Film

Cannes 2017: Kino zanurzone w polityce

Andriej Zwiagincew w filmie „Niemiłość” opisuje historię toksycznej rodziny, z której pewnego dnia znika 12-letni syn.
materiały prasowe
Ludzie zagubieni w historii i współczesności to główny temat konkursowych filmów.

„Człowiek z żelaza" to Złota Palma z roku 1981. W Polsce trwał stan wojenny, w Cannes Andrzej Wajda opowiadał o wielkim zrywie narodu i tęsknocie za wolnością. Po 36 latach ten właśnie film otworzył sekcję „Cannes Classic". Na pokaz przyjechał Lech Wałęsa. Byli też wspaniali polscy artyści – od Skolimowskiego, Holland, Zanussiego i Bugajskiego, aż do najmłodszych – Wasilewskiego i Czekaja. Wszyscy po to, by razem z canneńskim światem kina złożyć hołd wielkiemu mistrzowi, którego już nie ma wśród nas. Wielka, wieczorna feta na plaży du Rado ściągnęła tłumy festiwalowych gości.

Cannes cofa się do własnej historii także we współczesnych propozycjach. Michel Hazanavicius w „Le Redoutable" – historii związku Godarda z młodziutką aktorką, a potem pisarką, Anne Wiazemsky. To próba innego spojrzenia na mistrza francuskiego kina i wiwisekcja związku autorytarnego geniusza i delikatnej dziewiętnastolatki z intelektualnej rodziny. Miało być obrazoburczo i odkrywczo, niestety wyszło coś, co Peter Bradshaw z „Guardiana" określił pastiszem bez pasji.

Zawiódł też zdobywca Oscara za „Artystę" Todd Haynes, który połączył historie dwojga głuchych dzieci szukających bliskich osób w Nowym Jorku z roku 1927 i 1977. Niestety, jego „Wonderstruck" jest toporny scenariuszowo, pretensjonalny i łopatologiczny.

 

Ale są też obrazy świeże. Ruben Östlund, Noah Baumbach i Andriej Zwiagincew przyglądają się dzisiejszym społeczeństwom przez pryzmat rodziny.

Bohaterem „The Square" Östlunda jest dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Rozwiedziony ojciec dwóch małych córek, szukający czasem partnerki, z którą można spędzić noc bez zobowiązań. Z codziennej rutyny wyrywa go zuchwała kradzież telefonu na ulicy. 43-letni Szwed tworzy niepokojący portret współczesnej moralności. Codzienne życie zderza ze sztuką, kulturę z najbardziej prymitywnymi odruchami. Pyta o odpowiedzialność za własne zachowania i za ludzi, którzy stają na naszej drodze.

 

W świecie artystów, plastyków, muzyków toczy się również wspaniały, żywy „The Meyerowitz Stories" Baumbacha. Tryskająca humorem opowieść o rodzinie, która w pragmatycznym świecie żyje zanurzona w kulturze. W „Meyerowitz Stories" jest błyskotliwość, inteligentny humor, codzienna obserwacja zakamarków rodzinnych relacji. Po prostu perełka.

Te filmy stają się współczesnymi opowieściami o zwariowanym życiu, niełatwych relacjach z bliskimi.

Twórcy z Europy Wschodniej są z kolei zanurzeni w polityce. Klasą dla siebie jest Andriej Zwiagincew. Jego „Niemiłość" to obraz mocny, zrobiony bez krztyny znieczulenia. Współczesna rodzina w trakcie rozwodu. I kobieta, i mężczyzna mają już nowych partnerów, którzy ciągną ich na społecznej drabinie o szczebel wyżej. Ale na siebie nawzajem warczą. Brutalnie, ordynarnie. Przy 12-letnim synu. Kiedyś chłopiec usłyszy i to: „Nigdy nie chciałam go mieć. Żałuję, że go nie wyskrobałam". Jednego dnia zniknie.

Zwiagincew pokazuje poszukiwania dziecka. Ale strata niekochanego syna tylko na chwilę zatrzyma jego rodziców w biegu. Nie spytają: „Dlaczego?", nie poczują wyrzutów sumienia. Autor „Lewiatana" i „Eleny" opowiada o współczesnej Rosji. Pokazuje chaos polityczny – na ekranie telewizora pojawiają się obrazy z Ukrainy. Przede wszystkim jednak przygląda się klasie średniej. Ludziom, których mentalność wyniesiona z czasów komunizmu łączy się z nowymi ambicjami i pragnieniami. Zewnętrznym atrybutom nowoczesności – ciągłemu fotografowaniu się i wrzucaniu zdjęć do internetu – towarzyszą chciwość, pazerność i brak jakiejkolwiek wartości.

Z kolei Węgier Kornel Mundruczó zrobił film o uchodźcach. I to w kraju, który odgradza się od nich murem. W pierwszej scenie „Jupiter's Moon" młody Syryjczyk Aryan zostaje postrzelony przez Straż Graniczną. Nie ma prawa przeżyć. Ale nagle odrywa się od ziemi i frunie jak anioł. Lekarz, dr Stern, próbuje mu pomóc, najpierw dla pieniędzy, które chce czerpać z jego nadprzyrodzonych umiejętności, potem już z ludzkiej solidarności. Ale jakie mają szanse w świecie pełnym nienawiści?

 

Węgier nazywa swój film współczesnym science fiction.

– To nie miał być obraz o uchodźcach – mówił w Cannes Mundruczó. – Początkowo chcieliśmy opowiedzieć o cudzie w kontekście kryzysu i osadzić nasz film w przyszłości. Ale rzeczywistość nas dogoniła.

Wielka szkoda, że nie znalazło się w konkursie miejsce dla polskiego filmu. Głos naszych twórców mógł być w tym roku ważny.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL