Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Sztuka po Powstaniu Styczniowym

Artur Grottger, „Branka” (lub też „Pobór w nocy”) z cyklu „Polonia”, powstała w 1863 r.
Wikipedia
Pamięć narodu o przyczynach i tragicznych konsekwencjach niepodległoœciowego zrywu, jakim było powstanie styczniowe, kształtowała m.in. sztuka, zwłaszcza cykle rysunków Artura Grottgera oraz obrazy Aleksandra Sochaczewskiego i Jacka Malczewskiego.

Aleksander Wielopolski, od czerwca 1862 r. naczelnik rzšdu cywilnego Królestwa Polskiego, nakłonił władze rosyjskie do wydania ukazów o zniesieniu pańszczyzny i oczynszowaniu chłopów, a także równouprawnieniu Żydów. Mimo to przez polskie œrodowiska był izolowany, zwłaszcza że to z jego inicjatywy w połowie stycznia 1863 r. przeprowadzono tzw. brankę (przymusowy pobór do wojsk carskich), która bezpoœrednio doprowadziła do wybuchu powstania styczniowego (pierwotnie planowanego na wiosnę). Na imiennych listach było ponad 10 tys. osób podejrzanych o spiskowanie przeciw caratowi. W nocy z 14 na 15 stycznia odbył się zmasowany pobór do wojska na terenie Warszawy. Jednak Rosjanie nie osišgnęli celu, ponieważ większoœć młodzieży znajdujšcej się na listach, ostrzeżona wczeœniej, opuœciła miasto. Kilka dni póŸniej rozpoczęły się walki powstania styczniowego.

Tę tragicznš noc upamiętnił Artur Grottger na jednym z rysunków, zatytułowanym „Branka" (lub też „Pobór w nocy"), z cyklu „Polonia", który powstał w 1863 r. Grottger zajmuje szczególne miejsce wœród artystów tworzšcych „ku pokrzepieniu serc" Polaków. Jego twórczoœć przez pokolenia kształtowała pamięć narodu o przyczynach i tragicznych konsekwencjach powstania styczniowego.

Najmłodszy z romantyków

Jakże krótkie było życie tego geniusza rysunku, jednego z czołowych przedstawicieli póŸnego romantyzmu w malarstwie polskim. I niczym w soczewce skupia w sobie tragizm całego pokolenia. Ojciec artysty, Jan Józef, był nieœlubnym synem radcy sšdu tarnowskiego Hilarego Siemianowskiego. Po urodzeniu nosił nazwisko panieńskie swojej matki, francuskiej guwernantki panny Grottger, która przyjechała ze Szwajcarii. Siemianowski zadbał jednak o edukację oraz wychowanie syna. Opłacił jego studia w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Po osišgnięciu przez Jana Józefa pełnoletnoœci Siemianowski oddał mu w dzierżawę jeden z należšcych do niego majštków w Ottyniowicach, a przed swš œmierciš zostawił mu 10 tysięcy reńskich w gotówce. Co ważne, Jan Józef Grottger walczył w powstaniu listopadowym jako rotmistrz 5. Pułku Ułanów „Warszawskie Dzieci". Ożenił się z Krystynš Blahao de Chodietow, córkš Chorwata osiadłego w Polsce, byłego oficera huzarów węgierskich oraz wyższego urzędnika przy sšdzie szlacheckim we Lwowie. Z tego zwišzku 11 listopada 1837 r. urodził się Artur Grottger, który był pierwszym dzieckiem pary (przyszły malarz miał troje młodszego rodzeństwa: Marię, Jarosława i Aleksandra).

Wiosnš 1851 r. na wystawie jednego z lwowskich sklepów ze sztukš bawarski hrabia Aleksander Pappenheim dostrzegł ciekawš akwarelę przedstawiajšcš pogoń polskiej szlachty za Tatarami. Zapytał sprzedawcę o autora i dowiedział się, że jest to pierwsza praca 14-letniego chłopca, Artura Grottgera. Nie tylko kupił obraz, ale też postanowił poznać autora, co zaowocowało póŸniej wieloletniš przyjaŸniš, dzięki której młody Grottger zyskał protektora oraz mecenasa. Szczęœliwie dla nastoletniego artysty 16 paŸdziernika 1851 r. do Lwowa przybył cesarz austriacki Franciszek Józef I. Przyjaciele poczštkujšcego malarza wpadli na pomysł, aby Grottger uwiecznił wjazd monarchy do miasta. Pomysł poparli hrabia Agenor Gołuchowski, ówczesny namiestnik Galicji, oraz magnat galicyjski Zabielski, wuj Artura, który goœcił monarchę we własnych apartamentach. Franciszek Józef otrzymał akwarelę upamiętniajšcš jego wjazd w prezencie od polskiej szlachty, a po powrocie do Wiednia z własnej kasy ufundował Arturowi Grottgerowi stypendium w wysokoœci 20 guldenów miesięcznie oraz nakazał młodemu artyœcie podjšć studia artystyczne w Krakowie, a po ich ukończeniu – w Wiedniu. Tak też się stało, a nauki pobierane w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu odcisnęły na Grottgerze swój œlad. Artysta cenił zwłaszcza technikę Petera Geigera i to pod jego wpływem przedkładał póŸniej czarno-białš grafikę nad kolorowe malarstwo olejne czy akwarele. W Wiedniu Artur Grottger spędził ponad dekadę, mieszkajšc tam od 1854 do 1865 r. i odnoszšc sukcesy jako ilustrator czasopism wiedeńskich (a także, od roku 1859, polskiego periodyku „Postęp").

Artur Grottger zamierzał wzišć udział w powstaniu styczniowym i w tym celu w marcu 1863 r. przybył do Lwowa. Stamtšd chciał przedostać się do zaboru rosyjskiego, ale przyjaciele wyperswadowali mu ten pomysł. Artysta nie miał zdrowia, a ponadto był jedynym żywicielem rodziny, dlatego ostatecznie nie zdecydował się na uczestnictwo w walce i wraz z matkš oraz siostrš wrócił do Wiednia. Artysta z losami powstania był jednak bezpoœrednio zwišzany. W 1864 r. jego młodszy brat, Jarosław Grottger, za udział w powstaniu został zesłany na Syberię. Samemu malarzowi wytoczono proces sšdowy w Wiedniu za pomoc, jakiej udzielał uchodzšcym z zaboru rosyjskiego powstańcom. Z powodu szykan policyjnych zmuszony był opuœcić Wiedeń w 1865 r.

W 1866 r. na balu we lwowskim Towarzystwie Strzeleckim poznał 16-letniš Wandę Monné. Gwałtowna miłoœć pomiędzy młodziutkš polskš patriotkš i malarzem, obfitujšca w wiele romantycznych spotkań i długich, afektowanych listów, pozostała niespełniona. Artur, chcšc osišgnšć artystyczny i finansowy sukces, wyjechał do Paryża, gdzie – chory na gruŸlicę – zdołał jedynie dokończyć cykl „Wojna", który sprzedał austriackiemu cesarzowi Franciszkowi. Malarz, nękany chorobš i opadajšcy z sił, został wysłany przez lekarzy do uzdrowiska Amelies-les-Bains we francuskich Pirenejach, gdzie zmarł 13 grudnia 1867 r. w wieku zaledwie 30 lat. Trumnę ze szczštkami artysty sprowadziła do Lwowa 4 lipca 1868 r. jego narzeczona. Wanda Monné pochowała ukochanego na Cmentarzu Łyczakowskim w miejscu, które wybrał sam Artur Grottger podczas ich wspólnego spaceru.

Alegoryczno-martyrologiczna kreska

Kiedy w 1987 r. w Muzeum Narodowym w Krakowie zorganizowano retrospektywnš wystawę twórczoœci Artura Grottgera z okazji 150. rocznicy jego urodzin, okazało się, że choć żył zaledwie 30 lat, pozostawił po sobie bogaty dorobek artystyczny – na wystawie pokazano blisko 500 jego prac (rysunki, ilustracje ksišżkowe, akwarele, szkice, obrazy olejne oraz jedynš wykonanš przez artystę litografię). Grottger reprezentował XIX-wieczne podejœcie do sztuki i za swojš misję uważał poœwięcenie własnej twórczoœci sprawie niepodległoœci ojczyzny. Nie mogšc brać udziału w walkach, starał się ocalić je od zapomnienia za pomocš sztuki. Mimo że nigdy nie widział wydarzeń powstania styczniowego, stworzył dwie serie rysunków, które zadedykował temu wolnoœciowemu zrywowi. „Polonia", wykonana w 1863 r., przedstawia przebieg wydarzeń w Królestwie Polskim, natomiast „Lithuania" (powstała w latach 1864–1866), miała upamiętniać walki powstańcze, które miały miejsce na „ziemiach zabranych" – na Litwie i Białorusi. Artysta chciał także wykonać trzeci cykl poœwięcony przebiegowi walk na Ukrainie (pod tytułem „Roxolania"), jednak przedwczesna œmierć zniweczyła te plany.

Z cyklu „Polonia" pochodzi rysunek zatytułowany „Branka". Jak już wyżej wspomniano, przedstawia przymusowš brankę Polaków do carskiego wojska zarzšdzonš przez Aleksandra Wielopolskiego w nocy z 14 na 15 stycznia 1863 r. w Warszawie. Na rysunku widzimy rozpaczajšcš kobietę, jedynie w nocnej koszuli, rzucajšcš się do drzwi, za którymi znika zakuty w kajdany jej ukochany mšż. Scena jest pełna symboli: druga z kobiet, jedynie œwiecš oœwietlajšca ciemnoœć nocy, unosi prawš dłoń w geœcie błogosławieństwa, na œcianie – tuż pod krzyżem – wiszš dwa pistolety, znalazło się też miejsce na półkę z ksišżkami. Jest to zatem dom bogobojnego patrioty, a zarazem człowieka wykształconego. Car wiedział, co czyni – zabierał „kwiat polskiego narodu".

Jak możemy przeczytać na stronie www.malarstwo-historia.blogspot.com, „cykle Grottgera powstawały na ciemnożółtym kartonie, rysowane czarnš kredkš i uzupełniane o białe bliki. Nastrój sceny wynikał przede wszystkim z ekspresji uczuć bohaterów dramatu, dlatego jasnoœć i natychmiastowa zrozumiałoœć zobrazowanej sytuacji narracyjnej, budowanej w dużym stopniu przez mowę gestów i mimiki postaci, wymagała iluzjonistycznej rzeczywistoœci przedstawionej. Intencjš Grottgera było od samego poczštku nobilitowanie tematu współczesnego do rangi malarstwa historycznego poprzez wpisanie przedstawień w gatunkowš konwencję egzemplarycznoœci czy uniwersalizmu przesłania".

Nie inaczej było w przypadku kolejnego cyklu: „Lithuania" to szeœć czarno-białych rysunków przedstawiajšcych sceny zwišzane z powstaniem styczniowym. Akcja cyklu rozgrywa się w litewskiej puszczy, gdzie zbierajš się powstańcy, organizujšc partyzanckie oddziały oraz przygotowujšc się do walki z zaborcami. Głównymi bohaterami całoœci jest małżeństwo mieszkajšce w leœniczówce – leœniczy oraz jego żona z dzieckiem. Ukończony cykl artysta przedstawił na wystawie œwiatowej w Paryżu w 1867 r. Na tzw. kartonie czwartym, zatytułowanym „Bój", artysta ukazał jednš z około 2500 bitew i potyczek, do których doszło w latach 1863–1864 w czasie trwania powstania styczniowego. Pomimo ostatecznej klęski wiele z nich zakończyło się zwycięstwem powstańców. Właœnie takš pomyœlnie dla powstańców zakończonš bitwę stoczonš w lesie Grottger postanowił uwiecznić. Z kolei na rysunku pištym, zatytułowanym „Duch", przy drzwiach widzimy postać leœnika, który poległ w walce (lewš dłoniš wskazuje na swš ranę na piersi) i nawiedza jako zjawa własny dom, powracajšc do swojej rodziny. Żona przerywa topienie na piecu ołowiu na kule i zamyœla się. W ramionach trzyma podniesione z kołyski niemowlę. Kobieta nie wyczuwa ducha swego męża, jedynie – być może – właœnie w tej chwili go wspomina. Tylko pies, wierny towarzysz, odwrócony w stronę drzwi, spoglšda w twarz zjawy.

Cykl „Lithuania" kończy rysunek zatytułowany „Widzenie", a przedstawiajšcy Matkę Boskš wraz z Jezusem, którzy ukazujš się kobiecie-powstańcowi zesłanej w głšb Rosji. Kobieta skuta kajdanami pracuje jako górnik w kopalni. Po zakończeniu powstania styczniowego około 40 tys. powstańców wysłano etapami na sybirskš katorgę. Niestety, więcej niż połowa z nich nie wróciła do swych rodzin.

Zsyłka na Sybir

Polacy byli zsyłani na Syberię już od czasu wojen polsko-rosyjskich w XVII w. Trudno zliczyć, ilu tak naprawdę naszych rodaków trafiło w głšb Rosji. Zesłania nasiliły się w okresie zaborów, a zsyłki na szerokš skalę władze carskie zastosowały wobec powstańców styczniowych. Wišzało się to także z konfiskatš majštków i utratš prawa powrotu w rodzinne strony. Cierpienie sybiraków zaczynało się już w trakcie transportu: skazańców dowożono bezpoœrednio na stacje kolejowe, a tam czekały na nich wagony towarowe. Podróż w głšb Rosji stawała się koszmarem także z powodu niewielkich iloœci wody zdatnej do picia i braku jedzenia. A trwała zwykle co najmniej kilka tygodni. Po dotarciu na miejsce na zesłańców czekały nieludzkie warunki mieszkaniowe i katorżnicza praca na mrozie sięgajšcym często minus 40 stopni.

Nie kto inny tylko Artur Grottger jest autorem obrazu „Pochód na Sybir" (z 1866 r.), gdzie ukazał powstańców w marszu do „nieludzkiej ziemi". Zesłańcy idš kolumnš, dwójkami, podtrzymujšc się nawzajem, skuci kajdanami. Na pierwszym planie jeden z nich pada ze zmęczenia na kolana, wycišga dłonie do współtowarzysza. Na prawo od nich widać carskiego strażnika, kolejny zaœ patroluje skazańców na koniu. Krajobraz przedstawiony na obrazie jest bardzo surowy i przygnębiajšcy – to nie widok łagodnej, malowniczej zimy. Zawieja œnieżna i zastygłe na mrozie gałęzie krzewów – niczym ludzkie szkielety – dopełniajš dramatyzmu przedstawionej sceny. Obraz przechowywany jest obecnie w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Jeszcze tragiczniejszš wymowę ma dzieło Aleksandra Sochaczewskiego „Pożegnanie Europy" (z 1894 r.). Zgromadzeni przy słupie granicznym zesłańcy – zarówno mężczyŸni, jak i kobiety – zdajš się wiedzieć, że właœnie żegnajš się ze znanym im œwiatem i wkraczajš na „ziemię wiecznych œniegów i wiecznej tęsknoty". Jeden z nich – stojšcy tyłem, na prawo od słupa – to sam autor. Oto bowiem Aleksander Sochaczewski (właœciwie Lejb Sonder) został aresztowany jesieniš 1862 r. na fali zatrzymań po nieudanych zamachach na Aleksandra Wielopolskiego, więziony w Cytadeli i skazany na 20 lat pobytu na Syberii (dziesięć lat katorgi, dziesięć lat zwykłego osiedlenia). Po powrocie z zesłania (w 1884 r.) z powodu braku zgody władz carskich na pobyt w Królestwie Polskim osiedlił się we Lwowie. Następnie mieszkał m.in. w Monachium i Brukseli, gdzie stworzył cykl przejmujšcych obrazów dokumentujšcych katorgę i pobyt na Syberii w okresie zsyłek po powstaniu styczniowym. Jego „Pożegnanie Europy" ma wymowę symbolicznš, autor uwiecznił bowiem na nim znanych sybiraków zesłanych w różnych zsyłkach, w tym siebie. W 1913 r., w 50. rocznicę powstania styczniowego, po wystawie we Lwowie Sochaczewski przekazał radzie miejskiej kolekcję swoich obrazów w zamian za dożywotniš rentę (zmarł jednak z dala od polskiej ziemi – w austriackim Biedermannsdorf, 15 czerwca 1923 r.).

Mimo że zesłańcom odbierano majštki, skazywano na katorżniczš pracę i głód, co często kończyło się ich przedwczesnš œmierciš, to wielu z nich nie traciło nadziei na „lepsze jutro" dla siebie i ojczyzny. Ogromne znaczenie miały dla nich praktyki religijne, które pomagały przetrwać najgorsze. W miarę możliwoœci starali się obchodzić œwięta, zwłaszcza Wigilię Bożego Narodzenia. Wspólne œpiewanie polskich kolęd, łamanie się chlebem i składanie sobie życzeń – to dodawało sybirakom otuchy w chwilach zwštpienia. Tu trzeba jeszcze nadmienić, że zwyczaj zostawiania pustego miejsca przy wigilijnym stole upowszechnił się właœnie w okresie deportacji w XIX w. i symbolizował pamięć o członku rodziny zesłanym na Syberię.

Na koniec warto więc przywołać powszechnie znany obraz Jacka Malczewskiego zatytułowany „Wigilia na Syberii" z 1892 r. Uwagę przykuwa œnieżnobiały obrus (spod niego wystaje tradycyjne sianko), ułożony na długim stole, na którym leży czarny chleb. Bo i cóż innego mieli zesłańcy? Służył im zarówno jako opłatek, jak i jedyny posiłek. Po obu stronach stołu w milczeniu i zadumie siedzš zesłańcy. Malczewski przedstawił oœmiu mężczyzn, z których każdy odzwierciedla odmienny odcień zadumy i tęsknoty. Jeden z nich kurczowo zaciska splecione do modlitwy dłonie, drugi zasłania sobie twarz pustym talerzem. Trzeci zdaje się być nieobecny, zatopiony we własnych myœlach. Nie zważa, że jego ręce ciężko i bezwładnie spoczywajš na stole. Czwarty wpatruje się w płomień œwiecy... Atmosfera jest poważna. Panuje cisza i oczekiwanie – na cud narodzin samego Boga. Ale obraz Jacka Malczewskiego swym nastrojem i wymowš przypomina bardziej Ostatniš Wieczerzę. Przecież – zgodnie z Ewangeliš – przez cierpienie i œmierć można odkupić nawet cudze przewiny. A nagroda? Malczewski, kiedy uczył rysunku, miał powtarzać swym studentom: „Malujcie tak, aby Polska zmartwychwstała". Jak wiemy, artysta – zmarły w 1929 r. – doczekał niepodległej Rzeczypospolitej.

„Wigilia na Syberii" Malczewskiego stała się inspiracjš dla Jacka Kaczmarskiego (1957?2004), wybitnego polskiego poety, prozaika, kompozytora, barda i twórcy tekstów piosenek, z których większoœć nawišzywała do burzliwej historii Polski. W 1980 r. Kaczmarski napisał wiersz pod tym samym tytułem, co obraz Malczewskiego. Oto jego fragment:

„Zasyczał w zimnej ciszy samowar

Ukrop nalewam w szklanki

Przy wigilijnym stole bez słowa

Œwiętujš polscy zesłańcy

Na œcianach mroŸny osad wilgoci

Obrus podszyty słomš

Płomieniem ciemnym œwieca się kopci

Słowem – wszystko jak w domu (...)

Nie będzie tylko gwiazdy na niebie

Grzybów w œwištecznym barszczu

Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie

Cukier dzielony na kartce

Talerz podstawiam, by nie uronić

Tego, czym życie się słodzi

Inny w talerzu pustym twarz schronił

Bóg się nam jutro urodzi (...)

Nie, nie jesteœmy biedni i smutni

Chustka przy twarzy to katar

Nie będzie klusek z makiem i kutii

Będzie chleb i herbata

Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę

Patrzšc na swoje życie

Jesteœmy razem – czegóż chcieć jeszcze

Jutro przyjdzie Zbawiciel (...)".

Jak już wspomniano, niewielu spoœród powstańców styczniowych przeżyło zsyłkę na Sybir. W odrodzonej II Rzeczypospolitej nie zapomniano o nich – ci, którzy dożyli niepodległej Polski, wszędzie przyjmowani byli z honorami należnymi bohaterom.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL