Komentarze

Polska i Izrael mówią jednym głosem

PAP/AFP
Wspólne oświadczenie premierów Mateusza Morawieckiego i Beniamina Netanjahu.

Jakże nieprzewidywalne są ścieżki losów państw i narodów. Jak fakty potrafią zaskakiwać. To jedna z możliwych puent środowego wspólnego oświadczenia premierów Morawieckiego i Netanjahu.

Czytaj więcej:

PiS w ekspresowym tempie znowelizował ustawę o IPN

Czy w istocie musiało dojść do najgłębszego kryzysu wokół kwestii Holokaustu między Warszawą a Jerozolimą czy Waszyngtonem, by powstała ta jasna deklaracja szacunku i współdziałania? Czy potrzebne było uchwalenie złego prawa, by podać sobie ręce?

Nie mam takiego przekonania, bo przecież wszystko, co wybrzmiewa w oświadczeniu, było naturalną treścią naszych relacji przez z górą 25 lat. Oczywiście nie wszyscy Polacy myśleli w tych kategoriach, to byłaby przesada. Jednak taki był główny nurt obustronnych stosunków nakreślony jeszcze przez Tadeusza Mazowieckiego i podtrzymywany przez jego następców, m.in. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

To dzięki takiemu podejściu Polska i Izrael stały się sojusznikami, a dawny antysemityzm zaczął ostatecznie odchodzić do przeszłości. Jednocześnie nie udało nam się jednak opowiedzieć światu polskiej historii o dramacie wojny i zniszczenia. Zbyt często byliśmy ofiarami świadomych i przypadkowych pomówień. W tym sensie polska walka o historyczną prawdę była i pozostanie uzasadniona.

W środę, dzięki woli Sejmu, Senatu i prezydenta, porzuciliśmy złe przepisy. Jest w tym osobista zasługa premiera Morawieckiego, który wobec przeciwników tej zmiany postawił zapewne na szali cały swój autorytet. To ważna sprawa i odważna postawa. Niezależnie od barw politycznych i partyjnych poglądów należy to docenić. Kompromitująco złe prawo należy do przeszłości. Ale szkody przez nie wyrządzone ciągle są żywe.

Precedensowe w polskiej historii oświadczenie premierów obu państw to ważny krok w przyszłość, ale nie może być krokiem jedynym. I nie chodzi tu tylko o otwarcie drzwi do Knesetu czy Białego Domu, ale też o wartości, o których wspominają obaj premierzy. To partnerstwo w kwestii prawdy o Holokauście. To ułatwienia dla wspólnej pracy polskich i żydowskich historyków. To oficjalne przyznanie przez rząd Państwa Izrael, że termin „polskie obozy śmierci" jest rażąco błędny i umniejsza winę Niemiec wynikającą z założenia tych obozów. To jednoznaczne napiętnowanie Polaków winnych okrucieństwa wobec Żydów i duma z czynów tych, którzy swoim żydowskim współobywatelom z narażeniem życia pomagali. To fundamentalne potępienie na koniec wszelkich form antysemityzmu i antypolonizmu oraz gwarancja, że nikt za dochodzenie prawdy o tamtych strasznych czasach w ramach wolności słowa nie będzie karany.

Czyż potrzeba jaśniejszego katalogu? Bardziej czytelnego kierunkowskazu? I w niczym nie umniejsza ich fakt, że ten katalog napisano już dawno temu. Ważne, że przypomina go ten rząd i traktuje jako poważne zobowiązanie. Teraz czekamy na kolejne kroki. Będziemy pilnować, by zobowiązania nie zostały tylko na papierze. Po najsłuszniejszych nawet słowach potrzebne są czyny. Z uwagą na nie czekamy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL