Literatura

W Japonii rządzą matki

Kazuki Sakuraba, autorka powieści obyczajowych, kryminalnych i rysunkowych mang. Urodziła się w 1971 r. w górzystej prefekturze Shimane na południu Japonii.
materiały prasowe
Kazuki Sakuraba efektownie łączy w swej powieści mangę, realizm magiczny i opis przemian w Japonii.

Najpopularniejszy na świecie japoński pisarz Haruki Murakami jest kiepskim ambasadorem swojej kultury. Jego proza powstaje z inspiracji kulturą amerykańską i jest oderwana od lokalności. Z kolei przypomniana niedawno twórczość Sh?shaku End? – za sprawą ekranizacji jego „Milczenia" w reżyserii Martina Scorsesego – to literatura historyczna, a sam autor zmarł 20 lat temu. O współczesnej Japonii częściej czytamy u Polaków (m.in. Joanna Bator) aniżeli u autorów z tego kraju. Dlatego warto zwrócić uwagę na Kazuki Sakurabę, której powieść „Czerwone dziewczyny" właśnie ukazała się w polskim przekładzie.

Marquez w kimonie

To historia utrzymana w stylistyce realizmu magicznego. Wieś Benimidori przypomina Macondo Marqueza. Dorastają w niej trzy pokolenia japońskich kobiet. – Chciałam stworzyć ród, który na wzór Kennedych w USA pozwoliłby prześledzić powojenną historię Japonii – mówi „Rzeczpospolitej" Kazuki Sakuraba.

Pisarka podobnie jak bohaterki pochodzi z górskiej prowincji Tottori, ale nie urodziła się w zamożnej rodzinie, tylko w domu prostych urzędników. – Krajobraz Tottori jest specyficzny. Im wyżej położony jest dom, tym potężniejsza pozycja ekonomiczno-społeczna rodziny – wspomina. – Powieściowa rodzina Akakuchibów mieszka na samym szczycie góry. Są właścicielami fabryki, która daje zatrudnienie miejscowej ludności.

Pierwszą bohaterką jest Many? o nieznanym pochodzeniu, którą prawdopodobnie podrzuciła wiejskiej rodzinie kobieta z wędrownego górskiego ludu. Wskutek przepowiedni Many? zostaje wydana za dziedzica rodu Akakuchibów. – Trudno jest identyfikować się z siłą pokolenia, które przeżyło wojnę. Nadal żyje moja prawie stuletnia babcia, której energia jest niewyobrażalna – opowiada Kazuki Sakuraba.

W połowie XX wieku życie na prowincji japońskiej wciąż było zanurzone w epoce feudalnej. Kobieta była silna w domu, lecz poza przestrzenią rodziny niewidoczna. Za to mężczyzna był słaby w domu, a silny na zewnątrz.

Widzimy też, jak istotną rolę w latach powojennych odgrywali Amerykanie, których wojska stacjonowały na wyspach do lat 50., a wpływ polityczno-militarny trwał o wiele dłużej. – Na pozór panowała afirmacja kultury zwycięzcy – mówi Sakuraba. – Zachwycaliśmy się ich ubraniami, literaturą, muzyką. Ameryka próbowała ustabilizować w naszym kraju demokrację, ale Japończycy mieli poczucie, że ich kraj jest wykorzystywany jako przestrzeń pozwalająca Amerykanom kontrolować region. Mieli blisko do Korei czy Wietnamu – tłumaczy.

Ucieczka w mangę

Drugie pokolenie reprezentuje Kemari – córka Many? – dorastająca w latach 70. i 80. W Japonii była to epoka gwałtownego rozwoju ekonomicznego, a kobiety po raz pierwszy mogły robić karierę poza domem. To także czas pokolenia mającego problemy z wejściem w dorosłość, które upodobało sobie fikcję: mangę, komiksy, filmy i książki. Kemari jest szefową lokalnej bandy, a z czasem staje się sławną rysowniczką. Utożsamia się z nią w dużym stopniu sama Sakuraba, bo zanim weszła w świat literatury pięknej, też tworzyła mangę dla młodych dziewcząt.

W ostatnim powieściowym pokoleniu, które reprezentuje wnuczka Many? i córka Kemari – T?ko, sytuacja społeczno-ekonomiczna ponownie ulega zmianie. Pękła ekonomiczna bańka mydlana i młodzi mają bardziej ograniczone wybory życiowe. Pokolenie T?ko, której dzieciństwo przypadło na lata 90., charakteryzuje poczucie przytłoczenia siłą wcześniejszych generacji. Prawa kobiet istnieją, ale bardziej na papierze niż w praktyce. – To także generacja, która nie dąży do celów na upartego i szuka własnej drogi – mówi pisarka.

„Czerwone dziewczyny" to poza historią rodzinno-społeczną także obraz zmieniających się wzorców męskości i kobiecości w Japonii.

– Wbrew pozorom nowoczesności jesteśmy krajem niezwykle tradycjonalistycznym – tłumaczy pisarka. – Kiedy japoński mężczyzna się żeni, zdobywa nie tylko małżonkę, ale i troskliwą opiekunkę, zastępującą mu matkę. Postać matki jest niezwykle silna w japońskiej kulturze. Często nawet, jeśli mężczyzna zajmował ważną pozycję w rodzinie, to zza jego pleców wszystkim dyrygowała matka.

Poczucie dumy

Autorka „Czerwonych dziewczyn" wspomina anegdotę o pobycie Harukiego Murakamiego w USA. Pewien Amerykanin spytał go, czym zajmuje się jego żona. Pisarz odpowiedział: „Moja żona jest moją żoną". Amerykanin nie potrafił tego zrozumieć. Dla niego każda żona powinna mieć własne życie, pracę i ambicje.

„Czerwone dziewczyny" miały premierę w Japonii dekadę temu. Pisarka pytana o to, jak scharakteryzowałaby kolejne pokolenie, które przez te lata zdążyło dorosnąć, odpowiada: – Obecni 20-latkowie są zupełnie inni. Nie mają parcia na karierę, nie doświadczyli lęków związanych z załamaniem gospodarki. Biorą rzeczywistość taką, jaka jest. Nie mają również kompleksów z powodu zaangażowania Japonii w wojnę, które utrwalano jeszcze w moich czasach – opowiada autorka.

Przekłada się to na silne poczucie dumy narodowej. Młodzi częściej interesują się tradycją i japońską kulturą. Ale też w ogóle nie są zainteresowani polityką. Dla Kazuki Sakuraby to najbardziej niepokojące zjawisko: – Nie czują się odpowiedzialni za rzeczywistość i w porównaniu z poprzednimi pokoleniami niewielu z nich chce wyjeżdżać za granicę, by poznawać świat. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.kube@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL