Komentarze

Chrabota: Nowoczesna - historia pewnej choroby

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Jest środa, 18 kwietnia br. W Sali Kolumnowej Sejmu odbywa się organizowana przez posła Meysztowicza z Nowoczesnej przy wsparciu BCC i „Rzeczpospolitej" debata „Polska w strefie euro?". Na sali posłowie i senatorowie, eksperci i młodzież. W panelach wybitni ekonomiści, ludzie biznesu, a nawet przedstawiciel Ministerstwa Finansów. Mam osobistą satysfakcję, wreszcie debata ekspercka w sprawie kluczowej dla przyszłości polskiej gospodarki, i to pod auspicjami partii, która wypisała sobie to ostatnie na sztandarze.

Szukam wzrokiem liderów. Jest Katarzyna Lubnauer, kilkoro posłów. Pytam, gdzie Ryszard Petru. Ryszarda nie ma. Słyszę odpowiedź: ma inne sprawy. Inne priorytety. Jakież może mieć inne sprawy, inne priorytety? Chce mi się zakląć. Realizuje PP, czyli plan Petru – słyszę. A co ma być treścią tego planu, pytam już sam siebie, skoro o kwestii najważniejszej dla polskiej gospodarki rozmawiamy właśnie w Sejmie, i to bez niego? Rozczarowanie, poczucie zdrady, ludzkiej małostkowości, niepowagi. Mało powiedziane. A i określenie „brak profesjonalizmu" to jakiś eufemizm.

Czym się zajmuje Ryszard Petru? Dziś to pytanie brzmi już wyłącznie śmiesznie, bo jego prawdziwy plan, nie jakiś efemeryczny plan Petru, właśnie dogorywa. Z partii odeszły jej gwiazdy: Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt. Szykują się kolejne odejścia. Gdzie pójdą ci ludzie? Co stworzą? Pewnie już nic, bo nikt im w nic nie uwierzy. Zasilą może na chwilę jakieś inne inicjatywy, ale z partii, która przejmowała w 2015 roku zdradzony przy okazji demontażu przez Tuska OFE elektorat Platformy, która aspirowała do bycia główną siłą opozycyjną, zostaną tylko zgliszcza. Znów ktoś okazał się mniejszy, niż sprawiał wrażenie, ktoś nieodpowiedzialny, ktoś inny zbyt naiwny.

Nad lekcją z tej smutnej historii naprawdę nie trzeba się długo zastanawiać. Bójmy się pojawiających się co polityczny sezon magików, ugrupowań pozasystemowych, nieuwikłanych w politykę zbawców polskiego parlamentaryzmu. I tak w końcu skończą jak Lepper, Palikot czy Petru. Trzeba stawiać na profesjonalizm, bo to, co nieprofesjonalne, zawsze i nieodmiennie zawodzi.

I na koniec krajobraz po tym „pełzającym" trzęsieniu ziemi. Na rozpadzie Nowoczesnej zyskują PiS i lewica, bo Morawiecki przyciągnie jak magnes pragmatyków, a lewica kontestatorów. PO traci liczącego się sojusznika i zaczyna być skazana na SLD, co tylko utrudni pozbieranie elektoratu sympatyków OFE. Chyba żeby umiała trafić do tych ludzi z jakąś rozsądną ofertą. Nie tylko teoretycznie wciąż ma na to czas.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL