Reklama

Przewoźnicy zaciskają pasa

Drożeje paliwo, ale konkurencja na rynku jest tak zaciekła, że nie ma obaw o podwyżki cen biletów. Tanich okazji będzie jednak coraz mniej.

Aktualizacja: 05.06.2018 08:33 Publikacja: 04.06.2018 21:08

Przewoźnicy zaciskają pasa

Foto: Adobe Stock

Branża lotnicza się zmienia. Wyniki finansowe sektora lotniczego na świecie pokazują zaś, że w latach hossy nie przejadał zysków, tylko wydawał pieniądze na cięcie kosztów (bo to też kosztuje), ale przede wszystkim na nowe, bardziej oszczędne samoloty.

– Nie wiem, gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie nasze airbusy A 350 – mówi „Rzeczpospolitej" Pekka Vauramo, prezes Finnaira, który ma wielkie plany podboju polskiego rynku. Takich rynków, jak polski, nie ma już w Europie. A350 znaczą dla Finnaira tyle, co dreamlinery dla LOT. – Pasażerowie są spragnieni nowinek. Konsumenci się bogacą, są ciekawi świata. Dla linii lotniczych to bonanza – nie ukrywa prezes Finnaira.

Lista zagrożeń

Ale z drugiej strony szefowie światowych linii lotniczych, którzy spotkali się na walnym zgromadzeniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych IATA, zdają sobie doskonale sprawę z tego, że dobra passa nie może trwać w nieskończoność. Liniom doskwiera już nie tylko drogie paliwo i rosnące koszty pracy, bo wszystkim brakuje pilotów. Teraz jeszcze coraz częściej narzekają na protekcjonizm i napięcia w międzynarodowym handlu. To boli, psuje atmosferę, straszy konsumentów.

– Ale przecież nie mamy żadnych podstaw, żeby mówić o kryzysie. Bo kryzysu nie ma. Cały świat podróżuje coraz więcej. Nie ma co się obawiać, że bilety zdrożeją – zapewnia dyrektor generalny IATA Alexandre de Juniac.

Reklama
Reklama

Bardzo niechętnie przyznaje jednak, że niepokojąca jest groźba wojny handlowej, a nawet same napięcia między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, a także tarcia w stosunkach USA z Meksykiem i Kanadą. Z tego powodu w znaczący sposób może np. spaść popyt na podróże biznesowe. Do tych zagrożeń dochodzą jeszcze rosnące koszty pracy oraz akcje protestacyjne załóg i kontrolerów ruchu lotniczego, które znacząco zmniejszają skłonności do podróżowania.

Zyski będą mniejsze

To wszystko powoduje, że IATA skorygowała w dół prognozę zysku 290 linii należących do stowarzyszenia. Wyniesie on nie 38,4 mld dol., jak zakładano w grudniu 2017, ale 33,8 mld dol. – To nadal jest godziwy zysk – uważa Alexandre de Juniac.

Co ciekawe, spadek zysku nie dotyczy przewoźników europejskich, które w tym roku zarobią więcej niż rok temu (8,6 mld dol. wobec 8,1 mld dol. w 2017). To jednak nadal przekłada się na niezadowalający zysk z każdego przewiezionego pasażera – wyniesie on zaledwie 7,58 dol., wobec 7,53 dol. w 2017. LOT, jak na razie nie zmienia swoich prognoz wyniku finansowego na 2018 rok. Ma on wynieść tyle samo, co rok temu – około 280 mln złotych.

Europejskie linie lotnicze są w tej chwili znacznie bardziej rozważne niż w przeszłości. Po fatalnych doświadczeniach z rekordowo drogim paliwem w 2007 roku, teraz znacznie lepiej potrafią się zabezpieczyć przed zmianami cen benzyny lotniczej. Np. LOT ma wykupiony tzw. hedging na 50–80 proc. zakupów. To pozwala w znacznej mierze odłożyć w czasie niekorzystne skutki podwyżek.

A ceny ropy wprawdzie otarły się o 80 dolarów za baryłkę Brenta, ale nie poszły dalej w górę. W poniedziałek, 4 czerwca, baryłka Brenta kosztowała 76 dol. i ceny wykazywały tendencję spadkową.

Co z dopłatami paliwowymi

– Nie przewidujemy jakiejkolwiek rewizji budżetu, którego założenia są bardzo konserwatywne – mówi Adrian Kubicki, dyrektor komunikacji korporacyjnej w LOT.

Reklama
Reklama

Amerykanie znacznie bardziej odczują skutki droższej ropy. Przewoźnicy z USA w mniejszym stopniu ubezpieczają się od zmian cen, zarobią więc w tym roku 15 mld dol. wobec 18,4 mld w 2017. Ale i tak mają na swoim koncie 44 proc. globalnego zysku branży i na każdym pasażerze zarabiają aż 15,67 dol.

Między innymi dlatego, że do perfekcji dopracowali system opłat dodatkowych. Z tego tytułu w 2017 roku amerykańskie linie miały wpływy w wysokości 24,6 mld dol. wobec 31,1 mld dol., jakie ściągnęła z pasażerów w ubiegłym roku cała światowa branża lotnicza. Ale dzisiaj to Amerykanie, paradoksalnie, najbardziej narzekają na napięcia i niepokoje w światowym handlu i wymieniają je jako główny powód obaw o przyszłość.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że podwyżka cen biletów jest nieunikniona. Czy rzeczywiście pasażerowie powinni się obawiać podwyżek? – Powrót dopłat paliwowych jest dla mnie oczywisty – uważa Akbar al-Baker, prezes Qatar Airways.

– Nie sądzę, bo linie w ciągu ostatnich lat ostro przycięły koszty – dodaje Pekka Vauramo, prezes Finnaira.

– Nasi pasażerowie nie mają powodu do takich obaw – wtóruje mu Rafał Milczarski.

Ale już sama niepewność powoduje, że ludzie zaczynają się obawiać podróży. I coraz częściej odkładają decyzje na później. – Wojny handlowe nikomu nigdy nie pomogły – przestrzegła w Sydney Gloria Guevara Manzo, szefowa Światowej Rady Podróży i Turystyki. Jej zdaniem, jeśli politycy się nie opamiętają, konsumentów czekają naprawdę trudne czasy.

Transport
Wojna Putina wykończyła rosyjską kolej. Państwowa firma stoi na krawędzi upadłości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Transport
Arktyka na celowniku. Rosjanie chcą zdominować wszystkie drogi z Azji do Europy
Transport
Reanimacja martwego projektu. Wiemy, co dalej z kolejową gigainwestycją
Transport
Rosyjskie linie lotnicze Ural Airlines mają pomysł na odzyskanie Airbusów
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama