Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Finanse

#RZECZoBIZNESIE: Andrzej S. Bratkowski: Bez uporzšdkowanej polityki nie wejdziemy do strefy euro

tv.rp.pl
Wstępnym warunkiem rozpoczęcia w ogóle dyskusji na temat wejœcia Polski do strefy euro jest uporzšdkowanie naszych wewnętrznych spraw politycznych – mówi Andrzej S. Bratkowski, były wiceprezes NBP i były członek Rady Polityki Pieniężnej, goœć programu Pawła Rożyńskiego.

Po co spieszyć się do euro, kiedy sytuacja gospodarcza w Polsce wydaje się bardzo dobra?

Każda taka zmiana jest szokiem dla gospodarki. Zawsze tego rodzaju zmianę lepiej robić, kiedy sytuacja gospodarcza jest dobra, a nie zła. Nikt nie chciałby nas przyjšć do strefy euro, kiedy byœmy przeżywali większe problemy gospodarcze. To, że jest dobra sytuacja jest argumentem za tym, żeby się spieszyć.

Wejœcie do strefy euro może dać impuls rozwojowy, większe bezpieczeństwo?

Na pewno większš stabilnoœć. Na rynku finansowym złoty może wykazywać dosyć dużš zmiennoœć. To może być szkodliwe zarówno, gdy złoty się silnie osłabia, jak i silnie wzmacnia. W ramach całej strefy nie będziemy poddani tego rodzaju działaniom. Euro zwiększa łatwoœć prowadzenia biznesu zarówno przez firmy sektora realnego, jak i przez sektor finansowy. Wszystko to się składa na mniejsze koszty transakcyjne. W dłuższym okresie udział w strefie euro jest korzystny dla rozwoju gospodarczego Polski.

Dlatego podpisał pan apel „Rzeczpospolitej" do premiera Morawieckiego, aby jak najszybciej wznowić dyskusję w sprawie wejœcia do euro?

Tak. Także dlatego, że wstępnym warunkiem rozpoczęcia w ogóle dyskusji na temat wejœcia Polski do strefy euro jest uporzšdkowanie naszych wewnętrznych spraw politycznych. Myœlę tutaj o przywróceniu podstawowych reguł demokracji, które powinny być uwzględnione, żeby Unia Europejska uznała, że Polska jest także politycznie gotowa do wejœcia do strefy euro.

Dlaczego Polacy odwrócili się od euro? Przed wielkim kryzysem z 2008-9 r. większoœć była za. Teraz większoœć jest niechętna.

Po pierwsze chodzi o relacje między naszš sytuacjš gospodarczš, a strefš euro. W jakimœ sensie jest to efekt sukcesu polskiej gospodarki. W trakcie kryzysu polska gospodarka rodziła sobie najlepiej, a strefa euro miała kłopoty. Wtedy ludzie zaczęli się zastanawiać, czy warto wchodzić do strefy euro. Drugie, to zmasowana propaganda przeciwko euro, trochę z użyciem demagogicznych haseł jak zachowanie suwerennoœci polityki monetarnej. Chociaż polityka monetarna jako taka jest tylko narzędziem osišgania celów ważniejszych. Raczej powinniœmy pytać, co nam się bardziej opłaca. Tak jak się pytamy, czy wolimy iœć do restauracji i zjeœć obiad, czy wolimy sobie ugotować w domu. To nie jest utrata suwerennoœci, jeżeli pójdziemy do restauracji.

Morawiecki ostatnio mówił, że niech strefa euro najpierw rozwišże swoje problemy. Rzeczywiœcie jej sytuacja jest tak dramatyczna?

Na poczštku kryzysu było bardzo dużo znaków zapytania i ta sytuacja wyglšdała na bardzo dramatycznš, ale czas pokazał, że strefa euro się obroniła i przeszła przez kryzys. W tej chwili sytuacja gospodarcza w strefie euro jest bardzo dobra.

Czyli to był bardziej kryzys kilku krajów strefy euro?

Tak, on rzutował na całš strefę. Zostały wprowadzone nowe rozwišzania, które majš wzmocnić dyscyplinę fiskalnš. O to chodzi, żeby kraje będšce członkiem strefy euro zachowały dyscyplinę fiskalnš. Może dlatego w Polsce nie wszystkim się spieszy do tej strefy, bo to ważny warunek ekonomiczny.

Przeciwnicy euro przekonujš, że złoty lepiej chroni przed kryzysem. Wtedy można prowadzić swojš politykę, nie ma ograniczeń, złoty się osłabi, to eksport stanie się bardziej opłacalny tak jak w 2009 r.

Nie jest prawdš, że to, co zadecydowało o sukcesie Polski w okresie kryzysu to było osłabienie złotego. Mimo tego osłabienia, polski eksport spadł mniej więcej tak samo jak w pozostałych krajach strefy euro. Decydujšce znaczenie miały inne czynniki. To, że nasz sektor finansowy nie miał złych kredytów, to, że odważyliœmy się wprowadzić w tym czasie bardzo ekspansywnš politykę fiskalnš. To były czynniki, które zadecydowały. Warto też wymienić specyfikę Polski, która jest przyzwyczajona do działania w kryzysie. Trochę mniej Polacy się przestraszyli niż w krajach bardziej stabilnych. Kurs nie miał decydujšcego znaczenia.

W przeszłoœci mieliœmy sytuacje, kiedy złoty się bardzo umacniał, co groziło kryzysem, bo traciliœmy konkurencyjnoœć. To nie jest tak, że można w sposób dowolny tym kursem manipulować. Nie można jednoczeœnie kontrolować kursu i poziomu inflacji.

W czasie ostatniego kryzysu też osłabiły się inne waluty i to nie uchroniło ich przed wejœciem w recesję.

Oczywiœcie. Jeżeli porównamy kraje podobne do nas, Słowacja, która była w strefie euro miała całkiem przyzwoity wzrost gospodarczy w trakcie kryzysu. Mniejszy niż Polska, ale jednak wyraŸnie lepszy niż reszta Europy. Natomiast Węgry czy Czechy miały zerowy wzrost, a nawet ujemny.

Ciekawy jest przykład Słowacji, która zawsze miała kompleks Czech, była krajem biedniejszym. Czesi majš koronę, Słowacja ma euro i w ostatnich latach wyprzedziła Czechy w PKB na głowę. To chyba argument, że euro wcale nie musi być złe.

Słowacja już wczeœniej była krajem, który bardziej energicznie się reformował niż Czechy. Czechy miały okres przyœnięcia jako jeden z najbogatszych krajów. Okazało się, że to samo z siebie nie działa i te reformy trzeba robić. Pokazało to, że wejœcie do strefy euro dla gospodarki, która ma dobre fundamenty jest czynnikiem, który może dodatkowo pomóc.

Rzeczywiœcie trzeba mieć dobre argumenty. Słowenia przyjęła euro i ma kłopoty. Stanęła w miejscu.

Tam były problemy z sektorem bankowym i ta gospodarka, w dużym stopniu jest poddana kontroli państwa, nie rozwijała się. To trochę bardziej socjalistyczna wersja Austrii. Wynika to z pewnych czynników strukturalnych, które były w tej gospodarce. Samo wejœcie do strefy euro nie oznacza, że już wszystko będzie œwietnie. To nie zwalnia od potrzeby prowadzenia odpowiedzialnej polityki reform strukturalnych, które zwiększały konkurencyjnoœć gospodarki.

Jarosław Kaczyńskie i jego otoczenie sš w stanie przekonać się do euro? Czy dobrze sobie zdajš sprawę z realiów, ale prowadzš grę politycznš?

Najpierw trzeba rozwišzać konflikt polityczny z Uniš Europejskš. Pytanie, czy obecny rzšd jest do tego gotów. Konflikt wynika z decyzji politycznych w Polsce. Wejœcie do strefy euro trzeba zaczšć od opublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. To może być trudne dla tego rzšdu, ale nie zwalnia nas to z obowišzku, byœmy przypominali, że strefa euro to nasz cel i powinniœmy próbować rozwišzać nasze problemy, uzyskać porozumienie z UE i jak najszybciej wejœć do strefy euro.

Może to pokłosie konfliktu wewnętrznego? PO była za, ale póŸniej zaczęła to odwlekać. Nowoczesna teraz mocno stawia na euro. PSL był w zasadzie przychylny. W tej sytuacji rzšdzšcy muszš się pozycjonować.

Niekoniecznie tak musi być. W latach 90. wszystkie ważne siły polityczne były za wejœcie do UE. Nie musiały się pozycjonować, że jeżeli ci sš za, to my będziemy przeciw. Strategia PiS-u polega na tym, że chcemy pokazać, że pod pewnymi względami jesteœmy lepsi od Europy, więc nie musimy pewnych rzeczy robić. Z punktu widzenia ekonomicznego, to nie jest dobra polityka.

Jeżeli mielibyœmy przyjšć teraz euro, to po jakim kursie?

Po takim, który jest bliski rynkowemu. Chyba, że mamy powody sšdzić, iż mamy chwilowe zaburzenia na tym rynku. Obecny kurs jest dosyć dobry. Jeœli przyjmiemy wspólnš walutę po kursie silniejszym, to będziemy mieli mniej efektów inflacyjnych, ale za to gospodarka będzie musiała mocniej zapracować, żeby utrzymać konkurencyjnoœć. Wahania rzędu 10-20 gr dla gospodarki jak Polska nie sš najważniejsze. 4 zł jest o tyle dobre, że dobrze się przelicza. Nie jest to złe, ale 4,2 zł też jest równie dobre, gdybyœmy to robili dzisiaj. Punktem wyjœcia musi być kurs rynkowy, chyba, że ten kurs nie odzwierciedla fundamentów gospodarki.

Jesteœmy gotowi na przyjęcie euro?

Gospodarczo tak. Przyglšdajšc się gospodarce, największe wštpliwoœci budzi sytuacja inwestycyjna, ale sš powody sšdzić, że jest to wynik niepewnoœci politycznej. Jeżelibyœmy rozwišzali problemy polityczne, to i inwestycje by szybko ruszyły do przodu. Mamy też strukturalny problem z podażš siły roboczej. Można to łagodzić przez zachęty do dalszej pracy, a także przez możliwoœci zwiększonej migracji zarobkowej do Polski, która załatałaby dziurę.

Jest jeszcze cała grupa osób 50+, które sš w uœpieniu.

Poziom aktywnoœci zawodowej w Polsce jest stosunkowo niski. Jeżeli polityka gospodarcza poszłaby w stronę maksymalnej aktywizacji zawodowej ludzi, to ten problem nie będzie aż tak palšcy. Także w czasie kryzysu polska gospodarka pokazała, że jesteœmy gotowi do konkurowania z resztš Europy, nie poprzez osłabianie złotego, tylko poprzez wzrost wydajnoœci pracy.

Ubiegły rok był bardzo dobry. Przyszły może być jeszcze lepszy?

Ten rok jest niby dobry, ale gdyby nie polityczne problemy, wzrost gospodarczy powinien być wyraŸnie wyższy. Kiedy mamy wybuch koniunktury w Europie, powinniœmy mieć wzrost powyżej 5 proc. Nie mamy, bo jest niepewnoœć, która hamuje wzrost inwestycji. To jest podstawowe zagrożenie. Z jednej strony mieliœmy 2 lata z bardzo niskim wzrostem inwestycji, z drugiej strony musimy się liczyć z obniżeniem podaży pracy. W przyszłym roku będzie trudno osišgnšć lepszy wynik ze względu na czynniki podażowe. Koniunktura jest bardzo dobra, tylko ze strony podażowej mamy problem. Wszystko zależy od tego, czy ruszš w Polsce inwestycje. Jeżeli będzie silniejszy wzrost inwestycji, większa aktywnoœć zawodowa Polaków, to możemy mieć szybszy wzrost w tym roku i mimo wygasania perspektywy finansowej, także w następnym. Warunkiem wstępnym jest ustabilizowanie sytuacji politycznej w Polsce, stworzenie jasnych perspektyw dla Polski, jeœli chodzi o jej relacje z UE.

Jak przejęcie w pełni sterów przez premiera Morawieckiego może wpłynšć na gospodarkę?

Nie sšdzę, żeby to miało zasadnicze znaczenie. Wszystko i tak zależy od tego, że prezes Kaczyński będzie się zgadzał na pewnš koncepcję polityki gospodarczej, czy nie. Nowy premier powinien zaczšć swojš politykę od ogłoszenia wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli tego nie zrobi, to jest duży znak zapytania, jak będš wyglšdały polskie relacje z UE i jak to się odbije na stanie polskiej gospodarki. Jednak jesteœmy silnie zależni od inwestycji zagranicznych. Gdyby nastšpiły niekorzystne zmiany, to spadek koniunktury mógłby być dramatyczny.

Jest szansa, że złoty będzie się dalej umacniał?

Jeżeli będziemy mieli do czynienia z poprawš sytuacji politycznej, to złoty ma szansę się umocnić. Raczej nie zejdzie jednak poniżej 4 zł za euro. Silny wzrost aktywnoœci inwestycyjnej będzie prawdopodobnie oznaczał też przyspieszenie importu. Być może nawet saldo naszego handlu będzie się trochę pogarszało.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL