przez jego ojca Michała. Ma 31 lat, ukończył London Film School. Akson wyprodukował ponad 40 seriali (m.in. „Belle Epoque", „Przyjaciółki", „Bodo", „Czas honoru") i 35 filmów fabularnych (m.in. „Powidoki", „Wałęsa", „Miasto 44", „Tatarak", „Katyń").

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL