Lotnictwo

Przewoźnicy chcą większych lotnisk. To szansa dla CPK w Baranowie

Adobe Stock
Europejskie porty się korkują: wydłużają się kolejki samolotów oczekujących na start, a odprawy pasażerów trwają coraz dłużej.

W transporcie lotniczym zbliża się wielki kryzys infrastrukturalny. Będzie on szczególnie dotkliwy w Europie – ostrzega Alexandre de Juniac, dyrektor generalny Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych (IATA).

Tę opinię podziela Eamonn Brennan, dyrektor generalny Agencji Eurocontrol, nadzorującej ruch lotniczy w Europie. – Nadchodzące lato powinno być bardzo korzystne dla linii lotniczych, nie przewiduję również strajków kontrolerów ruchu lotniczego. Ale nie znaczy to, że loty nad Europą będą się odbywały płynnie. Powód: korki na samych lotniskach, przy wejściu do samolotów i wydłużające się kolejki maszyn gotowych do startu. Powstało prawdziwe wąskie gardło europejskiego transportu lotniczego. I bardzo trudno je będzie rozładować – mówi „Rzeczpospolitej" szef agencji.

Rośniemy najszybciej

– Popyt na podróże jest szczególnie widoczny w Europie Środkowej i Wschodniej, to właśnie tam rządy będą się przez najbliższe lata borykać z niedostatkami infrastruktury. Te niedobory najlepiej widać w Warszawie na Lotnisku Chopina, które jest praktycznie pełne – uważa wiceprezes IATA ds. europejskich Rafael Schvartzman. Jego zdaniem za budową nowego portu lotniczego w centrum Polski przemawia prosta logika. Wskazuje, że w zasięgu tego lotniska znajdzie się 15 sporych polskich miast, z których każde ma przynajmniej milion mieszkańców. – Jest miejsce na takie projekty, inaczej jesteśmy skazani na koszmar infrastrukturalny – uważa Schvartzman. – A jeszcze do niedawna sami siebie pytaliśmy, czy jest miejsce na kolejne duże lotniska na naszym kontynencie. Polska wizja transportu lotniczego to najlepsza odpowiedź na takie pesymistyczne postawy. I mam nadzieję, że po tym, gdy Polska stała się tutaj liderem, szybko usłyszymy o nowych projektach w innych krajach – dodaje przedstawiciel IATA.

Jego szef Alexandre de Juniac jeszcze dwa miesiące temu mówił „Rzeczpospolitej", że według niego nowe lotnisko będzie zbyt oddalone od Warszawy. Takich obaw nie ma Schvartzman. – Zobaczyłem projekt sieci komunikacyjnej. W planach jest budowa szybkiej kolei. Ale oczywiście to zawsze jest wyzwanie – mówi. I dla polskich planów lotniczych ma jeszcze więcej pochwał. Dotyczą one także współpracy IATA z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej (PAŻP). – Dzięki wsparciu i na ziemi, i w powietrzu Polska wyrasta na lidera lotniczych przemian w Europie – podkreśla wiceszef IATA.

Bolesne przesiadki

Centralny Port Komunikacyjny w Baranowie oddalonym od Warszawy o 40 km ma być oddany do eksploatacji nawet już w 2027 r. i odprawiać rocznie nawet ok. 50 mln pasażerów. Docelowo ta liczba ma wzrosnąć dwukrotnie. Będzie to jeden z największych takich projektów w Unii Europejskiej i jedno z największych centrów przesiadkowych na kontynencie. Na razie koszty przedsięwzięcia wyceniane są na 31–35 mld zł. Lotnisko ma powstać na ok. 3 tys. ha gruntów. Do końca 2019 r. mają trwać prace przygotowawcze, a sam port ma być budowany przez kolejne osiem lat.

Ten projekt ma wielu krytyków, zwłaszcza wśród polityków i analityków. Ale brak w ich gronie linii lotniczych. Chociaż np. prezes Wizz Air Jozsef Varadi uważa, że Polsce takie lotnisko nie jest potrzebne i ruch spokojnie może jeszcze rosnąć w warszawskim porcie. Tyle że ruch na stołecznym lotnisku rośnie o ok. 20 proc. rocznie – ta dynamika wzrostu jest jedną z najwyższych w Europie.

Jak jednak wskazuje agencja Air Help, która pomaga pasażerom odzyskiwać należne odszkodowania za opóźnione i odwołane loty, w Polsce w 2017 r. 205 tys. osób nie zdążyło z przesiadką na polskich lotniskach. Lwia część z nich nie złapała swojego połączenia w Warszawie, najczęściej z powodu opóźnień w innych portach europejskich.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL