Zbudować własny kapitał

aktualizacja: 06.02.2017, 21:21
Oszczędzanie na emeryturę powinniśmy zacząć jak najwcześniej, najlepie...
Oszczędzanie na emeryturę powinniśmy zacząć jak najwcześniej, najlepiej od razu, gdy zaczniemy zarabiać; tylko takie podejście do finansów pozwoli nam zachować standard życia po zakończeniu aktywności zawodowej.
Foto: shutterstock

Rząd chce stworzyć system długoterminowego oszczędzania z udziałem pracowników i zatrudniających ich firm.

REDAKCJA POLECA

W połowie ubiegłego roku Ministerstwo Rozwoju przedstawiło wstępną koncepcję stworzenia nowego systemu długoterminowych oszczędności. Filarem Programu Budowy Kapitału – jak nazwano nowy projekt – jest system dobrowolnych pracowniczych planów kapitałowych (PPK) tworzonych przez przedsiębiorstwa. Już w styczniu 2018 r. musiałaby je uruchomić każda firma zatrudniająca powyżej 250 osób. W następnych miesiącach obowiązek ten objąłby również mniejsze firmy, zatrudniające przynajmniej 20 osób. Pracownik byłby zapisywany do programu automatycznie, ale w ciągu trzech miesięcy mógłby się wypisać na własne życzenie.

Członek PPK płaciłby składkę w wysokości 2 proc. pensji (z możliwością zwiększenia o kolejne 2 pkt proc.), pracodawca – 1,5 proc. (z możliwością zwiększenia o 1 pkt proc.), natomiast dodatkowe 0,5 proc. byłoby płacone przez państwo poprzez obniżenie obowiązkowej składki na Fundusz Pracy. Pracodawcom przysługiwałoby zwolnienie z odprowadzania składek do ZUS, a pracownikom – składki na ubezpieczenie emerytalne (dotyczyłoby to tylko tej części wynagrodzenia, która została przelana do programu w formie składki). Dodatkową zachętą byłaby kwota na powitanie w wysokości 250 zł; pojawiałaby się na koncie w PPK w momencie jego utworzenia. Środki te pochodziłyby z publicznej kasy.

Wsparcie przy tworzeniu PPK

Tworzeniem i zarządzaniem pracowniczymi planami kapitałowymi miałby zajmować się Polski Fundusz Rozwoju (PFR). Według Pawła Borysa, prezesa PFR, chodzi o przyspieszenie i uproszczenie procedury zakładania takich programów.

– Chcemy w ten sposób odciążyć pracodawców od obowiązków biurokratycznych – mówi Paweł Borys.

Po dwóch latach od startu możliwa byłaby zmiana instytucji obsługującej program (mogłyby to być towarzystwa funduszy inwestycyjnych, czyli prywatne instytucje finansowe zarządzające funduszami inwestycyjnymi).

Jak zapewnia resort rozwoju, środki gromadzone w ten sposób miałyby charakter prywatny, a nie publiczny, ale dostęp do nich byłby ograniczony. W przypadku likwidacji planu przed osiągnięciem przez uczestnika wieku emerytalnego oszczędzający musiałby zwrócić wszystkie korzyści podatkowe. Z kolei po przejściu na emeryturę można by jednorazowo podjąć jedynie jedną czwartą zgromadzonego kapitału. Pozostała część posłużyłaby do wykupienia renty terminowej lub wieczystej, czyli dożywotniego świadczenia.

Część oszczędności można by podjąć przed emeryturą bez dodatkowych kosztów tylko w razie problemów zdrowotnych (orzeczenie o niezdolności do pracy). Środki z programu mogłyby być również wykorzystane do sfinansowania udziału własnego przy zaciąganiu kredytu na zakup mieszkania.

Elastyczność i niskie koszty

Jak zaznacza Ministerstwo Rozwoju, najważniejszą korzyścią dla przyszłych emerytów byłaby duża elastyczność w konstruowaniu portfela inwestycyjnego i doborze jego składników. Kolejną korzyścią mają być niskie koszty zarządzania. Całkowita prowizja pobierana przez instytucje finansowe ma wynosić maksymalnie 0,6 proc. aktywów. To podobny poziom, jaki obecnie obowiązuje w otwartych funduszach emerytalnych. W 2015 r. powszechne towarzystwa emerytalne zanotowały łącznie 935 mln zł przychodów z zarządzania OFE, co stanowiło około 0,66 proc. ich aktywów.

Co z mniejszymi firmami zatrudniającymi poniżej 20 pracowników? Miałyby wybór: mogłyby stworzyć PPK bądź zaproponować indywidualny plan kapitałowy. Różnica między tymi rozwiązaniami jest niewielka. Indywidualne plany od początku mogłyby być obsługiwane przez prywatne instytucje finansowe (bez dwuletniej inkubacji w Polskim Funduszu Rozwoju). Obowiązek tworzenia planów przez małe przedsiębiorstwa wszedłby w życie dopiero w 2019 roku. Niestety, projekt nie obejmuje osób pracujących na umowach cywilnoprawnych.

Resort rozwoju chce także zreformować istniejące indywidualne konta emerytalne (IKE) oraz indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), ale nie podał jeszcze żadnych szczegółów.

Podział środków zgromadzonych w OFE

Odrębną częścią ministerialnego planu jest ostateczne rozmontowanie obecnego drugiego filara, czyli otwartych funduszy emerytalnych. Od przyszłego roku OFE musiałyby oddać do funduszu rezerwy demograficznej (FRD) jedną czwartą kapitału ulokowanego m.in. w akcjach notowanych na zagranicznych rynkach, obligacjach korporacyjnych i depozytach bankowych. Odpowiada to obecnie kwocie 38,4 mld zł. Zarządzanie tą częścią kapitału przejąłby Polski Fundusz Rozwoju. Natomiast 75 proc. (ponad 115 mld zł) aktywów OFE, ulokowanych w akcjach notowanych na warszawskiej giełdzie, miałoby trafić do trzeciego filara emerytalnego (dobrowolne oszczędności).

W tym celu dla wszystkich 16,5 mln członków OFE zostałyby stworzone specjalne indywidualne konta emerytalne, niezależne od obecnie istniejących IKE. Natomiast powszechne towarzystwa emerytalne prowadzące teraz OFE zostałyby mocą ustawy przekształcone w TFI zarządzające tymi aktywami. W ten sposób rząd chce zakończyć żywot drugiego filara emerytalnego bez nacjonalizacji oszczędności zgromadzonych w OFE.

Stworzenie pracowniczych planów emerytalnych poskutkowałoby mocnym zastrzykiem środków wpływających na warszawską giełdę. Według szacunków ministerstwa program objąłby 75 proc. z 5,5 mln pracowników przedsiębiorstw. W zależności od wybranego wariantu uczestnicy wpłacaliby do systemu od 12 mld do 22 mld zł rocznie. To duża kwota jak na rozmiary naszego rynku finansowego. Byłaby przeznaczona głównie na inwestycje w polskie akcje i obligacje.

Na nasz rynek kapitałowy w ciągu dziesięciu lat mogłoby wpłynąć co najmniej 120 mld zł (6,7 proc. PKB) nowych środków – przy 4-proc. składce oraz 220 mld zł (12,3 proc. PKB) przy średniej składce w wysokości 7 proc. Takie sumy miałyby wpływ na zwiększenie krajowych inwestycji.

Inny pomysł, jak zgromadzić 100 mld zł rocznie

Pół roku temu, tuż przed ogłoszeniem Programu Budowy Kapitału, swój pomysł na mobilizację długoterminowych oszczędności Polaków przedstawiła Komisja Nadzoru Finansowego. Zaproponowała emerytalne konta oszczędnościowe (EKO) i formułę 3 x 50.

Pomysł zakładał, że pracownik odkładałby 50 zł z wynagrodzenia po opodatkowaniu oraz kolejne 50 zł zwolnione z podatku dochodowego. Dodatkowo pracodawca miałby możliwość sfinansowania pracownikowi składki na cele emerytalne w wysokości 50 zł miesięcznie. Program miałby działać niezależnie od istniejących form trzeciofilarowych. Komisja ostrożnie oszacowała liczbę tego typu kont emerytalnych na około 1 mln w okresie dziesięciu lat.

KNF wyliczyła, że wpłacając co miesiąc 150 zł (przy założeniu, że kwota ta byłaby indeksowana rocznie wskaźnikiem wzrostu wynagrodzeń na poziomie 3,5 proc., a średnia roczna stopa zwrotu z inwestycji wyniosłaby 5,5 proc.), przez 40 lat oszczędzający zgromadziłby na koncie około 410 tys. zł. Zakładając, że przeciętny uczestnik programu oszczędza przez 25 lat, a takich uczestników jest 1 mln, dałoby to dodatkowe oszczędności o bieżącej wartości 93 mld zł. Według KNF jest to wielkość na tyle znacząca, że wprowadzenie takiej możliwości oszczędzania można uznać za istotne uzupełnienie dotychczasowych filarów emerytalnych.

Według szacunków KNF koszt ulg podatkowych dla budżetu byłby stosunkowo niewielki. Zwolniona z podatku dochodowego od osób fizycznych byłaby jedynie połowa wpłaty pracownika, co daje roczną składkę zwolnioną z PIT w wysokości 600 zł. Po przemnożeniu przez 1 mln uczestników oraz przy 18-proc. stopie podatku byłoby to 108 mln zł rocznie.

POLECAMY

KOMENTARZE