Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

"Pod opiekš wiecznego słońca": Koreańska kreacja

W dokumencie „Pod opiekš wiecznego słońca” reżyser Witalij Manski pokazał kulisy powstawania swojego filmu, obnażył mechanizmy politycznej manipulacji
against gravity
Od pištku na ekranach dokument „Pod opiekš wiecznego słońca" Witalija Manskiego. Film wygrał niedawno Festiwal Millennium Docs Against Gravity.

Korea Północna, uważana za jeden z najbardziej represyjnych reżimów œwiata, jest jednoczeœnie krajem, o którym wyjštkowo chętnie filmowcy kręcš dokumenty. Pojechać tam jednak można jedynie za zgodš władz, a najlepiej na ich zaproszenie. Plonem dwóch takich polskich wizyt były dwa polskie filmy: nakręcona przez Andrzeja Fidyka w 1989 roku słynna, obsypana nagrodami „Defilada" i kilkanaœcie lat póŸniej – „Widowisko" Jarosława Sypniewskiego.

Andrzej Fidyk pokazał wszechobecny kult jednostki – nieprzebrane tłumy wielbicieli Ukochanego Wodza Kim Ir Sena z pokorš wymawiajšce jego imię i wiwatujšce na jego czeœć w czasie obchodów 40-lecia istnienia Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Z kolei Sypniewski nakręcił relację z widowiska „Arirang", spektaklu ku czci ojca narodu, wykonywanego przez tysišce perfekcyjnie przygotowanych tancerzy na ogromnym stadionie w centrum Phenianu, mieszczšcym 100 tys. widzów.

Ta sama opowieœć

O Korei Północnej powstaje też wyjštkowo dużo dokumentów zagranicznych będšcych wariantami cišgle tej samej opowieœci o kraju, w którym ludzie nie majš informacji o zewnętrznym œwiecie za granicami ich państwa (ostatnio w TVP dokument BBC „Korea Północna z ukrycia"). Koreańczycy nie wiedzš, że jest internet i karty kredytowe, nie majš kont w banku ani telefonów komórkowych, co wyszło na jaw, gdy zaczęli się pojawiać w bratniej Korei. Uciekinierzy musieli przechodzić trzymiesięczny program przystosowawczy, by samodzielnie żyć.

Każdy kolejny film œciga się z poprzednim, bo choć Korea jest tak trudno dostępnym krajem, to dokumentaliœci za punkt honoru biorš sobie opowiedzenie o niej czegoœ, czego œwiat jeszcze nie wie. Trochę to samograj, bo kraj obserwowany nawet z perspektywy turysty, wyglšda jak zadziwiajšcy relikt zamierzchłej ponurej przeszłoœci - szczególnie dla Europejczyka.

Ale wydaje się, że temat coraz bardziej się wyczerpuje. Zatem o Korei trzeba opowiadać sposobem. Znalazł go kiedyœ Andrzej Fidyk, powracajšc do opowiadania o Korei Północnej bez przekraczania jej granic.

Kilkanaœcie lat po „Defiladzie" nakręcił „Yodok Stories" film odkrywczy, bo dokumentalista wpadł na pomysł, by znaleŸć uciekiniera reżysera teatralnego, który zrealizuje musical opowiadajšcy o rzeczywistoœci totalitarnego kraju – obozach koncentracyjnych. Przygotowania do wystawienia musicalu trwały dwa lata, premiera odbyła się 5 marca 2006 roku. „Yodok Stories" pokazał jego powstawanie i opowiedział historie siedmiu ludzi, którzy uciekli z piekła.

Także sposobem o Korei postanowił opowiedzieć Rosjanin Witalij Manski, który zrealizował film na zlecenie... rzšdu Korei Północnej.

Miał on być, rzecz jasna, propagandowy, opiewajšcy walory tego kraju. Manski spędził w Korei Północnej rok. Przez ten czas miał zarejestrować kamerš życie rodziny przygotowujšcej oœmioletniš Zin-mi do wstšpienia w szeregi Koreańskiej Unii Dzieci, rodzaju komunistycznej młodzieżówki. To celebrowany moment wstšpienia w prawdziwš tamtejszš dorosłoœć, gdy przysięga się lojalnoœć Wielkiemu Wodzowi Kim Ir Senowi, ojcu narodu no i oczywiœcie jego następcom.

Przed jego pozłacanym pomnikiem niewyobrażalnej wysokoœci, kłaniajš się wcišż mali i duzi mieszkańcy tego raju na pokaz. I nie byłoby w tej opowieœci nic pewnie nowego, gdyby Manski filmował wyłšcznie oczekiwane ujęcia. Tymczasem dokumentalista nie wyłšczał kamery w czasie poprzedzajšcym filmowanie reżyserowanych scen. Dzięki temu powstał dokument o filmie. I o drugim reżyserze człowieku wydelegowanym przez koreańskie władze do pilnowania wizerunku. Widzowie mogš zobaczyć, jak dalece kreowany jest obraz idealnego narodu – wszystkie sceny „prawdziwego" życia zostały bowiem zainscenizowane.

Życie na pokaz

Rodzina Zin-mi mieszkajšca w reprezentacyjnym apartamencie w centrum Pjongjang w istocie została tam zakwaterowana na czas kręcenia zdjęć. Koreański „filmowiec", instruuje dziewczynkę i jej rodziców, by czuli się przed kamerš swobodniej tak jak u siebie w domu... A sceny, które sš tam odgrywane, nie należš do skomplikowanych – jedzš (obfitoœć jedzenia na stole!) i rozmawiajš o swoim idealnym kraju, powtarzajšc zresztš nauczone wczeœniej kwestie.

Zin-mi uczęszcza do najlepszej szkoły w Pjongjang i uczestniczy w niekończšcych się lekcjach historii traktujšcych o chwalebnych zwycięstwach Korei Północnej nad „japońskimi najeŸdŸcami" i „amerykańskimi tchórzami". Jej ojciec wykonujšcy zawód dziennikarza na potrzeby filmu stał się inżynierem pracujšcym w zakładzie produkujšcym ubrania. Matka zarabiajšca na życie w fabryce mleka przyjmuje gratulacje od koleżanek z okazji wstšpienia Zin-mi w szeregi Koreańskiej Unii Dzieci. I tu koreański spec od filmu zarzšdza więcej spontanicznoœci i uœmiechu....

Szczególne wrażenie robiš jednak sceny, w których filmowane sš setki dorosłych i dzieci na ulicy, w czasie zgromadzeń, wspólnych obowišzkowych fizycznych ćwiczeń. Naczelna zasada dotyczy respektowania swojego miejsca w szeregu. Z zakazem wyłamywania się z niego.

Z naszej, europejskiej perspektywy dręczšcy obraz. Ale jak już wiemy, wolnoœć też wcale nie jest łatwa.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL