Lotnictwo

Przewoźnicy zaciskają pasa

Adobe Stock
Drożeje paliwo, ale konkurencja na rynku jest tak zaciekła, że nie ma obaw o podwyżki cen biletów. Tanich okazji będzie jednak coraz mniej.

Branża lotnicza się zmienia. Wyniki finansowe sektora lotniczego na świecie pokazują zaś, że w latach hossy nie przejadał zysków, tylko wydawał pieniądze na cięcie kosztów (bo to też kosztuje), ale przede wszystkim na nowe, bardziej oszczędne samoloty.

– Nie wiem, gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie nasze airbusy A 350 – mówi „Rzeczpospolitej" Pekka Vauramo, prezes Finnaira, który ma wielkie plany podboju polskiego rynku. Takich rynków, jak polski, nie ma już w Europie. A350 znaczą dla Finnaira tyle, co dreamlinery dla LOT. – Pasażerowie są spragnieni nowinek. Konsumenci się bogacą, są ciekawi świata. Dla linii lotniczych to bonanza – nie ukrywa prezes Finnaira.

Lista zagrożeń

Ale z drugiej strony szefowie światowych linii lotniczych, którzy spotkali się na walnym zgromadzeniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych IATA, zdają sobie doskonale sprawę z tego, że dobra passa nie może trwać w nieskończoność. Liniom doskwiera już nie tylko drogie paliwo i rosnące koszty pracy, bo wszystkim brakuje pilotów. Teraz jeszcze coraz częściej narzekają na protekcjonizm i napięcia w międzynarodowym handlu. To boli, psuje atmosferę, straszy konsumentów.

– Ale przecież nie mamy żadnych podstaw, żeby mówić o kryzysie. Bo kryzysu nie ma. Cały świat podróżuje coraz więcej. Nie ma co się obawiać, że bilety zdrożeją – zapewnia dyrektor generalny IATA Alexandre de Juniac.

Bardzo niechętnie przyznaje jednak, że niepokojąca jest groźba wojny handlowej, a nawet same napięcia między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, a także tarcia w stosunkach USA z Meksykiem i Kanadą. Z tego powodu w znaczący sposób może np. spaść popyt na podróże biznesowe. Do tych zagrożeń dochodzą jeszcze rosnące koszty pracy oraz akcje protestacyjne załóg i kontrolerów ruchu lotniczego, które znacząco zmniejszają skłonności do podróżowania.

Zyski będą mniejsze

To wszystko powoduje, że IATA skorygowała w dół prognozę zysku 290 linii należących do stowarzyszenia. Wyniesie on nie 38,4 mld dol., jak zakładano w grudniu 2017, ale 33,8 mld dol. – To nadal jest godziwy zysk – uważa Alexandre de Juniac.

Co ciekawe, spadek zysku nie dotyczy przewoźników europejskich, które w tym roku zarobią więcej niż rok temu (8,6 mld dol. wobec 8,1 mld dol. w 2017). To jednak nadal przekłada się na niezadowalający zysk z każdego przewiezionego pasażera – wyniesie on zaledwie 7,58 dol., wobec 7,53 dol. w 2017. LOT, jak na razie nie zmienia swoich prognoz wyniku finansowego na 2018 rok. Ma on wynieść tyle samo, co rok temu – około 280 mln złotych.

Europejskie linie lotnicze są w tej chwili znacznie bardziej rozważne niż w przeszłości. Po fatalnych doświadczeniach z rekordowo drogim paliwem w 2007 roku, teraz znacznie lepiej potrafią się zabezpieczyć przed zmianami cen benzyny lotniczej. Np. LOT ma wykupiony tzw. hedging na 50–80 proc. zakupów. To pozwala w znacznej mierze odłożyć w czasie niekorzystne skutki podwyżek.

A ceny ropy wprawdzie otarły się o 80 dolarów za baryłkę Brenta, ale nie poszły dalej w górę. W poniedziałek, 4 czerwca, baryłka Brenta kosztowała 76 dol. i ceny wykazywały tendencję spadkową.

Co z dopłatami paliwowymi

– Nie przewidujemy jakiejkolwiek rewizji budżetu, którego założenia są bardzo konserwatywne – mówi Adrian Kubicki, dyrektor komunikacji korporacyjnej w LOT.

Amerykanie znacznie bardziej odczują skutki droższej ropy. Przewoźnicy z USA w mniejszym stopniu ubezpieczają się od zmian cen, zarobią więc w tym roku 15 mld dol. wobec 18,4 mld w 2017. Ale i tak mają na swoim koncie 44 proc. globalnego zysku branży i na każdym pasażerze zarabiają aż 15,67 dol.

Między innymi dlatego, że do perfekcji dopracowali system opłat dodatkowych. Z tego tytułu w 2017 roku amerykańskie linie miały wpływy w wysokości 24,6 mld dol. wobec 31,1 mld dol., jakie ściągnęła z pasażerów w ubiegłym roku cała światowa branża lotnicza. Ale dzisiaj to Amerykanie, paradoksalnie, najbardziej narzekają na napięcia i niepokoje w światowym handlu i wymieniają je jako główny powód obaw o przyszłość.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że podwyżka cen biletów jest nieunikniona. Czy rzeczywiście pasażerowie powinni się obawiać podwyżek? – Powrót dopłat paliwowych jest dla mnie oczywisty – uważa Akbar al-Baker, prezes Qatar Airways.

– Nie sądzę, bo linie w ciągu ostatnich lat ostro przycięły koszty – dodaje Pekka Vauramo, prezes Finnaira.

– Nasi pasażerowie nie mają powodu do takich obaw – wtóruje mu Rafał Milczarski.

Ale już sama niepewność powoduje, że ludzie zaczynają się obawiać podróży. I coraz częściej odkładają decyzje na później. – Wojny handlowe nikomu nigdy nie pomogły – przestrzegła w Sydney Gloria Guevara Manzo, szefowa Światowej Rady Podróży i Turystyki. Jej zdaniem, jeśli politycy się nie opamiętają, konsumentów czekają naprawdę trudne czasy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL