Felietony

Surdykowski: Przyszłość przeszłości

Fotorzepa/Piotr Guzik
Polityka historyczna nie jest współczesnym wynalazkiem. Dość wspomnieć przekonanie polskiej szlachty, że wywodzi się od Sarmatów, waleczniejszych i mądrzejszych niż słowiańscy autochtoni.

To zatem Sarmaci dali początek herbowym, a miejscowa ciemnota – kmieciom. Ale litewscy bojarowie nie pozostawali dłużni. Uskrzydlał ich mit o Palemonie, rzymskim rycerzu, który wylądował na bałtyckim brzegu i założył Nową Italię, z czasem przezwaną Lituania. Nawet taki historyk jak Długosz uważał litewski ze zepsutą łacinę. Kolejnych przykładów mitów, kultywowanych zarówno przez mocarstwa, jak i skromne państewka, przytaczać nie warto. Gdy polityka wkracza do historii, tę drugą natychmiast opuszcza prawda.

Tak jak u nas w ostatnich latach. Poczynając od Żołnierzy Wyklętych, bo tylko jedno ich oblicze dostrzega propaganda, a mieli twarzy wiele, nie tylko chwalebną, bohaterską i antykomunistyczną. A dzieje Solidarności? Niedługo dowiemy się, że zakładał ją Lech Kaczyński z Anną Walentynowicz, a agent Wałęsa tylko przeszkadzał. A cały PRL i III Rzeczpospolita z Okrągłym Stołem?

Manipulowanie historią dla doraźnych zysków politycznych nie tylko odwraca uwagę od tego, co ważniejsze – od przyszłości, ale bywa też gorzej. Kiedy ustawami próbuje się zacierać nieodwracalnie popełnione zło, rekonstrukcjami historycznymi wygrywać dawno przegrane bitwy, nowo napisanymi podręcznikami wybielać umarłych grzeszników, to z grobowców w ten sposób poruszonych nie wyłania się prawda, ale upiory. Czy trzeba przypominać „Rok 1984" Orwella z jego Ministerstwem Prawdy?

Nawet prościej: wystarczy lektura początkowej sceny znakomitej „Księgi śmiechu i zapomnienia" Milana Kundery. W lutym 1948 roku z balkonu w Pradze czeskiej przemawiają do tłumu przejmujący właśnie władzę komuniści: kandydat na stalinowskiego dyktatora Gottwald i liberalny Clementis, cztery lata później uznany za zdrajcę i powieszony. Troskliwy Clementis otula swoją futrzaną czapą gołą głowę starszego stopniem Gottwalda. Cztery lata później wyretuszowano go z fotografii, została tylko czapka na głowie dyktatora. Tacy retuszerzy wcześniej czy później sczezną przykryci „czapkami Clementisa".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL