Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Budżet i Podatki

Nowa danina podbije inflację, ale nie stopy

Bloomberg
Wbrew zapewnieniom części polityków PiS opłata drogowa podwyższy ceny paliw. W ślad za nimi pójdą ceny większości dóbr i usług.

Zgodnie z projektem, który Sejm skierował w ubiegłym tygodniu do dalszych prac w komisjach, opłata drogowa ma wynosić 20 gr za litr paliw oraz gazu. Jej bezpośrednim następstwem będzie wzrost cen na stacjach paliw. W praktyce, po doliczeniu VAT, sięgnąłby on około 25 groszy za litr, czyli 6 proc. w stosunku do dzisiejszego poziomu. Udział paliw do prywatnych środków transportu w indeksie cen konsumpcyjnych (CPI), którego zmiany stanowią podstawową miarę inflacji w Polsce, wynosi obecnie 4,83 proc. (mniej więcej tyle na ten cel wydawało w ub.r. statystyczne gospodarstwo domowe). Na tej podstawie można oceniać, że opłata doda do inflacji 0,3 pkt proc.

– Analiza wpływu opłaty drogowej na inflację musi uwzględniać nie tylko efekty bezpośrednie, ale też pośrednie – zwraca uwagę Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole w Polsce. Chodzi przede wszystkim o wzrost kosztów transportu, a w efekcie praktycznie każdego rodzaju działalności gospodarczej. Zdaniem Borowskiego te koszty zwykle są w dużej mierze przerzucone na konsumentów w finalnych cenach usług i towarów.

Ekonomiści Credit Agricole szacują, że pośrednie efekty wprowadzenia opłaty drogowej przyczynią się do podwyższenia inflacji o dodatkowe 0,1 pkt proc. „W rezultacie łączny wpływ efektów bezpośrednich i pośrednich przyczyni się do zwiększenia tempa wzrostu cen ogółem o ok. 0,4 pkt proc." – napisali w analizie.

Szybszy wzrost cen będzie miał kilka konsekwencji. Po pierwsze, obniży (o 0,4 pkt proc.) realne tempo wzrostu dochodów gospodarstw domowych, czyli ich siły nabywczej, relatywnie do scenariusza bez nowej opłaty. Ekonomiści Credit Agricole oceniają jednak, że wzrost cen przyczyni się też do nasilenia presji płacowej, co złagodzi ujemny wpływ podatku na dynamikę wynagrodzeń. Przypominają też, że „zgodnie z teorią ekonomii gospodarstwa domowe dążą do wyrównania poziomu swojej konsumpcji w czasie". To oznacza, że wzrost konsumpcji zwolni w mniejszym stopniu, niż wzrost płac, bo gospodarstwa zaczną się w większym stopniu posiłkować oszczędnościami lub kredytem. Ostatecznie, według zespołu Borowskiego, tempo wzrostu konsumpcji będzie tylko o 0,1 pkt proc. niższe, niż byłoby, gdyby opłata drogowa nie weszła w życie. Przy tym większość ekonomistów oczekuje, że począwszy od II połowy br., dynamika wydatków konsumpcyjnych i tak spadnie. W I kwartale br. wyniosła ona 4,7 proc. rok do roku, najwięcej od 2008 r.

W czerwcu br. CPI zwiększył się o 1,5 proc. r./r., najmniej w tym roku. Zanim pojawił się pomysł opłaty drogowej, ekonomiści nie byli zgodni co do tego, jak inflacja będzie się kształtowała w kolejnych kwartałach. Część z nich oceniała, że do końca roku pozostanie ona stabilna, inni, że wróci w okolice 2 proc., a w 2018 r. znów wyhamuje. Tak czy inaczej, wydaje się, że opłata paliwowa nie przyczyni się do powrotu inflacji do celu NBP, czyli 2,5 proc. rok do roku. Nawet gdyby stało się inaczej, nie byłby to prawdopodobnie dla Rady Polityki Pieniężnej argument na rzecz podwyżki stóp procentowych. Wzrost cen spowodowany polityką fiskalną jest bowiem czynnikiem, na który RPP nie ma wpływu. Zdaniem ekonomistów główna stopa procentowa NBP, która od marca 2015 r. wynosi 1,5 proc., zostanie podwyższona najwcześniej w II połowie 2018 r., a być może dopiero w 2019 r. Do tego czasu realne stopy procentowe – np. oprocentowanie depozytów pomniejszone o inflację – będą ujemne.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL