Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kraj

Bartkiewicz: Gra w reparacje

Samolot Junkers Ju-87 bombardujšcy Warszawę w 1944 roku
Wikimedia Commons/ domena publiczna
Kiedy Witold Waszczykowski mówi, że sprawa reparacji to „proces, który trochę potrwa” i wspomina już o kolejnych ekspertyzach, które jeszcze bardziej niezbicie dowiodš, że Polska ma prawo domagać się reparacji, to możemy być pewni, że celem całej operacji jest gonienie króliczka tak długo, jak to tylko możliwe.

Mogłoby się wydawać, że po przygotowaniu przez Biuro Analiz Sejmowych na zlecenie Arkadiusza Mularczyka ekspertyzy ws. reparacji, rzšd wreszcie zacznie działać. Dokument ten jest wszak – jak mówi sam Mularczyk – profesjonalny, obszerny i taki, jakiego jeszcze nie było. Skoro więc mamy napisane czarno na białym – pienišdze należš nam się i basta, to czas posłać w bój naszych dyplomatów, którzy przygwożdżš Niemców argumentami, postraszš umiędzynarodowieniem sprawy – i przywiozš nam zza Odry kilka tirów wypełnionych dolarami.

Powiedzenie „sprawdzam” narażałoby jednak rzšd na zderzenie się z niemieckim „nein”. Wymagałoby jakiegoœ planu „B” na takš okolicznoœć. Chociażby posiadania koalicji wspierajšcych nas państw, które wyrażš oburzenie wobec tego „nein”. Albo chociaż – w wariancie minimalistycznym – jednogłoœnego poparcia całej polskiej klasy politycznej dla podejmowanej przez rzšd krucjaty. Innymi słowy wymagałoby to kompromisów, negocjacji, ustępstw, etc. – czyli prowadzenia polityki, która jest czymœ więcej niż retorycznymi popisami gęsto usianymi racjami moralnymi, bon motami o dziejowej sprawiedliwoœci i wyliczeniami krzywd. Tak, Polska ma moralne prawo, by domagać się reparacji od Niemiec. Ba, mamy moralne prawo domagać się zadoœćuczynienia również od Rosji – nie tylko za jej udział w zniszczeniu II Rzeczypospolitej, ale również chociażby za zmuszenie Polski do rezygnacji z udziału w Planie Marshalla. Niestety, jak mówił Machiavelli w jednym z wierszy Jacka Kaczmarskiego: „W polityce (…) koncept ów prostaczy, że sprawa jest słuszna niezbyt wiele znaczy”.

Zakładanie, że politycy PiS o tym nie wiedzš, oznaczałoby zakładanie, że sš naiwni jak dzieci. A to byłoby niesprawiedliwe wobec przedstawicieli formacji politycznej, która wygrała wybory w dużym, europejskim kraju. Jeœli jednak założymy, że o tym wiedzš, a mimo to postanowili podrzucić opinii publicznej ten temat – to znaczy, że nie walczš o reparacje, ale grajš w reparacje.

Gra polega na utrzymywaniu opinii publicznej w napięciu. Z jednej strony umożliwia to zwarcie szeregów własnych wyborców w obliczu tradycyjnego wroga, z drugiej szantażowanie pozostałych brakiem patriotyzmu w przypadku kwestionowania moralnie należnych roszczeń. Ten drugi cel jest być może ważniejszy – zmusza bowiem przeciwników do politycznej ekwilibrystyki. Trudno bowiem zdecydowanie odrzucić ten postulat, gdy w tle widać zdjęcia zniszczonej Warszawy, czy żołnierzy Wehrmachtu zrywajšcych orły z granicznych szlabanów. Przeciwnicy PiS muszš być więc „za”, a nawet „przeciw” – co sprawia, że automatycznie zostajš zepchnięci do defensywy. Najpierw muszš – czy tego chcš czy nie – potwierdzić, że reparacje się należš, dopiero potem przedstawiajšc swoje zastrzeżenia. Koniec końców wychodzi na to, że PiS ma rację – reszta to technikalia.

Nie mniejsze znaczenia ma to, że temat generalnie rozgrzewa emocje i przycišga uwagę wszystkich, niezależnie od barw politycznych. To też ważny element tej gry. Za chwilę Sejm znów zacznie obradować, jesień ma spędzić m.in. na staraniach o tzw. repolonizację mediów i drugim podejœciu do reformy sšdownictwa. W perspektywie kolejnych nocnych głosowań dobrze mieć temat, który ma potencjał do skupiania uwagi całego społeczeństwa. Wystarczy kolejna ekspertyza, kolejna kwota rzucona w eter przez któregoœ ministra – by rozszerzyć gamę tematów, o których rozmawia się w wieczornych programach informacyjnych i publicystycznych. Dziœ zarzuca się PiS-owi, że ten przystępuje do debaty o reparacjach bez odpowiedniego przygotowania całej operacji. Ale może właœnie debatowanie o reparacjach jest przygotowaniem do działań w zupełnie innym temacie?

Gra w reparacje zapewnia też pewien wentyl bezpieczeństwa na wypadek przyszłych porażek na forum UE. Jeœli udział Polski w kolejnym unijnym budżecie będzie mniejszy – to będzie jasne, że jest to zemsta Niemiec za nasze dšżenie do dziejowej sprawiedliwoœci. A i z utratš miliardów z UE łatwiej się pogodzić, gdy w perspektywie będš biliony, które uzyskamy z Berlina. Prawdziwy polityczny majstersztyk.

I gdyby działania polskiego rzšdu można było bezpiecznie ograniczyć do polityki wewnętrznej – należałoby z uznaniem stwierdzić, że oto obserwujemy grę, w której rzšd nie może przegrać.

Niestety, gdy do tej układanki dodamy politykę zagranicznš może się okazać, iż na koniec gry pozostanie nam – jak pisał Herbert – „krzepišca wiedza że jesteœmy – sami”.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL