Blogi

Barbara Oksińska: Potężne koszty rynku mocy

Archiwum
Choć nie znamy jeszcze oficjalnej wieloletniej strategii energetycznej dla kraju, to polski rząd podjął już decyzję. Kontrolowane przez Skarb Państwa koncerny energetyczne już budują lub planują budowę wielkich bloków węglowych.

To oznacza, że polska energetyka jeszcze przez wiele lat opierać się będzie przede wszystkim na czarnym paliwie. Problem w tym, że opłacalność budowy nowych siłowni węglowych jest co najmniej wątpliwa. Polska stoi więc przed dużym dylematem: z jednej strony musi zabezpieczyć dostawy energii elektrycznej na najbliższe dziesięciolecia, a bez nowych inwestycji to się nie uda, z drugiej strony projekty budowy wielkich bloków mogą się okazać nieopłacalne. Wprowadzenie rynku mocy może w jakimś stopniu pomóc rządowi ten dylemat rozwiązać. Jak to działa? W skrócie – producenci prądu dostaną pieniądze nie tylko za sprzedaną energię, ale za samą gotowość do jej dostarczenia. Dla firm energetycznych propozycja ta brzmi kusząco. Dla rządu też – nowe inwestycje zabezpieczą dostawy prądu i nie powtórzy się sytuacja z sierpnia 2015 r., kiedy ograniczono pobór energii dla przemysłu.

Pamiętać należy jednak o kilku kwestiach. Po pierwsze, koszty wprowadzenia takiego wsparcia są ogromne. Jak wynika z oceny skutków regulacji projektu ustawy o rynku mocy, w ciągu dziesięciu lat mechanizm wsparcia pochłonie blisko 26,9 mld zł. Zapłacimy za to wszyscy w rachunkach za prąd. Po drugie, rynek mocy nie da gwarancji, że koszty budowy nowych bloków węglowych – jak choćby tego planowanego w Ostrołęce – faktycznie się zwrócą. Zależy to bowiem od wielu czynników, w tym od kosztów emisji dwutlenku węgla w przyszłości czy skali rynku mocy. Po trzecie, sytuację może drastycznie zmienić wprowadzenie unijnych regulacji zawartych w tzw. pakiecie zimowym, który ma ograniczyć wsparcie poprzez rynek mocy nowych wysokoemisyjnych instalacji.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL