Felietony

Jerzy Surdykowski: Rok dobrej nadziei

Jerzy Surdykowski
Fotorzepa, Piotr Guzik
Składamy sobie życzenia. Nowy rok oznacza nową nadzieję; tak jak nowy rząd, nowa praca, nowa miłość, nowe cokolwiek bądź.

To, co minęło, znamy aż nadto dotkliwie. Nowe jest kuszącą obietnicą, księgą otwartą dopiero na pierwszej stronie. Stąd nadzieja. Jak bez niej żyć? „Porankiem świata" – nazwał ją Seneka. Przecież gdyby nie ona, to z każdym brzaskiem witałyby nas wczorajsze upiory, a nie świeżość otwartej karty. Może nadzieja bywa matką głupich, ale nade wszystko jest natchnieniem żyjących.

U podstaw nadziei tkwi jednak świadomość cierpienia. Temu, kto pławi się w błogostanie, niepotrzebna jest nadzieja inna niż domniemanie, że raj nie zostanie utracony. Wieprz jest pewien, że rano znowu zastanie pełne koryto, a niczego innego nie potrzebuje. O istnieniu rzeźnika nie wie, choć ten już szlifuje swój topór. Nadzieja nie tylko odróżnia człowieka od zwierzęcia, ale jest świadomością rozdarcia między spodziewanym dobrem a czyhającym zagrożeniem. A może nawet rozdarcia między dobrem a złem, również we własnej duszy? Lęk i niepewność są rodzeństwem nadziei. Cóż z tego, że przyrodnim? Nadzieja świadoma swoich źródeł powinna być nie tylko przyświecającą nam gwiazdą, ale też stanem zrozumienia ludzkiej kondycji, pogodzenia się z małością, ograniczeniem i sąsiedztwem nieszczęścia. Tylko taka pozwala wyjść ponad strach i ból, stanąć powyżej.

Ale jakże to? Niech nikt nie zabrania mi marzyć, nawet przeciwko innym. Nadchodzący czas przyniesie zwycięstwo „nam" i naszej partii, a „ich" spotka haniebna klęska. Cóż z tego, że milion takich jak ja korporacyjnych ciurów nosi swoje buławy w plecakach, skoro tylko moja ma rozbłysnąć światłem chwały i zasługi. Dlatego już starożytni Grecy odnosili się do nadziei nieufnie, nie uważali jej za cnotę. Spinoza miał ją za zbędną emocję mącącą jasność umysłu. Bywa gorzej: nadzieja skierowana przeciw komukolwiek staje się ostrzem noża, a wtedy sama degraduje się do zemsty jako fałszywa gwiazda frustratów albo i terrorystów.

Mądry aforysta Stanisław Jerzy Lec napisał, że „wprawdzie nadzieja bywa matką głupich, ale może być też kochanką odważnych". Takiej nadziei Państwu dziś życzę. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL