Komentarze

Krzyżak: Miesięcznica między sacrum a profanum

Uroczystości przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, 10 bm. Jak co miesiąc, w sąsiadującym z pałacem kościele odprawiona została msza w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej
PAP/Radek Pietruszka
Msza w katedrze to wydarzenie religijne, podobnie jak wypełniony modlitwą marsz. Wszystko ulega zmianie, gdy zaczynają się czysto polityczne przemówienia.

Smoleńskie miesięcznice – od początku mające charakter polityczny – którymi żywi się elektorat PiS, stały się ostatnio obiektem większego zainteresowania opozycji. To bezsilność w walce z partią rządzącą każe uderzać w czuły punkt: pielęgnację pamięci o zmarłych. Zakłócanie tych uroczystości ma sprowokować władzę do wprowadzenia nadzwyczajnych rozwiązań. Już w czerwcu mieliśmy tego przykłady, a w poniedziałek wszyscy widzieli, że służby gotowe są do konfrontacji.

Organizatorzy kontrmanifestacji w swoim działaniu nie widzą nic złego. Dla nich liczy się tylko cel: odsunięcie PiS od władzy za wszelką cenę. Najlepiej przez rewolucję.

Ale oliwy do ognia dolewa też druga strona – teoretycznie nie chce konfrontacji, lecz po cichu na nią liczy. Wie, że zakłócenie marszu do głębi poruszy jej elektorat.

To dlatego politycy PiS z uporem twierdzą, że miesięcznice są uroczystościami o charakterze religijnym. W sukurs przychodzi im policja, która po czerwcowej manifestacji kilku osobom postawiła zarzut złośliwego „przeszkadzania w wykonywaniu aktu religijnego".

Dotykamy tu materii delikatnej i do sądu będzie należała ostateczna ocena w tej sprawie. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że uroczystością religijną jest msza w intencji ofiar katastrofy w stołecznej katedrze.

Kłopot pojawia się przy kwalifikacji marszu pod Pałac Prezydencki. Jego uczestnicy odmawiają różaniec, a przy kościele św. Anny, w którym umieszczono krzyż ustawiony przed siedzibą prezydenta w pierwszych dniach po tragedii, śpiewają pieśń „Krzyżu święty, nade wszystko". Można byłoby ten przemarsz traktować jako „marsz pamięci" o ofiarach katastrofy i uznać za wydarzenie religijne.

Jednak za każdym razem marsz kończy się płomiennym wystąpieniem Jarosława Kaczyńskiego. Procesja zamienia się w polityczny wiec. Sacrum miesza się z profanum. Nie byłoby tego, gdyby marsz kończył się minutą ciszy, zapaleniem zniczy i modlitwą za zmarłych. Wszystko byłoby jasne.

Łączenie sacrum i profanum jest zabiegiem, który PiS wykorzystuje od 2010 r. To wtedy politycy tej partii obwołali się obrońcami krzyża i uczynili z niego oręż politycznej walki.

Dziś stało się to, przed czym wówczas ostrzegali biskupi: krzyż został upolityczniony i zawłaszczony przez jedną stronę sporu politycznego. W specjalnym oświadczeniu w sierpniu 2010 r. biskupi pisali, że należy „oddzielić sprawę samego krzyża od słusznego postulatu upamiętnienia wszystkich ofiar smoleńskiej katastrofy godnym pomnikiem".

Jarosław Kaczyński twierdzi, że miesięcznice ustaną, gdy staną pomniki. Czy do tego czasu PiS będzie wykorzystywał religię do swoich celów?

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL