Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Lotnictwo

Linie bijš się o pilotów

123RF
PrzewoŸnicy w Europie goršczkowo poszukujš pilotów, zwłaszcza osób, które natychmiast mogłyby usišœć na fotelu kapitana samolotu.
Tylko Norwegian potrzebuje 600 wykwalifikowanych lotników, EasyJet w tym roku chce zatrudnić kolejnych 450. W najgorszej sytuacji jest jednak Rayanir, który też potrzebuje załóg do kokpitu, a brak jest tym bardziej dotkliwy, że piloci zaczęli masowo odchodzić z największej niskokosztowej linii w Europie. Pierwsza transza odejœć, to 140 osób, które tego lata przeszły do Norwegiana. Było to proste, ponieważ obydwie linie latajš Boeingami, więc nie było potrzeb płacenia za kosztowne szkolenie. To spowodowało potężne kłopoty irlandzkiej linii, która miała dodatkowo problem, ponieważ musiała wysłać swoich pilotów na zaległe urlopy. Trzeba było odwołać 2 tys. lotów, odszkodowań i przekonać pracowników, by zrezygnowali z brania urlopów akurat w tym okresie. Nie obyło się bez typowych akcji prezesa Michaela O'Leary, który, jak zwykłe prosił, groził i obrażał. Nie pomogły nawet obietnice wypłacenia bonusów wartych 10 tys. euro tym, którzy zrezygnowali, poszli do Norwegiana, a gotowi byliby wrócić. Kłopoty się nasilajš, bo należšca do grupy Lufthansa linia Eurowings zachęca w ogłoszeniach prasowych niedoszłych pasażerów Ryanaira, by wybierali jej połšczenia, bo nie będzie ich odwoływać. Takich ogłoszeń do walki z konkurencjš używał wczeœniej Ryanair, kiedy przedstawiał LOT jako złodzieja i piętnował za pobieranie dopłat paliwowych, prezesa easyJeta przedstawiał jako Pinokia z bardzo długim nosem, a plany przejęcia Air Berlin przez Lufthansę uznał za „aferę szytš grubymi nićmi". O British Airways mówił, że sš „drogimi sk........i".
Kiedy 15 lat temu wchodził na rynek niemieckich jeden ze swoich Boeingów 737 wymalował napis „Bye bye Lufthansa". Jak na razie irlandzka linia nie ma w Niemczech specjalnych sukcesów. Może mieć również kłopot ze znalezieniem chętnych do pracy, ponieważ, mało płaci. Wprawdzie ogłasza, że kapitan oficjalnie zarabia tam 150-180 tys. euro rocznie, a pierwszy oficer 80-120 tys. euro, ale te kwoty sš czysto teoretyczne. Piloci sš zatrudnieni na kontraktach, nie zarabiajš, kiedy sš chorzy, sami muszš się ubezpieczyć i odłożyć pienišdze na emeryturę. Sami także opłacajš sobie noclegi, jeœli rozkład zmusi ich do spędzenia nocy poza domem, płacš za szkolenia, Ryanair kasuje nawet 350 euro za rozmowę kwalifikacyjnš — z czym się nie kryje, bo ta kwota jest umieszczona na jego stronie internetowej. Kapitan Mirosław Zalewski, szef załóg floty Q400 w Kongo Airways, uważa kwoty podawane przez agencje i Ryanaira za wzięte z sufitu. — W liniach niskokosztowych na kontraktach kapitan dostaje na rękę ok 5 tys. euro, a I oficer między 2 a 3 tys. euro. We wszystkich takich kontraktach jest mnóstwo ukrytych kosztów — mówi. Przy tym piloci w Ryanairze, którzy swojš pracę porównujš najczęœciej ze stanowiskiem kasjerki w Bidronce, nie mogš latać więcej, niż 18 godzin tygodniowo, czyli 900 godzin rocznie - takie sš europejskie przepisy i nawet Michael O'Leary nie jest w stanie ich nagišć, bšdŸ ominšć. Niemniej jednak ta linia ma œrednio 5 kapitanów na każdš eksploatowanš maszyn. O jednego mniej, niż easyJet. I chociaż O'Leary zapowiadał, że zamierza współpracować najpierw dowożšc pasażerów Alitalii, potem Norwegianowi, to jednak żaden z tych projektów nie wypalił. Teraz prezes Ryanaira przyznaje, że być może zarobki pilotów „ zaliczajš się do niższych". Zaœ zdaniem branżowych analityków po tym, jak Ryanair zaczšł trochę lepiej traktować pasażerów, przyszedł czas na lepsze warunki także dla pracowników.
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL