Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Komentarze

Bielecki: W Unii nie jesteśmy dla pieniędzy

123RF
Polski rzšd staje przed wielkim wyzwaniem: przekonać społeczeństwo, po co tak naprawdę nasz kraj jest w Unii Europejskiej, dlaczego integracja ma dla nas sens.

W grudniu 2002 r. na szczycie w Kopenhadze, który zakończył negocjacje członkowskie, premier Leszek Miller walczył jak lew o nieco większe kwoty mleczne, trochę większe dotacje. PóŸniej w kampanii przed referendum przekonywał Polaków, że tylko głosujšc na „tak", zyskajš wreszcie dostęp do „wielkich pieniędzy".

Ten błšd popełniali póŸniej wszyscy jego następcy, od Kazimierza Marcinkiewicza z jego słynnym „yes, yes, yes!", gdy zawierano umowę o budżecie Unii na lata 2007–2013, po podobnie reagujšcego Donalda Tuska, gdy uzgodniono perspektywę finansowš na lata 2014–2020. W tej narracji Unia była bankomatem czy, jak to ujšł szef europarlamentu Martin Schulz, „supermarketem", z którego trzeba wyjœć z możliwie najlepiej wypełnionym koszykiem.

To powierzchowne i zwyczajnie fałszywe rozumienie sensu integracji okazało się na œredniš metę zabójcze dla utrzymania proeuropejskich nastrojów w społeczeństwie. Listopadowy eurobarometr pokazuje, że już tylko 43 proc. Polaków ufa Unii, a 42 proc. jest wobec Brukseli nieufnych (15 proc. nie ma zdania).

Gdy zaczęły się mnożyć konflikty z unijnš centralš, od reformy wymiaru sprawiedliwoœci po podział imigrantów i wycinkę Puszczy Białowieskiej, znaczna częœć Polaków uznała, że nie warto tak bardzo poœwięcać się za unijne dotacje. A innych korzyœci integracji im nie przedstawiono.

To może być zaœ tylko poczštek fali eurosceptycyzmu w naszym kraju. Wbrew propagandzie kolejnych polskich premierów unijne subwencje, choć ważne dla rozwoju niektórych obszarów gospodarki jak rolnictwo, ochrona œrodowiska czy infrastruktura transportowa, nigdy nie miały jakiejœ niewyobrażalnej skali. Bruksela obliczyła, że w 2016 r. dotacje netto dla naszego kraju, różnica między wpłatami i wypłatami, wyniosš na naszš korzyœć ledwie 7,1 mld euro (1,2 proc. polskiego PKB), czyli 187 euro (780 zł) na statystycznego Polaka. O tym, że to nie unijne dotacje decydujš o sukcesie gospodarczym danego kraju, najlepiej œwiadczy przykład Grecji, która od blisko 40 lat dostaje od Unii jedne z największych dotacji netto (w 2016 r. prawie 4,3 mld euro), a jej gospodarka powoli dŸwiga się z upadku.

Ten rachunek księgowy będzie się jednak dla nas tylko pogarszał. Mimo że wieloletni budżet UE po 2020 r. zostanie zatwierdzony jednomyœlnie, Polska będzie musiała się pogodzić z mniejszymi dotacjami, bo jest coraz bogatsza i należy jej się mniej funduszy pomocowych. Szczupły (1 proc. PKB Unii) brukselski budżet będzie też musiał finansować nowe cele, jak obrona czy polityka azylowa, w których niekoniecznie nasz kraj będzie uczestniczył.

Aby uratować poparcie dla integracji, polskie władze muszš więc jak najszybciej zaczšć tłumaczyć, o co tak naprawdę w niej chodzi. Pokazać, że od transferów finansowych znacznie ważniejszy jest udział w jednolitym rynku, pewnoœć regulacji prawnych, swoboda sprzedaży towarów i usług, dzięki którym Polska stała się eksportowš potęgš, a tysišce małych polskich firm przekształciły się w całkiem znaczšcych graczy. Dzięki temu realne (po uwzględnieniu mocy nabywczej) zarobki w Polsce sš już bardzo bliskie tym w Hiszpanii czy we Włoszech.

Ale siedem dekad od końca wojny łatwo zapomnieć o najważniejszym: integracja jest przede wszystkim instrumentem utrzymania pokoju, platformš współpracy krajów Europy i narzędziem pojednania z Niemcami. Po to właœnie jesteœmy w Unii.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL