Edukacja

Naukowcy pod lupą ustawy

Jarosław Gowin podkreśla przychylność kadr naukowych do zapisów lustracyjnych w ustawie 2.0
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Reforma nauki. Akademicka dezubekizacja dotknie co najmniej 136 osób. Wielu przekreśli karierę naukową.

Osoby zatrudnione na uczelniach wyższych, które w latach PRL pracowały bądź współpracowały z organami bezpieczeństwa państwa, nie będą mogły już pełnić żadnych funkcji publicznych, m.in. rektorów, dziekanów, kierowników katedr na uczelniach. Ponadto żaden naukowiec ze wstydliwą „przeszłością" w PRL nie uzyska tytułu profesora – zarówno uczelnianego, jak i belwederskiego. Obostrzenia te zakłada głośna ustawy reformująca naukę i szkolnictwo wyższe autorstwa Jarosława Gowina. Nowe przepisy mają szanse wejść w życie już po wakacjach.

Dezubekizacja Gowina ma w końcu rozliczyć lustrację szkolnictwa wyższego i odsunąć od władzy na uczelniach tych, którzy współpracowali np. z SB.

Czytaj także: Nie karać naukowców zbiorowo

Bez większego oporu

Szykowana dezubekizacja przeszła bez protestu, a minister Gowin w konsultacjach społecznych podkreślał przychylność kadr do tego zapisu.

Dlaczego środowisko akademickie milczy?

– Bo nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. To tak jak Platforma, która głosowała za ustawą IPN, nie wiedząc, co ona złego przyniesie – wskazuje proszący o anonimowość znany profesor prawa od lat pracujący na uczelni.

Od 2006 r. ustawie lustracyjnej (składania oświadczeń o współpracy z organami PRL) podlegają osoby pełniące funkcje publiczne w szkolnictwie wyższym – rektora, prorektora, kierownika lub zastępcy kierownika, dziekana albo prodziekana wydziału, a także stanowisko kanclerza oraz kwestora. Ustawą lustracyjną zostali objęci także członkowie Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Komisji Akredytacyjnej, Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, kadra kierownicza Polskiej Akademii Nauk i instytutów badawczych.

Jednak fakt ujawnienia współpracy bądź pracy w organach bezpieczeństwa nie zakazywał im pełnienia funkcji publicznych – mało tego, informacja taka w ogóle nie wychodziła na jaw (dane trafiały do IPN). Jedynie zatajenia współpracy i złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego w prawomocnym wyroku powodowało, że naukowiec tracił stanowisko. Z uczelni wylecieli tylko naukowcy, którzy popełnili „kłamstwo lustracyjne".

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie potrafi oszacować, ile osób będzie podlegało nowym restrykcjom. „Osoby zobowiązane są do złożenia dokumentu lustracyjnego właściwemu rektorowi lub kierownikowi jednostki zatrudniającej, który przekazuje te dokumenty bezpośrednio do Biura Lustracyjnego IPN, z pominięciem ministra nauki i szkolnictwa wyższego – odpowiada „Rzeczpospolitej" biuro prasowe resortu. Co ciekawe, Biuro Lustracyjne IPN nie informuje ministra nauki nawet o prowadzonych postępowaniach lustracyjnych i ich wynikach.

Ale jak wynika z danych Instytutu Pamięci Narodowej dla „Rzeczpospolitej", z 12 547 złożonych oświadczeń lustracyjnych pracowników publicznych uczelni wyższych, jakie znajdują się w IPN, zaledwie 136 osób przyznało się do służby, pracy lub współpracy z organami bezpieczeństwa państwa.

Przekreślona kariera

Dezubekizacja Gowina uniemożliwi też karierę tym, którzy chcieliby w przyszłości sięgnąć po stanowiska dziekana czy kierownika instytutu. Lustracji podlegają osoby urodzone przed 1 sierpnia 1972 r., a więc obecni 46-latkowie, który pod koniec lat 80. osiągali dorosłość, więc wbrew panującej opinii nie dotyczy tylko „emerytów".

– Dezubekizacją będzie przeprowadzana na uczelniach bez rozgłosu, w białych rękawiczkach. Ale po ilości dymisji dowiemy się o skali – ocenia znany pracownik naukowy, również proszący o zachowanie anonimowości.

Osoby kadry kierowniczej, które obejmie dezubekizacja, będą sprawować swe funkcje do końca kadencji.

Wbrew opiniom ministra Gowina dezubekizacja nie podoba się wielu naukowcom. – To jest idiotyzm, który ma się politycznie przypodobać i wyeliminować doświadczoną kadrę z uczelni, by ich miejsce mogli zająć młodzi, „nieobciążeni" niczym ludzie – wskazuje inny profesor akademicki.

Prof. Wiesław Banyś, były rektor Uniwersytetu Śląskiego, dodaje: – Czas rozliczeń dobiegł końca, proces lustracji na uczelniach został przeprowadzony, a ci, którzy ten fakt zataili, zostali z tego rozliczeni. Nie widzę potrzeby powracania do przeszłości i kolejnych rozliczeń spraw już zamkniętych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL