Lista 500

Niepewność mimo niezłej pogody

Witold M. Orłowski
Fotorzepa/Radek Pasterski
Dane z Listy 500 potwierdzają, że z nastrojami w przedsiębiorstwach nie jest najlepiej.

No i mamy kolejną edycję Listy 500. Zawsze czekam na nią z zainteresowaniem, ale w tym roku czekałem z zaciekawieniem wyjątkowym. Dlaczego? Bo nie do końca rozumiem, co naprawdę dzieje się dziś w gospodarce. W normalnych czasach dane z Listy stanowią przede wszystkim dobre uzupełnienie danych statystycznych prezentowanych przez GUS. Pokazują więcej, np. lepiej informują o zmianach strukturalnych, ale w generalnej wymowie potwierdzają znane nam trendy.

Sprzeczne sygnały z gospodarki

W czasach nie do końca normalnych dzieją się jednak czasem rzeczy dziwne, które trudno wytłumaczyć. Obiektywne dane statystyczne zaczynają się rozmijać z nastrojami. To z kolei może wpływać na decyzje przedsiębiorstw, czyniąc je na pozór trudnymi do zrozumienia. Z taką właśnie sytuacją musieliśmy się najwyraźniej zmierzyć w zeszłym roku. Z gospodarki płynęły dziwne i sprzeczne sygnały. Mieliśmy do czynienia z solidnym wzrostem popytu rynkowego – stymulowanym i rosnącymi płacami, i zwiększonymi wydatkami socjalnymi rządu. Nieźle było również na rynkach zagranicznych, a nasz eksport wzrastał w tempie najszybszym od kilku lat. Ceny i kursy walutowe były dość stabilne, stopy procentowe rekordowo niskie, sektor bankowy gotów do udzielania kredytów, środki zgromadzone na firmowych kontach ogromne, w finansach państwa nie zagrażała żadna katastrofa. Mogłoby się więc wydawać, że również w firmach powinien zapanować optymizm, znajdując swoje ujście we wzroście inwestycji. Tymczasem dane GUS wskazują na coś innego – w inwestycjach mieliśmy w roku 2016 wyraźną zapaść. Oczywiście, że za większą część tego zjawiska odpowiadało załamanie się inwestycji publicznych, przede wszystkim infrastrukturalnych. Ale dostępne (póki co niepełne) dane sugerują, że również w przypadku inwestycji przedsiębiorstw mieliśmy w najlepszym razie do czynienia ze stagnacją, a w wielu branżach bez wątpliwości z poważnym spadkiem.

Czy dane z Listy 500 potwierdzają, że z nastrojami w przedsiębiorstwach nie jest najlepiej, a decyzje inwestycyjne rozbiegły się z wynikami produkcyjnymi i finansowymi? Niestety, tak. Dane o sprzedaży wyglądają naprawdę dobrze: we wszystkich 500 firmach wzrosła ona o 3,5 proc. Wzrosły też zyski: w tych 338 firmach z Listy, które podały porównywalną informację za ostatnie lata, suma zysków wzrosła o 80 proc. A jednocześnie inwestycje (zaraportowane przez 219 firm, które podały takie informacje) spadły nominalnie o 7 proc.

Jak to możliwe? Spadek zapału do inwestowania w firmach daje się wytłumaczyć tylko powszechnym wzrostem poczucia niepewności. Niepewności dotyczącej otoczenia zewnętrznego Polski – wstrząsanego niepokojem o skutki Brexitu, wyboru Donalda Trumpa czy zbliżających się wyborów w kilku krajach europejskich. Ale również niepewności dotyczącej polityki, którą ma zamiar prowadzić nasz rząd. Bo trudno o jakąkolwiek pewność, jeśli najważniejsi członkowie rządu potrafią w ciągu kilku tygodni złożyć kilka całkowicie sprzecznych deklaracji na temat kierunku fundamentalnych zmian podatkowych, a na koniec powiedzieć, że chwilowo żadnych zmian nie będzie. Albo jeśli podejmowane przez poszczególne ministerstwa działania stoją w całkowitej sprzeczności ze strategią polityki gospodarczej ogłoszoną przez wicepremiera Morawieckiego.

Refleksja nad historią i przyszłością

Czy kiepskie nastroje mogą być trwałym zagrożeniem dla rozwoju polskich firm? Czy też mamy do czynienia tylko z czasowym odchyleniem od ścieżki rozwoju, na którą za czas jakiś powrócimy? Pomocą w odpowiedzi mogą być doświadczenia z przeszłości. Przypomnę więc teraz krótko historię rozwoju polskich firm widzianą przez pryzmat moich komentarzy do kolejnych edycji Listy 500. Ku refleksji i zastanowieniu, co może nas czekać w przyszłości.

Mój pierwszy komentarz (dotyczący danych z roku 2002) był zatytułowany „Atleci są zmęczeni". Koniunktura była kiepska, a polskie firmy przechodziły okres bolesnej restrukturyzacji. Lista 500 pokazywała jednak, że ich konkurencyjność się poprawia. W kolejnym roku nastąpiło więc już „Senne przebudzenie", bo gospodarka odbijała się od dna, a następnie „Poranna gimnastyka", czyli rozkręcanie się produkcji i inwestycji wraz z przystąpieniem do Unii. Mimo kiepskich nastrojów w roku 2005 polskie firmy znalazły się „Na rozbiegu", potem nastąpiło „Wybicie do skoku", a w roku 2007 „Wielki Skok": potężny wzrost produkcji, eksportu i inwestycji. W kolejnym roku przyszedł jednak globalny kryzys, zagroziła nam recesja, żarty się skoczyły, a polskie firmy znalazły się „Przed schodami". Na szczęście jednak nie spadły z tych schodów, więc kolejny komentarz nosił tytuł „Utrzymana równowaga". W roku 2010 nadeszło znów „Niepewne przyspieszenie", potem dalszy ruch „Ostrożnie, lekko pod górkę". Rok później skutkiem zachodnioeuropejskiej recesji było znów „Ciężko, coraz ciężej", a rok potem polskie firmy stanęły „Prawie w miejscu". Ale ponownie dały sobie radę, więc kolejny komentarz mogłem już opatrzyć tytułem „Mocny może więcej". Dane za rok 2015 sugerowały ruch „W górę, wbrew nastrojom". Teraz jednak, przynajmniej na jakiś czas, niepewność wzięła górę nad optymizmem.

Ale nie ma co rozpaczać. Polskie firmy są mocne, polskie finanse się trzymają, polska gospodarka da sobie radę, tak jak dawała sobie radę w przeszłości. Okres niepewności kiedyś się skończy, powróci silniejszy apetyt na rozwój i inwestycje. ©?

prof. Witold M. Orłowski jest doradcą PwC w Polsce i rektorem Akademii Vistula

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL