Lekarze i pielęgniarki

Opt-out: Radziwiłł broni łączenia dyżurów

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Szef resortu zdrowia broni pomysłu łączenia dyżurów. Twierdzi, że daje w ten sposób dyrektorom lecznic większą swobodę decyzji.

– To nie Ministerstwo Zdrowia jest sprawcą sytuacji, która nie jest normalna – mówił wczoraj minister Konstanty Radziwiłł podczas specjalnego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, poświęconego skali i skutkom wypowiedzianych klauzul opt-out. I dodał, że stara się naprawić sytuację systemowo, wprowadzając rozporządzenie umożliwiające łączenie dyżurów na kilku oddziałach.

Resort nie ma problemu

Radziwiłł tłumaczył, że rozporządzenie jest próbą „deregulacji" sztywnych przepisów o obsadzie dyżurowej.

– To nie minister, ale dyrektor szpitala po dokonaniu oceny pracy i zasięgnięciu opinii ordynatorów oddziałów będzie mógł podjąć decyzję o zmniejszeniu obsady dyżurowej. Chodzi o to, by decyzję mogła podjąć osoba najbardziej zaangażowana i poinformowana, jak wygląda sytuacja w szpitalu – tłumaczył minister.

Jego słowa oburzyły przewodniczącego komisji Bartosza Arłukowicza.

– Dyżur na kilku oddziałach jest niezgodny z prawami pacjenta. Jak pan sobie wyobraża, by pediatra dyżurował na chirurgii, a okulista na ginekologii? – pytał były minister zdrowia.

O tym, że będące się w konsultacjach publicznych rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z lecznictwa szpitalnego pozwala lekarzowi dyżurować na kilku oddziałach jednocześnie, „Rz" pisała jako pierwsza. „Łączenie realizacji świadczeń personelu lekarskiego między poszczególnymi komórkami" spotkało się z ostrą krytyką większości lekarzy i ekspertów. Zdaniem prof. Tomasza Grodzkiego, chirurga klatki piersiowej i transplantologa, naraża zdrowie i życie pacjentów.

– Igraniem z ogniem jest powierzenie opieki pacjenta z ciężkim schorzeniem internistycznym okuliście, ginekologowi czy chirurgowi. Bo mogą nie wiedzieć, jak leczyć np. zawał – tłumaczy.

Pomysł ostro skrytykował też Związek Zawodowy Anestezjologów (ZZA). W ocenie anestezjologów rozporządzenie drastycznie zwiększy ryzyko oraz częstość zdarzeń niepożądanych. Za groźne uważają też zawartą w § 4 ust. 4 propozycję zniesienia przepisu nakazującego, by na bloku operacyjnym pracował przynajmniej jeden anestezjolog zatrudniony na etacie. Resort chce, by etat zastąpić jego częścią, co zdaniem ZZA grozi brakiem opieki anestezjologa na bloku.

Minister Radziwiłł twierdzi jednak, że w wielu szpitalach obsada kadrowa na dyżurach jest zbyt duża, a po uealstycznieniu przepisów dyrektor szpitala będzie mógł ją regulować.

Szef resortu zdrowia zapewniał, że od 1 stycznia w polskich szpitalach nie wydarzyło się nic zagrażającego życiu pacjentów. Ubolewa jednak, że „protest lekarzy organizowany jest w taki sposób, by skomplikować pracę szpitali i utrudnić ciągłość sprawowania opieki nad pacjentami. Wbrew informacjom dochodzącym od pacjentów i ze szpitali, dodał też, że nie ma problemów z dostępem do nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej.

Według szacunków ministerstwa klauzulę opt-out wypowiedziało 3546 lekarzy, w tym 1889 rezydentów.

– W Polskich szpitalach pracuje ponad 88 tys. lekarzy, w tym około 16 tys. rezydentów. Jeżeli dobrze policzymy, będziemy wiedzieć, że klauzulę opt-out wypowiedziało ok. 4 proc. lekarzy i ok. 11 proc. rezydentów – mówił minister Radziwiłł. Dane ministerstwa są rozbieżne z przedstawianymi przez Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), według którego z pracy ponad 48 godzin w tygodniu zrezygnowało nawet 5 tys. lekarzy. Eksperci kontrargumentują, że na podpisanie klauzuli zdecydowało się tylko 10–30 proc. z 88 tys. lekarzy pracujących w szpitalach. Oznacza to, że 3,5 tys. lekarzy, o których mówi resort, może stanowić większość medyków mogących dyżurować praktycznie bez przerwy.

Jerzy Wyszumirski - przewodniczący Związku Zawodowego Anestezjologów

To, co mówi minister zdrowia, kiedyś nazywało się zaklinaniem rzeczywistości, sofistyką. To minister jest odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa pacjentów. Twierdzenie, że dyrektor będzie mógł decydować o obsadzie dyżurowej po zasięgnięciu opinii ordynatora, nie znaczy nic. Bo ordynator oddziału może wydać decyzję negatywną, a dyrektor kompletnie ją zlekceważyć. Wciąż mam nadzieje, że projekt rozporządzenia nie zostanie skierowany do ogłoszenia, bo wydaje mi się, że przeciwni są mu wszyscy, również z opcji politycznej ministra. Słowa o deregulacji w odniesieniu do dyżurów lekarskich są kpiną z normalnego systemu prawnego i państwa prawa, bo deregulować można sobie placowych na placu, a tam, gdzie w grę wchodzi życie i bezpieczeństwo pacjentów, potrzebne są regulacje. I one są w gestii ministra zdrowia.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL