Lekarze i pielęgniarki

Szpitalom grożą braki kadrowe

123RF
W sporze o wypowiadanie opt-outów coraz częściej pada groźba zawiadomienia prokuratury. I to z obu stron.

Oskarżenia o nielojalność, straszenie niepodpisaniem umów o pracę lub ich zerwaniem, a teraz także grożenie uznaniem wypowiadania klauzuli opt-out za narażanie życia i zdrowia pacjenta. Tak dyrektorzy szpitali starają się zniechęcić lekarzy do pracy zgodnie z kodeksem pracy (czyli 37,5 godz. w tygodniu).

– Każdy ma prawo wypowiedzieć z wyprzedzeniem umowę o pracę i powoływanie się na spowodowane zagrożenie życia pacjentów nic tu nie zmieni – mówi Wojciech Kozłowski, radca prawny z kancelarii Dentons. I dodaje, że choć masowe wypowiadania klauzuli opt-out uniemożliwia skompletowanie obsługi oddziałów i całych szpitali, nie da się udowodnić ich związku z zagrożeniem życia pacjentów ani bezprawnosci samego wypowiedzenia.

– Oczywiście przewiduję, że władza może oskarżyć lekarzy wypowiadających klauzulę o zagrożenie zdrowia i życia pacjentów, ale te działania będą miały charakter jedynie groźby faktycznej, nie uzasadnionej prawnie. A możliwość jej stosowania wynika wyłącznie z kontroli rządu nad prokuraturą – dodaje Wojciech Kozłowski. Uważa, że oskarżenie by się nie utrzymało przed sądem. Jego zdaniem oskar lekarze mogliby opowiedzieć własnym pozwem.

Jeśli w życie wejdą przepisy, które umożliwiają lekarzom dyżurowanie na kilku oddziałach jednocześnie, mogą w przypadku zgonu pacjenta oskarżyć resort o niedopełnienie obowiązku zapewnienia odpowiedniej terapii. Takie rozwiązanie zapowiedzieli w uwagach do projektu rozporządzeń specjaliści ze Związku Zawodowego Anestezjologów (ZZA).

– Tyle że gdy prokuratura kontrolowana jest przez rząd, także to oskarżenie może skończyć się niczym. Tym bardziej że były przypadki, gdy NFZ nie wypełniał obowiązku zapewnienia terapii onkologicznych i pacjenci umierali, a prokuratura umarzała postępowania mimo zgonu – zaznacza Wojciech Kozłowski.

Z naszych informacji wynika, że zarówno resort zdrowia, jak i sami dyrektorzy szpitali szukają sposobu, by zmusić rezydentów do brania dodatkowych dyżurów i ponownego podpisania klauzuli. Nieoficjalnie mówi się, że pracodawcy będą przyglądać się umowom z rezydentami-buntownikami i szukać podstaw do obniżenia wynagrodzenia.

Ostatnio lekarze usłyszeli, że wypowiadanie klauli może zostać uznane za spór zbiorowy i sytuację, która prowadzi do strajku. – Takie słowa wypowiedziane przez szpitalnego prawnika przemawiają do wyobraźni. Niewielu z nas na tyle zna prawo, by wiedzieć, że takie groźby są bezpodstawne - tłumaczy jeden z rezydentów.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: k.kowalska@rp.pl

Opinia

Prof. Krzysztof Baran, Katedra Prawa Pracy i Polityki Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego

W systemie prawa zatrudnienia nie można jednoznacznie i precyzyjnie zdefiniować klauzuli opt-out. Zawsze jest to jednak oświadczenie indywidualne i jego wypowiedzenie nie może zostać uznane za wszczęcie sporu zbiorowego. Obowiązuje w nim zasada monopolu związkowego – może zostać wszczęty tylko przez związek zawodowy. Na podstawie obowiązujących przepisów nie można wypowiadając opt-out, a więc składając indywidualne oświadczenie woli, wszcząć sporu zbiorowego. Wypowiadanie przez lekarzy klauzuli opt-out można uznać tylko za protest społeczny, a zbiorowe prawo pracy nie zna takiego pojęcia. Zna natomiast pojęcie „akcja protestacyjna", która może zostać podjęta przez pracowników dopiero po wszczęciu sporu zbiorowego i przeprowadzeniu rokowań z pracodawcą.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL