Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kraj

Chrabota o handlu w niedzielę

Fotorzepa, Robert Gardziński
Ideologowie po obu stronach sporu o zakaz handlu w niedzielę nie majš wštpliwoœci. Dla nich racje sš oczywiste. Ja mam głębokie przekonanie, że szale wagi sš tu obcišżone równie ciężkimi argumentami i poważny człowiek powinien je rozważyć.

Oto bowiem z jednej strony trudno kwestionować prawo wierzšcych do podšżania za trzecim przykazaniem, które każe dzień œwięty œwięcić. Odmówienie im tego prawa to oczywisty gwałt na sumieniu. Ale jest i strona przeciwna: ludzkoœć nie wyłšcza wtyczki z pršdem w niedzielę o œwicie, by rozpoczšć funkcjonowanie od nowa w poniedziałek rano. Setki tysięcy ludzi, w tym piszšcy te słowa, pracujš, by zapewnić elementarne standardy także w dniu wolnym od pracy. A jakie to standardy? Czy tylko cišgłoœć dostaw energii elektrycznej, wody pitnej, usług transportu, radia, telewizji? Przygotowywanie czytanych w poniedziałek rano gazet? A może i prawo do koniecznych zakupów?

Kto ma prawo definiować te standardy? Czy tylko zwišzkowcy z Solidarnoœci? Zwolennicy zakazu handlu w niedzielę szermujš argumentem przecišżania pracš harujšcych w sklepach kobiet. Powinny ten czas spędzać z rodzinš – twierdzš. Ale czy sš całkiem szczerzy wobec tych samych kobiet, przemilczajšc, że bez pracy w niedzielę przynajmniej częœć z nich straci zatrudnienie? I czy w ogóle Polskę, dla której fundamentalnym wyzwaniem jest przyspieszenie rozwoju, stać na taki strzał w koniunkturę?

Bo przecież tylko naiwni i optymiœci wierzš, że zakaz nie zmniejszy obrotów, ergo nie uderzy w konsumpcję. Waga więc tkwi nieruchomo. Ciężar argumentów po obu stronach wydaje się równy. W redakcji „Rzeczpospolitej" postanowiliœmy zapytać o zdanie samych Polaków. Nasza intuicja nie zawiodła: w kwestii zakazu handlu w niedzielę opinia publiczna jest pęknięta na dwoje.

Nie dziwi, że wœród ludzi starszych nieco przeważa grono oponentów zakazu. Ci po prostu się bojš, że jeszcze bardziej ograniczy on ich widoki na spokojne zakupy. Relatywnie mniejsze poparcie panuje w dużych miastach, gdzie niedzielne zakupy od dawna weszły w nawyk. Największy odsetek zwolenników zakazu jest wœród Polaków o zdecydowanie prawicowych poglšdach, w elektoracie Prawa i Sprawiedliwoœci i PSL (100 proc.!), najmniej wœród liberałów i lewicy.

Taki rozkład sympatii można było sobie z łatwoœciš wyobrazić, ale dużo ciekawsze sš odpowiedzi na pozostałe pytania: Czy pracownik powinien mieć prawo do odmowy pracy w niedzielę bez konsekwencji? Czy przedsiębiorca za złamanie zakazu powinien być karany więzieniem i czy zamiast zakazu pracy w niedzielę nie powinno się za niš więcej płacić? We wszystkich tych sprawach ogromna większoœć Polaków jest zgodna. Jesteœmy w zdecydowanej większoœci za prawem odmowy (ponad 80 proc.), przeciwko karaniu (ponad 90 proc.) i za wyższym wynagrodzeniem (około 80 proc.).

Wnioski? Znów doœć oczywiste. Zamiast realizować dyktat reprezentujšcych mniejszoœć pracowniczš zwišzkowców, pójœć za głosem opinii publicznej. Tylko tak rzšdzšcy zdobędš poparcie szerszego elektoratu. Dylemat wyboru między kwestiami sumienia i racjami gospodarki rozwišże zdrowy mechanizm wolnego wyboru. Państwo nie okaże się opresywne, lecz subsydiarne. Proste? Aż za bardzo. Bo pewnie sprawę zakazu handlu w niedzielę już przehandlowano za odłożenie ad acta kwestii całkowitego zakazu aborcji. A może się mylę i sprawa wcišż jest otwarta? >A4-5

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL