Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Jędrzej Bielecki: Trudne reformy przed rządem Macrona

tv.rp.pl
Francja nie może stanąć na nogi bez bolesnej kuracji cięcia wydatków publicznych – mówi Jędrzej Bielecki, dziennikarz Rzeczpospolitej, gość programu Marcina Piaseckiego.

Gość przyznał, że Emmanuel Macron i jego zwolennicy odnieśli przygniatające zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. - Mówimy o ok. 65 proc. deputowanych w Zgromadzeniu Narodowym, a to nie jest całość. Dodatkowo znaczna część republikanów jest gotowa poprzeć partię Macrona – tłumaczył Bielecki.

- Wygrana ta jednak odbyła się przy rekordowo niskiej frekwencji. 57 proc. Francuzów w ogóle nie poszło głosować – dodał.

Gość podkreślił, że rynek pracy czeka najważniejsza z reform, a 62 proc. Francuzów jej nie akceptuje.

- Polega ona na uelastycznieniu rynku pracy. Dzisiaj bardzo trudno jest zwolnić pracowników we Francji, więc nie zatrudnia się nowych. Z tego powodu wydajność pracy we Francji jest znacząco wyższa niż w Niemczech, bo od wielu lat przedsiębiorcy wolą inwestować w maszyny i nowe technologie, a nie zatrudniać kolejnych pracowników – wyjaśnił.

- Macron proponuje np. wyznaczenie maksymalnego pułapu odpraw. Dzisiaj pracownik może pójść do sądu i otrzymać nieprawdopodobne odszkodowanie. Innym pomysłem jest, aby czas i warunki pracy były ustalone na poziomie zakładów, a nie całych branż – dodał.

Bielecki tłumaczył, że Macron stawia na model skandynawski, to co pierwsi zrobili Duńczycy, czyli system w którym siatka zabezpieczeń socjalnych dla wszystkich jest bardzo hojna, natomiast łatwo zwolnić pracownika. - Taki pracownik musi się starać w pracy. To wyszło w Danii, gdzie jest bardzo niskie bezrobocie, to samo może być we Francji – ocenił.

Według gościa pytaniem jest czy Francja uniknie radykalnego cięcia w wydatkach państwa. - Sektor publiczny to 57 proc. dochodu narodowego, 6 mln urzędników, którzy są zatrudnieni dożywotnio. Macron chce ograniczyć armię urzędników tylko o 5 proc. - mówił.

Przypomniał, że wielu ekonomistów uważa, iż Francja nie może stanąć na nogi bez bolesnej kuracji cięcia wydatków publicznych.

Bielecki przypomniał, że we Francji ci, którzy urodzili się trochę wcześniej mają znakomite warunki socjalne. - Często mają bezterminowe umowy o pracę, bardzo trudno ich zwolnić. Młodsi już nie są w stanie się na to załapać i ich bunt poszerza się. Rosną dysproporcje między tymi, którym jest dobrze, a tymi, którzy już się na to nie załapali. Na razie większość jest w pierwszej kategorii – mówił.

Zaznaczył, że kolejna reforma to w znacznym stopniu chwyt propagandowy, mianowicie etyka działalności politycznej. - Jest pomysł, żeby w ogólnie nie można było zatrudniać członków rodzin w parlamencie – stwierdził Bielecki.

Dodał, że ważna jest też edukacja, która obecnie jest w bardzo złym stanie. - Nie ma środków, żeby utrzymać ją na odpowiednim poziomie, szczególnie w trudnych dzielnicach – mówił.

Gość podkreślił, że zwycięstwo Macrona dla Polski zaczęło się źle. - Zaczął od pracowników delegowanych. Jest to sygnał, że Francja chce znowu pójść drogą podcięcia konkurencyjności innych krajów, a nie reformy samej siebie. Nie wiemy do jakiego stopnia jest to część kampanii wyborczej i jego rzeczywistych planów – tłumaczył.

Wielkie pytanie dla Polski, to czy jest to początek pogłębienia strefy euro i budowy mniejszej wewnętrznej unii.

- Najpierw Francja musi przeprowadzić trudne reformy, bo 8 lat już z rzędu nie jest w stanie obniżyć deficytu budżetowego poniżej 3 proc. - stwierdził Bielecki.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL