Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Finanse

Zwolnili go, rok później został Rekinem Finansów

Zwolnili go z pracy po brudnych rozgrywkach personalnych - relacjonuje. Założył więc bloga pisząc o tym, na czym znał się najlepiej. Rok od wyrzucenia go z pracy jego blog wchodzi do czołówki najpopularniejszych blogów finansowych. Dwa lata później blog ten czyta już milion osób w Polsce. W końcu otrzymuje ofertę kupna bloga opiewającą na 2 mln zł.

W rozmowie z portalem rp.pl autor bloga Rekin Finansów Szymon Ziemba, wyjaśnia jak trudne były jego początki, jak udało mu się zainteresować finansami tylu Polaków, oraz jaką radę dałby każdemu kredytobiorcy i inwestorowi.

Twój sukces zaczął się w momencie wyrzucenia Cię z pracy? Początek zaskakujący.

Zanim na dobre zacząłem pisać bloga całe życie byłem związany finansami. Ostatnim miejscem mojego zatrudnienia była jednak nie bank, a największa w Europie firma produkująca płyty drewnopochodne. W pracy nie chciano dać mi odpowiedzialnej funkcji, gdzie mógłbym na własną odpowiedzialność rozwijać jakąś część tej ogromnej firmy. Po części nie dziwiłem się temu bo do dziś wyglądam jak student, ale to przecież nie wygląd, a wytrwałość w pracy i talent są najważniejsze, aby osiągnąć sukces. Do dziś tak uważam.

W pracy etatowej nie mogłem rozwijać swoich umiejętności na tyle na ile mnie stać. Czułem się ograniczony, intelektualnie cofałem się, a jestem bardzo ambitnym człowiekiem. Do tego fatalne traktowanie pracowników i atmosfera strachu była czymś codziennym. Myślę, że wielu zdolnych menedżerów mojego pokolenia boryka się z podobnymi problemami.

Choć nigdy zwolnienie z pracy nie jest przyjemne to był to jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu, bo wreszcie czułem się wolny. Zdaję sobie sprawę, że tracąc wypłatę miesięczną rzędu 10-11 tys. zł netto raczej wielu ludzi nie byłoby w tak dobrym nastroju jak ja. Cieszyłem się jednak, że wreszcie mogłem na własny rachunek pokazać na co mnie stać, a nie tylko wykonywać rozkazy. Zamiast zarabiać miliony dla tej firmy...

Postanowiłeś zbudować swój biznes. Dlaczego blog finansowy?

Studiowałem finanse w Polsce i Anglii, pracowałem w bankach, firmie audytowej z BIG4, przegrałem także sporo pieniędzy na giełdzie jako student. Nie przypuszczałem jednak, że nawiążę do tego co zrobiłem już w wieku 16 lat - budowy własnej strony internetowej.

Zawsze uważałem, że najłatwiej jest osiągnąć sukces w tym na czym się znasz. Uznałem, że blog finansowy może być czymś co łączy zalety fabryki, finanse i moje umiejętności. Na moją decyzję miało też wpływ to, że na rynku nie było wtedy blogera finansisty. Popularne blogi finansowe prowadzili sprzedawca książek i dziennikarz, którzy nie mają wykształcenia ani doświadczenia w branży finansowej. Uznałem, że jest wiele czynników, które przemawiają, za tym, że mogę osiągnąć sukces w tej konkurencyjnej niszy. Brakowało mi jednak wtedy wiedzy i umiejętności z zakresu marketingu. Moje zdolności programistyczne też były niewielkie. To jednak mogłem kupić, a z czasem także samemu się nauczyć tego co jest niezbędne.

Jak to się stało, że twój blog tak szybko zdobył tak dużo czytelników?

Przede wszystkim jestem szczery w tym co piszę. Pokazuję w co ja inwestuję, jak oszczędzam, pomagam w uzyskaniu najtańszych kredytów, a od niedawna także oddłużam moich czytelników. Dzielę się wiedzą, którą uzyskałem pracując po drugiej stronie lustra - bankach i firmach. Czytelnicy jak widać to docenili. Na sukces oczywiście składa się bardzo wiele czynników. Czasami parę detali decyduje o tym czy inwestycja okaże się sukcesem, czy spali na panewce.

Zdaję sobie sprawę ile jeszcze pracy przede mną i wiedzy do zdobycia aby mój blog odwiedzało 2 miliony ludzi rocznie. To jest mój cel na 2018, żeby z miliona czytelników w przyszłym roku były dwa miliony.

Jakie zatem czynniki zadecydowały o sukcesie twojej inwestycji w blog Rekin Finansów?

Ciężka praca u podstaw i zaawansowany know-how. Konkurencyjne portale finansowe to wielkie korporacje, najczęściej zagraniczne. Jednak ja mam tą przewagę, że wszystkie kluczowe kompetencje posiadam osobiście. Duże firmy, aby wykonać to samo co ja, muszą zatrudnić paru specjalistów np. prezesa, który ustali strategię, dyrektora ds. marketingu, redaktorów, programistów, księgową i sprzątaczkę itd. To pozwoliło wejść mi na ten jeden z najbardziej konkurencyjnych rynków w Polskim Internecie.

Oczywiście dotarłem teraz do momentu, w którym nie jestem w stanie dalej rozwijać bloga na własną rękę, dlatego szukam utalentowanych fachowców, którzy mogliby wnieść swoją wiedzę i zaangażowanie w rozwój bloga.

Jaką uniwersalną radę dałbyś inwestorom indywidualnym?

W podejściu do inwestycji korzystam z zasady włoskiego socjologa i ekonomisty Vilfredo Pareto sformułowanej przez specjalistę od zarządzania przedsiębiorstwami Josepha Jurana w 1951 roku. Zgodnie z tą zasadą 80% moich inwestycji cechuje duże bezpieczeństwo. Natomiast 20% jest bardziej ryzykowna i to ona ma generować 80% zysków.

Przykładowo, jeśli ktoś ma 100 000 zł majątku, radziłbym mu nie ryzykować więcej niż 20 000 zł. Porażka w inwestycjach, tak samo jak w biznesie jest czymś normalnym. Ta zasada pozwala uniknąć porażki totalnej np. bankructwa, a jednocześnie daje szansę na duże zyski.

Nie sztuką jest zarobić jednorazowo 30 000  zł inwestując cały majątek czyli 100 000 zł na giełdzie papierów wartościowych. Przyjdzie bowiem taki moment, że ryzykując stracisz prawie wszystko co zainwestowałeś. Mnie się to przydarzyło już w czasie studiów.

Radzę unikać inwestycji, której wynik jest z zasady losowy. Lepsza jest inwestycja, która daje 95% szansę na 10% zysk niż inwestycja, która daje 50% szans na zysk 30%.

Matematyczny rachunek prawdopodobieństwa w połączeniu z rzetelną identyfikacją czynników wpływających na wynik inwestycji daje genialne rezultaty.

Inwestować należy też najlepiej w to na czym się znasz, a jeśli się nie znasz – poznaj się, bowiem nikt lepiej nie zadba o twoje pieniądze niż ty sam. Oklepana zasada ale niewiele osób z niej korzysta.

Jaką radę dałbyś kredytobiorcom?

Wg BIK15 milionów Polaków korzysta z różnorakich kredytów, druga połowa nie korzysta i krytykuje tych drugich. Co ciekawe zdarzają się kredytobiorcy, którzy lepiej pomnażają swój majątek niż zatwardziali przeciwnicy kredytów.

Najbardziej cieszą mnie osoby, które znakomicie korzystają z powszechnie krytykowanych kredytów pozabankowych, np. chwilówek na raty, i potrafią na tym zarobić. Przykładowo, paru moich czytelników wymieniło piec grzewczy na nowy, korzystając z takiego kredytu. Do tego uzyskali także dotacje od gminy. Finalnie po 3 latach od inwestycji ich zysk to minimum 500-600 zł rocznie.

Tani kredyt i mądra inwestycja o małym ryzyku to świetne narzędzia do przyśpieszenia budowy majątku. Tak więc, moją uniwersalną radą jest to, aby pieniądze z kredytu przeznaczać na inwestycje.

 

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL