Dobra osobiste

Marszałek Karczewski ma szanse przed sądem w USA ws. przeciwko burmistrzowi Jersey City Stevenowi Fulop

Kai Schreiber [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Flickr
W środę 9 maja marszałek Senatu ogłosi decyzję, czy pozwie burmistrza Jersey City.

Stanisław Karczewski powiedział „Rzeczpospolitej", że konsultuje z najlepszymi prawnikami na świecie kwestie prawne pozwu o ochronę dóbr osobistych przeciwko burmistrzowi Jersey City Stevenowi Fulop.

Zdaniem adwokatów szanse ma duże, gdyż wbrew potocznej opinii, wolność krytyki polityków ma także w USA granice, a sankcje sądowe generalnie bywają tam ostrzejsze niż w Polsce.

Zła wiara

– Osoby publiczne, które domagają się od sądu ochrony przeciwko obraźliwym wypowiedziom, powinny udowodnić, że wypowiedź narusza ich dobra osobiste, a w USA nadto, że została dokonana w złej wierze (acutal malice). O złej wierze można mówić, gdy sprawca naruszenia wiedział, że podaje nieprawdę, albo było mu obojętne, czy jego słowa są prawdziwe, czy nie. Wykazanie przed sądem, że ktoś działał w złej wierze, jest w praktyce niezwykle trudne, dlatego też sfera wolności słowa dotycząca osób publicznych jest w USA szeroka, ale na pewno nie jest to wolność absolutna, gdyż osoby obrażające publiczne w złej wierze muszą liczyć się z odpowiedzialnością. Pozwany może się bronić, wskazując, że wypowiedź była tylko opinią.

– To, czy słowa burmistrza Jersey City uznać za opinię, czy stosując polską terminologię – odnoszą się do faktów, zależy od oceny konkretnego amerykańskiego sądu – mówi „Rz" adwokat Adam Pązik. – Ja mam mieszane uczucia: określenia „antysemita" czy „biały polski nacjonalista" są szalenie ocenne, ale stwierdzenie „znany polski antysemita" powinno opierać się na jakichś faktach – wcześniejszych wypowiedziach nacechowanych negatywnie względem Żydów. To by przemawiało za uznaniem tej wypowiedzi na stwierdzenie faktów – ocenia adwokat.

Ograniczenia wypowiedzi

Szeroką ochronę swobody wypowiedzi gwarantuje pierwsza poprawka konstytucji USA.

– Ale wypowiedź burmistrza Jersey City nie będzie jej podlegać, gdyż zawiera wypowiedzi ewidentnie nieprawdziwe, np. negowanie Holokaustu, które mają charakter zniesławiający – wskazuje adwokat Zbigniew Kruger. – Problem dla marszałka mógłby być jedynie w tym, że w przypadku polityka należy wykazać, że wypowiedź zniesławiająca była celowa, ukierunkowana na wyrządzenie szkody, a nie wynikała np. z pomyłki.

– Nikczemności wypowiedzi skierowanej do marszałka Karczewskiego nie da się zrozumieć i odczuć, kiedy nie ma się wiedzy, czym był Katyń i jakie ma on znaczenie w polskiej historii i polskich sercach. Tego niestety Amerykanie po prostu nie wiedzą i mogą nie zrozumieć naszych emocji – wskazuje adw. Dariusz Pluta. – Dlatego największe zagrożenia dla pozwu upatruję w przysłowiowym amerykańskim historycznym dyletanctwie. Uzmysłowienie amerykańskiej opinii publicznej i amerykańskiemu sądowi, czym był Katyń, byłoby głównym zadaniem, jakie postawiłbym pełnomocnikom marszałka Karczewskiego. W tym sensie proces miałby dodatkowy walor – edukacyjny.

Jak wysokie są sankcje w procesie amerykańskim, w szczególności punitive damages, czyli coś w rodzaju polskiego zadośćuczynienia, ale też nieznanego polskiemu prawu odszkodowania karnego, pokazała głośna sprawa córki premiera Cimoszewicza z redakcją „Wprost", w której sąd amerykański zasądził od tygodnika 5 mln USD za pomówienie jej o nadużycia finansowe w związku z zakupem za pośrednictwem ojca (osoby publicznej) akcji spółki paliwowej. Polski Sąd Najwyższy nie uznał w lwiej części tego orzeczenia, wskazując, że tak wysoka sankcja nie może być wykonana w Polsce, gdzie maksymalne zadośćuczynienia wynoszą ok. 100 tys. zł. Ale gdyby „Wprost" było w USA, pewnie musiałoby je w pełni zapłacić. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL