Finanse

#PROSTOzPARKIETU: Lech Wilczyński: Chcemy dostarczyć alternatywy dla tradycyjnego pieniądza

rzeczpospolita.tv
Gościem czwartkowego programu „Prosto z Parkietu” był Lech Wilczyński, współzałożyciel spółki InPasy, zajmującej się pośrednictwem przy transakcjach bitcoinami.

Czym jest bitcoin?

Cytując byłego prezydenta USA „jest to technologia, która pozwala każdemu obywatelowi posiadać coś w rodzaju szwajcarskiego konta bankowego w kieszeni". Technicznie nie ma czegoś takiego jak bitcoin. Jest tak naprawdę rozproszona, zdecentralizowana sieć rozliczeniowa, do której każdy ma swobodny dostęp, może dokonywać transakcji i nie ma tutaj żadnej instytucji pośredniczącej w tych transakcjach. Sieć ta umożliwia dokonywanie transakcji globalnie bez żadnej cenzury finansowej i z dużym poziomem prywatności transakcji.

Jeżeli mówię, że mam jednego bitcoina, to co w rzeczywistości posiadam? Unikatowy ciąg zer i jedynego?

W praktyce posiadamy klucze dostępu, które pozwalają nam dokonywać zapisów w tej globalnej księdze rozliczeniowej i zapisywać transakcje, które zachodzą między stronami. Bitcoin można sobie wyobrazić jako parę kluczy publicznego i prywatnego. Jeżeli ktoś chciałby się dostać do środków przechowywanych w danym portfelu bitcoinów, to musi znać klucz prywatny.

Skąd w ogóle bierze się wartość tej waluty?

Cechy, o których wspominałem, a więc możliwość dokonywania transakcji globalnych bez cenzury finansowej i z ogromnym poziomem prywatności, połączone z ograniczoną podażą bitcoina, sprawiają, że rynek wycenia go już na ponad 10 000 zł za sztukę. Wprawdzie co chwilę pojawiają się komentarze mówiące o bańce spekulacyjnej i porównania do tulipomanii, ale jak widać technologia się tym nie przejmuje i bitcoin zyskuje coraz więcej użytkowników.

Podaż ma być ograniczona do 21 mln sztuka, ale jeden bitcoin jest podzielny do ośmiu miejsc po przecinku, więc chyba nie będziemy narzekać na jego deficyt?

To stoi trochę w sprzeczności z dogmatem według którego pieniądz powinien podlegać ciągłej inflacji i nie ma tu miejsca na operacja typu luzowanie ilościowe. Bitcoin zapewnia ograniczoną, cyfrową podaż, co jest rewolucyjnym wynalazkiem, wysoko wycenianym przez rynek.

Kim w takim razie jest górnik, który przy użyciu bardzo silnych kart graficznych wydobywa bitcoiny?

Potoczne określenie „kopanie bitcoinów" to był techniczny pomysł na to, jak dokonać dystrybucji cyfrowej waluty i w jaki sposób zapewnić decentralizację kreacji pieniądza, a więc jak to zrobić, by nikt nie miał kontroli nad podażą tego pieniądza. Cyfrowe górnictwo polega na tym, że ludzie angażują ogromne moce obliczeniowe, aby rozwiązywać łamigłówki kryptograficzne po to, by zostać za to wynagrodzonym w bitcoinach. Jest to więc pewna motywacja finansowa, która powoduje, że ludzie chcą utrzymywać tę sieć, wspierać ją, rozwijać i zapewniać bezpieczeństwo. Sprytnie wykorzystano więc tutaj ludzką chciwość.

A na czym polega technologia blockchain wykorzystana w bitcoinie, o której bardzo dużo się ostatnio mówi w kontekście jej szerokiego zastosowania chociażby w sferze publicznej?

Blockchain to księga transakcyjna bitcoina, czyli zapis wszystkich dokonanych transakcji. Nie wspomniałem na początku o ważnej cesze bitcona, a więc o niezaprzeczalności transakcji, którą zapewnia właśnie owa rozproszona księga. W praktyce oznacza to, że nie można transakcji cofnąć. Nie możemy cofnąć się w czasie i wymazać pewnych operacji. To sprawia, że blockchain może być wykorzystany by udowodnić jakieś zjawiska, coś uwiarygodnić (np. podpisem) i tym samym zapewnić bezpieczeństwo. Blockchain może więc zastąpić notariusza czy sąd.

Bitcoin jawi nam się tutaj jako idealny środek płatnicze. Ale nie jest pozbawiony wad. Jedną z nich są chociażby ataki hakerskie na giełdy?

Jest to dosyć ironiczna sytuacja, ponieważ zaczęliśmy nowej technologii używać w stary sposób. Zamiast osobiście trzymać bitcoiny we własnym portfelu, nawet takim technicznym przypominającym pendrive, powierzyliśmy je nowemu rodzajowi banków, które nie są nadzorowane i nie mają żadnych gwarancji kapitałowych. Ataki na giełdy powodowały więc utratę środków. Użytkownicy muszą się nauczyć, by samemu zapewnić bezpieczeństwo swoim oszczędnościom.

Jest pan współzałożycielem firmy InPay, która pośredniczy w transakcjach z użyciem bitcoina. Na czym polega wasz biznes?

Podjęliśmy się dość karkołomnego zadania, czyli połączenia tego nowego świata walut cyfrowych z klasycznym systemem finansowym. Chcieliśmy umożliwić osobom posługującym się bitcoinem dokonywać transakcji w obrocie gospodarczym. Jeśli ktoś chce zapłacić za pizzę bitcoinem, a sprzedawca chce otrzymać złotówki, to my zapewniamy wymianę walut. I w drugą stronę również – ktoś może płacić złotówkami, a my na życzenie odbiorcy możemy je zamienić na bitcoiny. Zarabiamy na prowizjach. Wyszukujemy najlepsze oferty bid i ask na różnych giełdach, zarabiając na spreadzie. Przeważnie jest to ok. 2 proc.

Jak wygląda rynek tych płatności? Dużo ludzi płaci cyfrową walutą?

Notujemy ogromne, miesięczne wzrosty wolumenu płatności. Sami jesteśmy tym faktem zaskoczeni. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko to nastąpi. Nadal jest to jednak kropla w potencjale tego rynku. Największe wolumeny notujemy w sklepach internetowych, a więc w cyfrowym świecie.

A czy zmienność notowań bitcoina nie jest przeszkodą dla użytkowników? Jednego dnia warty jest 10 tys. zł, a następnego już 8,5 tys. zł.

To jest miecz obosieczny. Z jednej strony mamy osoby, które kupiły bitcoiny kilka lat temu i są na pewno zadowolone ze skoku jego wartości. Z drugiej mamy te, które kupują w szczytowych momentach i muszą liczyć się z ryzykiem spadku kursu. Warto jednak zauważyć, że dolar stracił od początku roku już 12 proc. i jest całkiem normalne zjawisko.

Nie boicie się regulacji rządowych? Wielu polityków chciałoby uregulować lub nawet zakazać używania bitcoina.

Akceptujemy ten fakt, że gdy bitcoin stanie się jeszcze bardziej popularny i będzie miał większy wpływ na nasze życie, to spotka się z represjami rządowymi. Dopóki jednak jest to niszowe zjawisko, to regulacje te będą raczej mało znaczyć. Warto zaznaczyć, że jest to waluta o globalnym zasięgu i trudno sobie wyobrazić, że we wszystkich krajach będzie ten sam poziom regulacji.

Jakie są plany spółki InPay? Zebraliście 200 tys. zł na platformie Beesfund. Planujecie wejście na NewConnect albo GPW?

Startupy decydują się obecnie na inne źródła pozyskiwania kapitału niż miało to miejsce dotychczas (VC, IPO na rynku regulowanym). Mowa o zjawisku ICO, czyli Initial Coin Offering. Jest to takie cyfrowe IPO, zdecentralizowane i nieuregulowane. Startupy potrafią zbierać dzięki temu nawet kilkadziesiąt milionów dolarów w ciągu 30 min. Porównując to do kosztów i problemów związanych z tradycyjnym IPO, ICO jest o wiele bardziej kuszące. Zapewnia też łatwy dostęp do inwestorów globalnych.

Oczywiście planujemy ekspansję zagraniczną. Chcemy edukować rynek w kwestii używania cyfrowych walut, łączenia świata realnego z cyfrowym i przenoszenia finansów do tego drugiego. Chcemy dostarczyć alternatywy dla tradycyjnego pieniądze, który może nas niebawem zawieść.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL