Lotnictwo

Polskie skrzydła mogą wylądować nad Adriatykiem

Wikipedia/Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported, fot. Eluveitie
Chorwacki rząd zaprasza PLL LOT do rozmów na temat przejęcia części bądź całości linii Croatia Airlines – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Według naszych nieoficjalnych informacji pierwsze spotkanie strony polskiej i chorwackiej miałoby się odbyć jeszcze latem. LOT ma już za sobą przejęcie estońskich linii Nordica, była to transakcja bardzo korzystna dla obu stron. Nieoficjalnie wiadomo, że odbyły się również rozmowy ze słoweńską Adrią, ale zakończyły się bez sukcesu. Słoweńcy, którzy mieli pretensję do LOT, że „sprzątnął im" Nordicę, postanowili pozostać przewoźnikiem dowożącym pasażerów niemieckiej Lufthansie i Austrian Airlines.

Czytaj także: Linie lotnicze mają poważny problem. Będzie drożej?

W wypadku przejęcia Croatii mogłoby być niewygodne dla LOT-u, bo zmusiłoby polskiego przewoźnika do tworzenia bazy w Zagrzebiu, która konkurowałaby z tą w Budapeszcie.

Mały szuka pieniędzy

Croatia Airlines jest niewielkim przewoźnikiem. Ma 12 samolotów, lata na 39 lotnisk i w 2017 roku przewiózł 2,1 mln pasażerów. Zatrudnia 900 pracowników. Jego główny biznes to połączenia do Europy Zachodniej, przede wszystkim dowożenie pasażerów Lufthansie. Na działalności operacyjnej ponosi straty i potrzebuje pieniędzy. LOT ma zapas gotówki, ale chce ją wydać na własny rozwój.

W naszym regionie Croatia Airlines lata tylko do Bukaresztu, Pragi i Sankt Petersburga. Korzyści z integracji siatki raczej by więc nie było. Niemniej jednak, co przewiduje projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego, LOT chce odegrać rolę konsolidatora w Europie Środkowej, a nawet Wschodniej, gdzie jeszcze pozostało sporo lotniczej „drobnicy".

– Jesteśmy skoncentrowani na budowaniu centrum przesiadkowego w Warszawie i bazy w Budapeszcie oraz rozwoju współpracy z Nordiką – mówi dyrektor komunikacji i public relations w Locie Adrian Kubicki. – Jeśli LOT zdecyduje się na przejęcie kolejnego przewoźnika, musiałoby to gwarantować szybki impuls w naszej ekspansji. Jest zresztą zbyt wcześnie, by komentować rozmowy, które jeszcze się nie zaczęły.

Budapeszt się udał

Pomysł z bazą w Budapeszcie wydaje się natomiast trafiony. – LOT jest doskonale postrzegany na Węgrzech – mówi Tivadar Kortvelyes, węgierski ekspert lotniczy. - Od czasu, kiedy zimą 2012 r. upadł Malev, pozostał nam Wizz Air, ale tej linii nie zależy na zajęciu miejsca przewoźnika narodowego. Z tego, co się orientuję, rejsy LOT-u do Chicago i Nowego Jorku cieszą się powodzeniem, tak samo jak te do Krakowa.

Kortvelyes tak samo dobrze ocenia decyzję LOT-u o otwarciu z Budapesztu połączenia do London City. – Do Londynu lata już Wizz Air, ale do innego portu, a London City jest bardzo wygodny dla pasażerów biznesowych - mówi ekspert.

Sam LOT w przeszłości doświadczył już konsolidacji, która była nieudana. W listopadzie 1999 roku udziały w polskiej linii kupił Swissair, który trzy lata później zbankrutował. Syndyk masy upadłości szwajcarskiego przewoźnika po perypetiach zgodził się odsprzedać 25,1 akcji polskiemu Skarbowi Państwa.

Drugie podejście miało miejsce wiosną 2015 roku, za prezesury Sebastiana Mikosza. Chętny do przejęcia udziałów w Locie był wtedy amerykański fundusz Indigo Partners, udziałowiec węgierskiego Wizz Aira. Pomysł był wówczas taki, że powstałby holding lotniczy, a Wizz Air dowoziłby pasażerów LOT-owi do Warszawy. Na rynku pojawiły się wtedy informacje, że Amerykanie są gotowi zainwestować w LOT „kilkaset milionów złotych".

Rząd Platformy Obywatelskiej nie chciał jednak przeprowadzać takiej transakcji przed wyborami, tym bardziej, że LOT wtedy zaczął zarabiać, więc możliwość jego przetrwania zwiększała się z każdym dniem. Ostatecznie do przejęcia nie doszło, a LOT i Wizz Air ostro ze sobą konkurują - i w Budapeszcie, i w Warszawie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL