Felietony

Jerzy Surdykowski: Rok nadziei, rok niepokoju

Fotorzepa, Piotr Guzik
Przed 30 laty jedno było pewne: coś się nieodwołalnie kończy, przemija postać świata. Tylko nie wiadomo kiedy, jak i za jaką cenę. Może najstraszniejszą?

Po nieudanym i zbojkotowanym – mimo propagandy – referendum w końcu 1987 r., przyszła w lutym 1988 r. drastyczna podwyżka cen i wkrótce ruszyły strajki. Nie tylko o żarcie, ale o przywrócenie do pracy represjonowanych przywódców i o relegalizację Solidarności. 25 kwietnia zaczęło MPK w Bydgoszczy, już następnego dnia stanęła Huta ówcześnie im. Lenina, największy zakład pracy w tamtej Polsce. Wreszcie ruszyła w bój opromieniona sławą pamiętnego Sierpnia Stocznia Gdańska i trwała jeszcze jakiś czas mimo brutalnej pacyfikacji przez ZOMO krakowskiej huty w nocy z 4 na 5 maja.

Trwożne oczekiwanie ogółu, szaleńcza aktywność niewielu. Brak realizmu! – powiadano w Polsce i w świecie. Przecież to tylko wystąpienia najmłodszych robotników, którym udało się zablokować jakiś wydział, kiedy inne pracują. Przecież wystarczy mocniej walnąć pałą, powsadzać do więzień. Przecież władza ma w odwodzie wojsko, a jak trzeba to Moskwę. A pomimo to w sierpniu 1988 r. zatrzymywały się coraz to nowe zakłady, w tym ponownie historyczna Stocznia, aż wreszcie zaczęły się rozmowy Wałęsy z Kiszczakiem i padła obietnica Okrągłego Stołu. Przecież to tylko gadanie – powiadano. Przy tym stole władza wszystko wykręci po swojemu. W telewizji stary wyga Miodowicz rozniesie Lecha... I tak dalej, i tak dalej...

A przecież było to, co było. Może nie historyczny rok 1989 powinniśmy uznać za kres komunizmu, lecz pełen niepewności rok poprzedni? A może nadzieja płynęła z niewiedzy, bo dziś już wiadomo, że rządzący obok Okrągłego Stołu przygotowywali nowy stan wojenny i listy proskrypcyjne. A może tylko ubecja szykowała sobie miękkie lądowanie?

Rok 2018 także jest rokiem nadziei i obaw, przede wszystkim dlatego, że świat staje się inny, groźniejszy, zadyszany. I Polska też musi się zmienić. Jak i za jaką cenę? Nic już nie będzie takie jak było. Tylko nadziei jest mniej, a lęku o wiele więcej. Czy przyszłość należy do trwożnych realistów, czy znowu do nieposkromionej nadziei?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL