Lotnictwo

Groźba strajków w Ryanairze

Fotorzepa, Marta Bogacz
Związkowcy Ryanaira na spotkaniu w Madrycie zagrozili pracodawcy falą letnich strajków, jeśli do 30 czerwca nie zostaną spełnione ich postulaty.

Zatrudnieni przez Ryanaira Hiszpanie, Portugalczycy, Belgowie i Włosi domagają się umów o pracę zgodnych z regulacjami obowiązującymi w ich krajach, a nie w Irlandii. Chcą również, aby załogi zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych miały takie same prawa, jak pracownicy etatowi. Domagają się także, żeby pracodawca honorował zwolnienia lekarskie, podstawowe prawa rodzicielskie i odstąpił od karania pracowników, którym nie udaje im się wyrobić normy sprzedaży jedzenia i towarów wolnocłowych na pokładzie. Ostatni postulat to uznanie związków zawodowych pilotów i personelu pokładowego i prowadzenie negocjacji właśnie z nimi.

Na razie Ryanair uznał jedynie reprezentujący pilotów brytyjski związek Balpa i włoski związek Anpac, który jest przedstawicielem interesów całego personelu latającego w tym kraju.

— Jeśli Ryanair nie spełni naszych postulatów, 30 czerwca rozpoczniemy przygotowania do akcji protestacyjnych, w tym strajków, w lipcu i sierpniu — mówił Agence France Presse Antonio Escobar z hiszpańskiego związku Scipla, reprezentującego interesy personelu pokładowego. Następne spotkanie związkowców zostało zaplanowane na 3 i 4 lipca w Dublinie. Jeśli okaże się, że Ryanair nie uznał postulatów związkowców, wtedy także mają być ogłoszone daty strajków.

Portugalskie związki już strajkowały przez trzy dni w kwietniu. Ryanair poinformował wtedy, że nie miało to wpływu na operacje linii. Odbyło się wówczas 91 procent zaplanowanych lotów, bo linia skorzystała ze wsparcia pracowników zewnętrznych.

W grudniu 2017 roku Ryanair uznał związki zawodowe. Wcześniej piloci irlandzcy, niemieccy i włoscy zagrozili protestami, które miały trwać przez cały okres bożonarodzeniowego szczytu przewozów. Związkowcy z pozostałych krajów napisali wtedy listy do kierownictwa linii.

Akcja związkowców została początkowo bardzo poważnie potraktowana przez kierownictwo przewoźnika. Potem jednak rozmowy zostały zawieszone, co szczególnie zdenerwowało Portugalczyków ze związku SNPVAC, którzy zrobili wszystko, by do swojego sporu z Ryanairem wciągnąć rząd. Minister pracy Jose Vieira da Silva powiedział, że mimo że większość portugalskich załóg Ryanaira podpisało umowy zgodne z prawem irlandzkim, to jednak zgodnie z unijnym Traktatem Rzymskim mają oni zagwarantowane prawa obowiązujące we własnym kraju. Ryanair uznał wtedy, że portugalski bunt jego pracowników jest stymulowany przez konkurencję z TAP-a i easyJeta. Ujawniono wówczas, że Ryanair płaci pracownikom pokładowym zaledwie 4 euro za godzinę, a pierwszych 5 nadgodzin przepracowanych poza pensum nie liczy w ogóle. A do tego, jak jest to w innych liniach, za godziny pracy uważa się jedynie czas, kiedy samolot jest w powietrzu.

Prezes Ryanaira Michael O'Leary mówi, że jest przygotowany na strajk iw tym roku.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL