Felietony

Kuź: Zdementowane, czyli prawdopodobne

archiwum prywatne
Słynny dyplomata książę Aleksander Gorczakow zwykł mawiać, że „nie wierzy w niezdementowane informacje".

Każe to z zastanowieniem podejść do deklaracji Josepha Daula, szefa Europejskiej Partii Ludowej (EPP), największej grupy politycznej w europarlamencie. Daul w środę zaprzeczył bowiem, i to „stanowczo", „istnieniu lub zamiarom negocjacji o przystąpieniu do EPP Prawa i Sprawiedliwości, które nie przestrzega rządów prawa w Polsce".

Już samo to zdanie nie wyklucza niejako, że z „innym" PiS, co do którego nie zachodziłyby (zdaniem Daula) obawy naruszania praworządności, negocjacje mogłyby być prowadzone. Znamienne jest też, że Daul powiedział kilka ciepłych słów o rozwoju Polski pod rządami PiS, na co pozytywnie zareagowali premier Morawiecki i marszałek Kuchciński. Z punktu widzenia EPP przyjęcie PiS mogłoby być korzystne i dla partii, i dla całej Unii. Najsilniejsze polskie ugrupowanie weszłoby wtedy do europejskiego mainstreamu, a EPP powiększyłaby wydatnie swój stan posiadania. PiS mógłby też cieszyć się większą ochroną polityczną niż ta, którą może zaoferować jego obecna frakcja (ECR), zupełnie tracąca znaczenie po brexicie. Przeszkodą jest oczywiście uruchomienie art. 7 przeciw Polsce. Gdyby jednak przeważyła opinia Junckera i UE wycofała się z procedury „praworządnościowej", droga do negocjacji z EPP byłaby otwarta.

Wydaje się jednak, że intencje PiS zostały przedwcześnie zasygnalizowane. Trzeba pamiętać, że na wejściu partii Kaczyńskiego do EPP najbardziej straciłaby PO, która swoją siłę na forum UE czerpie z członkostwa w tej frakcji. Drugim przegranym byłaby Partia Europejskich Socjalistów. Socjaliści mogliby wręcz stać się zbędni do zbudowania następnej koalicji rządzącej w Parlamencie Europejskim. A tak się składa, że jednym z liderów socjalistów jest... Frans Timmermans. I tu koło się zamyka. Może właśnie to tłumaczy nagłe wzmożenie Timmermansa i opozycji w sporze Komisji Europejskiej z Polską. Polityka jest rodzajem wojny. „Sztuka wojny jest zaś sztuką zwodzenia". Trzeba w niej przede wszystkim unikać za szybkiego odkrywania kart przed przeciwnikiem.

Czytaj także

Autor jest politologiem z Uczelni Łazarskiego i Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL