Lotnictwo

Lufthansa i British Airways testują niskie taryfy na trasach do Azji

123rf.com
Żeby dolecieć do któregokolwiek z głównych lotnisk azjatyckich trzeba zapłacić przynajmniej 2,5 tysiąca złotych. Ale jeśli wiemy, gdzie szukać tanich lotów, ta podróż może być o wiele tańsza.

Lufthansa i KLM zaczęły właśnie testy tanich przelotów z/do Azji. Jako port do prób cenowych obydwaj przewoźnicy wybrali Hongkong. Latają tam z Europy duże maszyny, więc jest bardzo prawdopodobne, że na pokładach znajdą się wolne fotele. Wszystkie przeloty są rezerwowane w taryfie „podstawowej ekonomicznej". Pasażer, który kupił taki bilet nie ma prawa do nadawanego bagażu, wyboru miejsca w samolocie, posiłku ani napojów. I wchodzi na pokład w ostatniej kolejności, czyli nie ma gwarancji, że znajdzie dosyć miejsca na swój bagaż podręczny.

Przy dłuższym locie może to być poważna niedogodność. Nie ma naturalnie prawa na jakiekolwiek zmiany w datach podróży. Jeśli nie może lecieć, niewykorzystany odcinek trasy podróży przepada. - Ale to wszystko jest sprawiedliwe, czyli „coś za coś" - uważa Amy Wei, dyrektor w azjatyckim oddziale wyszukiwarki Kayak. Jej zdaniem taką ofertę trzeba oceniać raczej nie jako ubogą, tylko spersonalizowaną, bo pasażer może kupić to, co chce, a nie pakiet, z którego może nie skorzystać w pełni.

W dzisiejszej ofercie lotów Lufthansy z Hongkongu można więc trafić na bilety kosztujące połowę ceny pełnej taryfy ekonomicznej. Tyle że do ograniczeń niemiecki przewoźnik dodał brak gwarancji godziny wylotu i przewoźnika. W tym przypadku jest to zrozumiałe, ponieważ z Europy do Hongkongu oprócz Lufthansy latają jeszcze należące do grupy LH: Swiss i Austrian Airlines i każda z tych linii ma zazwyczaj wolne miejsca na pokładzie. Wszystkie szczegóły lotu pasażerowie poznają dopiero na kilka dni przed wylotem.

- Chcemy, żeby pasażerowie, którzy postanowili skorzystać z tej oferty, zostawili nam elastyczność. My z kolei zapewniamy bardzo atrakcyjne taryfy - mówi Malte Haut, przedstawicielka Grupy LH na Hongkong, Południowe Chiny i Makao. Przy tym oferta jest rzeczywiście atrakcyjna, bo za 317 dolarów można polecieć do jednego z 13 miejsc w Europie, w tym np. Barcelony, Mediolanu czy Wenecji. Za lot do Lizbony trzeba już zapłacić 640 dolarów, ale w „normalnej" klasie ekonomicznej, bez ograniczeń - czasowo-posiłkowo- bagażowych kosztuje to dwa razy tyle.

Jak na razie żadna z linii azjatyckich nie porywa się na konkurencję z europejskimi przewoźnikami. Dla nich największą konkurencją są linie z Zatoki Emirates, Qatar Airways i Etihad, które z kolei znane są z bogatej oferty dla pasażera. Chociaż ostatnio także i one zaczęły oszczędzać. Widać to zwłaszcza po ofercie Singapore Airlines, przygotowującej się do fuzji z należącym do nich niskokosztowym SilkAir. Polega to na zubożeniu oferty Singapore i poprawie w Silku.

Wprowadzając niższe taryfy próbuje zapełnić samoloty także Austrian Airlines. We wtorek, 22 maja linia poinformowała o wprowadzeniu rezerwacji taryfę „lekką” na lotach między Europą a Ameryką Północną. Ta lekkość pozwala na podróż jedynie z bagażem podręcznym i bez możliwości zmian dat bądź godzin lotów. Austrian jest jednak w tym wypadku bardziej hojny niż firma-matka, czyli Lufthansa, bo nadal na pokładzie pasażera nakarmi i napoi. I bardziej elastyczny. Za dopłatą można sobie wybrać miejsce w samolocie, bądź też po dużych zakupach w Stanach Zjednoczonych także dopłacenie za nadanie walizki. Taka opcja cenowa, rzeczywiście elastyczna, jest dostępna już w trwającym do końca października sezonie letnim na naszej półkuli.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL