Biznes

Polsce grozi wysyp międzynarodowych arbitraży

123RF
Po amerykańskim Invenergy kolejne zagraniczne firmy szykują się do pozwania Skarbu Państwa. Zbiera się do tego kilkunastu graczy.

Na początku tygodnia amerykański koncern energetyczny, rozwijający u nas przez spółki córki farmy wiatrowe, powołując się na dwustronne umowy o wzajemnej ochronie i popieraniu inwestycji – tzw. BIT oraz Traktat Karty Energetycznej (TKE) – poinformował władze polskie o zamiarze wkroczenia na arbitrażową ścieżkę. Jego roszczenia wobec Skarbu Państwa opiewają na 700 mln dolarów. Wśród zarzutów pojawia się ten o „domniemanych niezgodnych z prawem i zorganizowanych działaniach, równoznacznych z wywłaszczeniem".

Resort się nie poczuwa

Już w lipcu Amerykanie pozwali Tauron – łącznie na 1,2 mld zł – za zerwane przed laty przez spółkę zależną umowy na odkup tzw. zielonych certyfikatów, stanowiących wsparcie dla odnawialnych źródeł. W sierpniu zażądali zaś 32 mln zł odszkodowania od Energi. Teraz chcą przenieść spór na grunt międzynarodowy pozywając państwo.

Ministerstwo Energii uważa zarzuty Invenergy za bezpodstawne. Tłumaczy, że to nie rząd polski jest stroną umów. – Spór dotyczy relacji handlowych między spółkami prawa handlowego. Bezpośrednia ingerencja w ich działalność operacyjną byłaby niezgodna z prawem – słyszymy w ME.

Pytani przez nas o zdanie prawnicy nie mają jednak wątpliwości, że roszczenia zostały właściwie zaadresowane. Po pierwsze dlatego, że Polska jest stroną umowy ze Stanami Zjednoczonymi o wzajemnej ochronie inwestorów, której raczej nie wypowie – podobnie jak TKE. Po drugie premier Beata Szydło wyznaczyła resort kierowany przez Krzysztofa Tchórzewskiego jako właściwy do rozwiązania problemów inwestorów.

– Ich sytuacja w Polsce jest analogiczna do tej, w jakiej znalazł się brytyjski fundusz Eiser Infrastructrure – twierdzi dr Karol Lasocki, partner w kancelarii K&L Gates. Eiser ze swoją spółką córką pozwał rząd hiszpański za krzywdzące zmiany prawa (powołano się na TKE). Wygrał 128 mln euro z odsetkami. Bo wykazał wysoki stopień naruszeń wzajemnych umów.

– U nas też było wiele cegiełek, które świadczą o naruszeniach zobowiązań jednego kraju wobec drugiego. To m.in. wprowadzenie dla farm wyższego niż dla innych elektrowni podatku od nieruchomości, regulacje prowadzące do spadku cen zielonych certyfikatów, a ostatnio poselska nowela ustawy o OZE przeszacowująca wartość umów długoterminowych zawieranych z inwestorami – wylicza Lasocki. Jego zdaniem skuteczność pozywania Skarbu na podstawie umów BIT pokazuje spór wygrany przed arbitrażem w Sztokholmie przez FM Bank.

Procedury w toku

Nieliczni prawnicy zdecydowali się wypowiedzieć pod nazwiskiem. To pokazuje, że albo już są zaangażowani w spory, albo się do tego szykują.

Jak mówi Lasocki, w ciągu kolejnego półrocza przeciwko polskim władzom posypią się pozwy do międzynarodowego arbitrażu od kolejnych zagranicznych inwestorów. – Jest przynajmniej kilkanaście podmiotów, zarówno wśród funduszy, jak i branżowych graczy, które już uruchomiły procedurę rozpoczęcia sporu z państwem polskim. Te przygotowania są dziś w różnym stadium zaawansowania. Wysyp arbitraży to tylko kwestia czasu, bo zazwyczaj pisanie tego rodzaju pozwu trwa ok. sześciu miesięcy, a nawet dłużej – zauważa Lasocki.

Jak tłumaczy inny prawnik, niektórzy wstrzymali procedury na etapie notyfikacji. Uwierzyli w obietnice złożone przez Tchórzewskiego. Podczas spotkania z inwestorami obiecał on naprawę dyskryminujących przepisów. – Do ministerstwa zaproszono wtedy przedstawicieli 12 inwestorów, co oznacza, że już wtedy tyle było notyfikacji sporów – wskazuje nam źródło zbliżone do jednego z inwestorów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL