Historia

Działania służb PRL wobec Kościoła były szczególnie brutalne

Forum, Tomasz Gawalkiewicz
Bezpieka opisywała wszystkie przejawy życia Kościoła. Działania służb względem duchownych były szczególnie brutalne, a wiedza MSW na ich temat wielokrotnie przewyższała wiedzę o pozostałych obywatelach.

30 października 1989 r. padał deszcz. Na teren konstancińskiej papierni można było wejść legalnie przez bramę, mijając uzbrojonego strażnika, albo przez niechroniony rozsypujący się płot z białej cegły. Zaraz za nim walały się góry książek, czasopism, niektórych nawet nierozpakowanych z paczek, jakby pokonały tylko drogę drukarnia–papiernia. Wokół fruwały kartki zapisane różnym drukiem. A w stertach papieru brodzili miłośnicy książek, wygrzebując co ciekawsze pozycje przeznaczone do zniszczenia.

Luźne kartki, książki, gazety kilka metrów nad ziemię wynosił gumowy taśmociąg, z którego wpadały do wielkiego młyna wypełnionego wodą i chemikaliami. Pod niewielkim zadaszeniem zamontowany był kocioł, w którym wielkie ostrza wirnika cięły papier, a następnie mieliły brudnoszarą papkę.

Przez bramę do konstancińskiej papierni wjechały dwa samochody: Star i Polonez. Konwój podjechał pod maszynę do mielenia papieru. Przez ponad godzinę kilku mężczyzn wrzucało na taśmociąg pożółkłe tekturowe teczki wypełnione maszynopisami. Nie przeszkadzało im, że obok kilku młodych chłopaków z Uniwersytetu Warszawskiego na zlecenie spółdzielni studenckiej w taki sam sposób traktowało niepotrzebne dokumenty jednego ze śródmiejskich banków.

Jeden ze studentów wyciągnął spod taśmociągu plik dokumentów, schował pod kurtkę i zawiózł do domu. To była tzw. teczka ewidencji operacyjnej na księdza (w skrócie TEOK). Prawdopodobnie jedyna, którą udało się ocalić przed zniszczeniem. Mężczyźni, którzy wrzucili do młyna kilka ton dokumentów, byli esbekami z Rakowieckiej.

Szara masa

Jeszcze tego samego dnia ta wyciągnięta z taśmociągu teczka trafiła do moich rąk. W kilka dni później pojechałem do Konstancina. Po przejściu przez dziurę w ogrodzeniu przez kilka godzin kręciłem się w okolicach młyna, udając bibliofila, który wybiera książki przeznaczone na przemiał – do własnego zbioru. Star, polonez i esbecy już się nie pojawili. Być może nie miałem szczęścia, bo przyjechali innego dnia albo w nocy. Informacje na temat podejrzanych transportów do papierni trafiły do działaczy lokalnej „Solidarności". Obiecali obserwować to miejsce. Teczka trafiła zaś do rąk jednego z posłów Obywatelskiego Komitetu Parlamentarnego, który był członkiem Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności MSW (na jej czele stanął poseł Jan M. Rokita).

Komisja po pewnym czasie skierowała do szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka i prokuratora generalnego „Dezyderat nr 1", w którym informowała o masowym niszczeniu akt operacyjnych MSW, w tym dotyczących księży. Teczka została wyciągnięta spod ostrzy noży w kilka tygodni po zaprzysiężeniu gabinetu premiera Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego niekomunistycznego premiera. W tzw. resortach siłowych, czyli spraw wewnętrznych i obrony narodowej, nadal tkwiła jednak komunistyczna nomenklatura. To był efekt kompromisu pomiędzy Wojciechem Jaruzelskim i solidarnościową opozycją. Obecność przedstawicieli komunistycznej partii w gabinecie Mazowieckiego miała gwarantować stopniową demokratyzację państwa.

Wicepremier i szef MSW, wieloletni szef bezpieki Czesław Kiszczak, postanowił wykorzystać ten czas głównie do czyszczenia archiwów, czyli zacierania śladów agentów w różnych środowiskach, również w Kościele, a także działań służb wobec przeciwników politycznych. W listopadzie 1989 r. Kiszczak zarządził likwidację kilku departamentów SB, w tym IV, który zajmował się rozpracowywaniem duchowieństwa. Jak się okazało, decyzja o skierowaniu do utylizacji zasobów archiwalnych tej komórki podjęta została wcześniej.

Postać lepkiej masy, z której wyrabiano potem papier toaletowy, przybierały tysiące teczek, wytyczne, instrukcje operacyjne, materiały szkoleniowe SB. Ostrza noży cięły notatki ze spotkań funkcjonariuszy SB z tajnymi współpracownikami w sutannach. Efekt był taki, że w archiwach IPN zachował się niewielki procent teczek ewidencji operacyjnej księży, a także teczek personalnych tajnego współpracownika. Kościół zaś nie przeszedł nigdy lustracji. Dzisiaj możemy tylko szacować, jaka była skala mniej lub bardziej świadomego uwikłania duchownych we współpracę z komunistyczną bezpieką.

Teczka, z którą zapoznałem się 30 października 1989 r., zawierała m.in. ponumerowane strony kwestionariusza personalnego, kwestionariusz alumna sporządzony po wstąpieniu do seminarium oraz zestaw wytycznych i wskazówek dla prowadzącego. Opatrzona gryfem dokumentu tajnego, służyła „do celów operacyjnych od przystąpienia alumna do Wyższego Seminarium Duchownego aż do śmierci lub opuszczenia stanu duchownego przez księdza".

Ta konkretna zawierała informacje na temat księdza B. z ówczesnego województwa kieleckiego. Otwierał ją „przegląd akt" zawierający 27 pozycji. Co symptomatyczne, dwie z nich: „arkusz kronikarski bieżących materiałów operacyjnych" oraz „dokumentów W" – zostały zniszczone już 29 sierpnia 1989 r. Pięć dni wcześniej na wniosek prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego Sejm wybrał Tadeusza Mazowieckiego na premiera, z kolei 17 sierpnia Sejm powołał Komisję Nadzwyczajną do Zbadania Działalności MSW.

Teczka więc była już wtedy wybrakowana: zniszczono część II, czyli materiały dotyczące operacyjnego rozpracowania księdza B. Słowem, operacji podejmowanych przeciwko niemu przez SB.

Z materiału, który się zachował, wynikało m.in., że SB skrupulatnie odnotowywało aktywność polityczną alumna, a potem księdza. Np. jego udział w wyborach do Rady Narodowej i Sejmu. Teczka została założona w lipcu 1981 r., gdy był na czwartym roku Wyższego Seminarium Duchownego, a urywała się w 1987 r., gdy prawdopodobnie część materiałów została wyłączona do operacyjnego rozpracowania. Kilka miesięcy wcześniej w jednej z notatek funkcjonariusz SB wnioskował, aby zarejestrować B. jako kandydata na tajnego współpracownika. Stało się tak po spotkaniu esbeka z księdzem przed jego wyjazdem na pielgrzymkę do Francji i staraniem się o paszport. Teczka zawierała m.in. pseudonimy tajnych współpracowników i kontaktów osobowych posiadających dojście do „figuranta". Były w niej m.in. notatki z rozmów, które przeprowadzali z nim agenci, np. w trakcie odwiedzin wiernych w domach; notatki milicjantów z kontroli drogowych księdza, informacje o konfliktach z innymi kapłanami.

Z dokumentów zgromadzonych w IPN wynika, że bezpieka opisywała wszystkie przejawy życia Kościoła. Można powiedzieć, że to była kontrola totalna. Dr Andrzej Grajewski w książce „Kompleks Judasza. Kościół zraniony" przypomniał, że tzw. teczki zagadnieniowe w 1969 r. nakazywano zakładać wszystkim duchownym w celu operacyjnej kontroli ich życia i pracy.

Tak przygotowana teczka księdza miała być „zbiorem podstawowych dokumentów, umożliwiających rozpoznanie jego osoby i działalności". Każdemu alumnowi seminarium duchownego przydzielano opiekuna, którego celem miało być zdobycie podstawowych informacji. Funkcjonariuszy SB interesowało wszystko, m.in. rodzina księdza, jej stan majątkowy, przynależność partyjna, poglądy, źródła utrzymania, a nawet to, czy posiadał telewizor lub samochód. Do teczki wpinano także streszczenia kazań i notatki sporządzane przez parafian. W latach 70. rozpracowaniem Kościoła zajmowało się ok. tysiąca funkcjonariuszy.

Kurs na rozbicie od wewnątrz

Dlaczego taki właśnie cel obrała sobie bezpieka? Prof. Filip Musiał z krakowskiego oddziału IPN w publikacji na temat Kościoła katolickiego w czasach PRL przypomniał, że podstawowymi celami Kościoła w tamtych czasach „było zagwarantowanie sobie samodzielności instytucjonalnej, niezależności polityki personalnej, swobody głoszenia swej wiary, dostępu do wiernych i możliwości utrzymania ich w wierze".

„Wszystkie te cele były zagrożone przez politykę wyznaniową władzy komunistycznej. Starała się ona: rozbić jedność Kościoła, wpływać na obsadzanie stanowisk kościelnych, pozbawić Kościół źródeł utrzymania, dostępu do mediów, cenzurować kazania, kasować listy pasterskie, uaktywniać ugrupowania pseudokatolickie oraz ruchy laickie, jak również, poddawać społeczeństwo indoktrynacji w duchu filozofii materialistycznej w podstawach swych sprzecznej ze światopoglądem chrześcijańskim".

W latach 1945–1953 Kościołem zajmował się Wydział V, który działał w Departamencie V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jego pracami kierowała Julia Brystygierowa – okrutna „Krwawa Luna". Największe nasilenie walki z Kościołem miało miejsce w latach 1953–1956. Wtedy aresztowany został prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński i wielu innych duchownych.

W wyniku kolejnej zmiany struktur Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz Służby Bezpieczeństwa 15 czerwca 1962 r. powołany został Departament IV MSW „do walki z wrogą działalnością Kościołów i związków wyznaniowych". Na zlecenie PZPR do 1989 r. prowadził on działania wymierzone w kapłanów.

W momencie powołania Departament IV wykorzystywał sieć ponad 2,5 tys. tajnych współpracowników. Księżom zakładano podsłuchy, przeglądano listy oraz stosowano metody dezinformacji, np. wysyłano spreparowane listy do innych księży lub wiernych. Od 1959 r. powoływano alumnów do służby wojskowej. Klerycy poddani byli w wojsku agresywnej indoktrynacji ateistycznej. Jednocześnie kontrwywiad wojskowy zbierał na ich temat informacje, które następnie przekazywał cywilnej bezpiece.

Stanisław Kania, członek Komitetu Centralnego PZPR, w grudniu 1976 r. na naradzie kierownictwa MSW stwierdził, że SB posiada rozbudowaną agenturę wśród duchowieństwa, dzięki czemu partia może prowadzić zróżnicowaną politykę wobec Kościoła: „raz działać siłą logiki, a innym razem logiką siły". Jego zdaniem nie powinien ulec zmianie kurs „na rozbicie" Kościoła od wewnątrz poprzez wspieranie duchowieństwa współpracującego z władzami.

Prof. Paweł Skibiński w publikacji „Skala współpracy" sygnowanej przez IPN i „Gościa Niedzielnego" szacował, że w latach 50. minionego wieku liczbę duchownych uwikłanych we współpracę z bezpieką można szacować od kilkuset do tysiąca, czyli na ok. 10 proc. wszystkich duchownych. W kolejnych latach odsetek ten sięgał 15 proc. kapłanów.

Andrzej Grajewski podaje, że jesienią 1977 r. departament IV miał zarejestrowanych ponad 4,5 tys. agentów, a jego dyrektor płk Konrad Straszewski twierdził, że w niektórych województwach „co czwarty [kapłan] pozostawał na kontakcie Służby Bezpieczeństwa". W 1981 r. tylko w środowiskach wiejskich SB miała około 3 tys. agentów spośród duchowieństwa parafialnego. Skibiński uważa, ze ogółem z IV Departamentem mogło współpracować ponad 8 tys. osób, zarówno świeckich, jak i duchownych.

Szpieg w sutannie

Od wielu lat ujawnienia konfidentów SB w Kościele domagają się niektórzy duchowni, m.in. ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Od niemal trzech dekad co jakiś czas wypływają informacje na temat księży, którzy przed laty byli tajnymi współpracownikami SB i którzy ze swoją przeszłością się nie rozliczyli.

Rok temu Piotr Litka w „Tygodniku Powszechnym" ujawnił, że ks. Tomasz Kaczmarek, postulator etapu rzymskiego procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki, był współpracownikiem SB i miał kontakty ze znajomymi zabójcy duchownego kapitana Grzegorza Piotrowskiego. Kapłan miał zostać zwerbowany w 1977 r. Podczas studiów w Rzymie jako agent „Calm" spotykał się z pracownikiem I Departamentu MSW.

Ks. dr. Leonarda Świderskiego, ps. „Iwa", który w latach 60. rozpracowywał m.in. biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, tak charakteryzowali ubecy: „chciałby w przyszłości osiągnąć kapelusz kardynalski i dla tego celu mógłby poświęcić wszystko".

Z kolei Krzysztof Michałowski, czyli ojciec Dominik, zakonnik w klasztorze Benedyktynów w Tyńcu, zwerbowany w 1952 r., mógł zadziwić swoją płodnością. W ciągu 34 lat współpracy napisał 18 tomów donosów, m.in. na swoich współbraci, kardynała Stefana Wyszyńskiego, biskupa Karola Wojtyłę czy pracowników „Tygodnika Powszechnego". Od 1966 r. był przeorem klasztoru w Tyńcu, po tym gdy przyczynił się do usunięcia poprzednika. Ojciec Dominik uczestniczył w grach operacyjnych, a do przekazywania donosów wykorzystywał tajne skrzynki kontaktowe; znał technikę sporządzania tajnopisów, fotografowania z ukrycia dokumentów kościelnych. Można powiedzieć, że był szpiegiem w sutannie. Jako przeor w Tyńcu wyjechał do Wilna, gdzie rozpracowywał zgromadzenie sióstr bernardynek, za co podziękowało mu nawet KGB. Za swoją pracę otrzymywał regularnie wynagrodzenie.

Także i najbliżsi przyjaciele papieża uwikłani byli we współpracę z bezpieką. Wśród nich m.in. nieżyjący już ksiądz Mieczysław Maliński czy ojciec Konrad Hejmo. Ks. Maliński już w latach 60. podczas pobytu w Rzymie dostarczał bezpiece informacje o polskich duchownych uczestniczących w Soborze Watykańskim, m.in. o kard. Stefanie Wyszyńskim. Z dokumentów IPN wynika, że współpracował z SB, choć w zachowanych archiwaliach nie ma podpisanego przez niego zobowiązania do współpracy.

Już w 1955 r. szef pionu zwalczającego Kościół w Krakowie Stanisław Florek przypominał swoim ludziom, że można odstąpić od tej zasady: – O tym, czy dany osobnik jest zwerbowany, świadczą informacje uzyskane od niego, a nie fakt pisemnego czy ustnego zadeklarowania się do współpracy – mówił.

Zwykle esbek przekonywał werbowanego duchownego, że to, co robi, nie jest donosicielstwem, nie szkodzi Kościołowi, ale zyskuje na tym „proces pojednania narodowego". Funkcjonariusz miał być powiernikiem, który miał księdza uchronić przed represjami.

W kwietniu 2005 r. ówczesny prezes IPN Leon Kieres publicznie ogłosił, że zakonnik ojciec Konrad Hejmo był w latach 70. i 80. informatorem SB o pseudonimach Hejnał i Dominik. Zdaniem IPN jego współpraca trwała co najmniej 13 lat. Donosy miały dotyczyć m.in. otoczenia papieża i polskiej opozycji politycznej. Hejmo zaprzeczał tym informacjom. Przyznał, że mógł nieświadomie przekazywać informacje osobie, która współpracowała ze służbami.

W trakcie swoich badań ks. Isakowicz-Zaleski stwierdził, że kilku wysokich rangą hierarchów było tajnymi współpracownikami SB. Jednym z nich miał być abp. Stanisław Wielgus. Na przełomie 2006 i 2007 r. redakcje „Gazety Polskiej" i „Rzeczpospolitej" opublikowały teczkę arcybiskupa. Hierarcha zaprzeczył współpracy. Jednak komisja powołana przez rzecznika praw obywatelskich oraz Kościelna Komisja Historyczna na podstawie kwerendy materiałów IPN ustaliły, że Wielgus był świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL, w tym wywiadu.

Zebrane od informatorów dane służyły nie tylko do rozpracowania innych duchownych, ale także ich zastraszania. Lista przestępstw Departamentu IV jest długa, ale nie jest do końca poznana. Mowa o kilkudziesięciu zbrodniach.

Na pierwszy plan zwykle wyciągana jest sprawa zabójstwa w październiku 1984 r. kapelana Solidarności ks. Jerzego Popiełuszki przez funkcjonariuszy SB. Ale to także np. usiłowanie zabójstw ks. Zdzisława Króla, ks. Henryka Jankowskiego czy ks. Adolfa Chojnackiego.

Powołana w 1989 r. sejmowa komisja do zbadania działalności MSW w końcowym raporcie stwierdziła, że działania prowadzone przeciwko Kościołowi charakteryzowały się szczególną intensywnością i brutalnością, a wiedza MSW na temat polskiego duchowieństwa „wielokrotnie przewyższała wiedzę o pozostałych obywatelach". ©?

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL