Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

100 lat polskiej gospodarki

Gdyby nie komunizm, Polska mogłaby być zamożna jak Hiszpania

tv.rp.pl
Dodatni bilans ostatniego 100-lecia, to jest tak naprawdę głównie bilans ostatnich 25 lat. Oprócz okresów wzrostu mieliœmy okresy dramatycznych załamań. Dziœ wyobrażalne jest dogonienie Europy Zachodniej w perspektywie 20-30 lat, pierwszy raz w tysišcletniej historii Polski – mówi Witold M. Orłowski, ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w rozmowie z Pawłem Rożyńskim.

Bilans polskiej gospodarki z ostatnich 100 lat można uznać za pozytywny?

Oczywiœcie kraj jest nieporównanie bogatszy niż był 100 lat temu, Polacy żyjš na zupełnie innym poziomie. Poziom rozwoju to jednak miara względna: trzeba porównać go do tego, jak wyglšdało w tym czasie i jak wyglšda dziœ życie np. Niemców i Hiszpanów. Mimo, że ludzie czasem różne bzdury opowiadajš, nigdy w historii mieszkaniec Polski nie żył w takim dobrobycie, w jakim żyje obecnie. Ale cały czas porównuje się z Niemcem i stwierdza, że Niemiec ma lepiej. Niemiec zresztš też nigdy w historii nie żył w takim dobrobycie jak obecnie.

Na pytanie o bilans nie da się łatwo odpowiedzieć, bo mieliœmy tak dramatyczne wiraże historii gospodarczej Polski w ramach 100 lat, że robienie wspólnego bilansu dla II RP, PRL-u stalinowskiego, gierkowskiego, czy III RP to mieszanie różnych rzeczy. Na pewno stało się wiele dobrych rzeczy i wiele gorszych. Sš kraje, które przez te 100 lat rozwinęły się zdecydowanie szybciej od Polski. Niekoniecznie tylko dzięki czynnikom czysto gospodarczym, zazwyczaj ważniejsza była polityka.

Na pewno przez minione 100 lat nastšpił ogromny rozwój kraju. Ale nie możemy być z niego w 100 proc. zadowoleni. Oprócz okresów wzrostu mieliœmy okresy dramatycznych załamań.

To cišgły, żmudny marsz pod wiatr z cišgłymi upadkami i cofaniem się. Mieliœmy I wojnę œwiatowš, która wyniszczyła nasze ziemie, póŸniej mieliœmy żmudne scalanie, potem wielki kryzys, II wojnę œwiatowš i PRL. W samym PRL-u mieliœmy różne kryzysy i póŸniej recesję zwišzanš z transformacjš. Dopiero w ostatnich latach wiatr zaczšł nam wiać w plecy.

W cišgu tych 100 lat jest tylko jeden ponad ćwierćwiekowy okres nieprzerwanego rozwoju. Okres transformacji, od czasu zakończenia transformacyjnej recesji. To jedyny tak długi okres, kiedy rozwijaliœmy się bez wojen, załamań gospodarczych, wybuchów hiperinflacji, czy dramatycznych zmian politycznych.

Przed wybuchem I wojny œwiatowej PKB na głowę mieszkańca obecnego obszaru Polski wynosił ok 50 proc. Europy Zachodniej.

Tak. Ówczesne prowincje Niemiec miały 75-80 proc., rosyjskie około 30-35 proc., podobnie Galicja. Często dziœ gloryfikowana Galicja była jednym z najbardziej zapuszczonych, rozpaczliwie biednych obszarów Europy. Bieda była tam taka, jak w Rosji, eksportowała głównie emigrantów do Ameryki. Jak się te ziemie połšczyły po niszczycielskiej wojnie œwiatowej, to poczštkowo PKB spadł w stosunku do Europy Zachodniej do około 45 proc.

W cišgu kolejnych 100 lat zaliczyliœmy wiele upadków.

Katalog potknięć trzeba zaczšć od dwóch wojen. Każda kosztowała mniej więcej 20-25 proc. spadku PKB, ale to był spadek chwilowy. Kosztowało nas jednak ogromne straty majštku narodowego.

PKB na głowę mieszkańca to miara dochodu. Jednak poziom życia nie zależy tylko od dochodu, ale również od majštku. II wojna to była utrata przynajmniej 30 proc. majštku narodowego. Choć PKB po 5 latach był taki jak przed wojnš, lecz poziom życia znacznie niższy i dopiero w latach 60. udało się go odbudować.

Wkrótce po odrodzeniu niepodległej Polski mieliœmy też hiperinflację, której stłumienie w 1924 r. spowodowało silny spadek PKB. Zaraz potem mieliœmy wojnę celnš z Niemcami, która była ogromnym ciosem dla gospodarki. Mieliœmy też wielki kryzys na przełomie lat 20. i 30., a w rezultacie spadek PKB o 25 proc. Polska odczuła kryzys bardziej niż inni, częœciowo przez błędy polityki gospodarczej. Upierano się wtedy przy silnym złotym, gdy wszyscy wokół dewaluowali waluty.

Potem przyszła kolejna wojna, a po wojnie komunizm. Pod koniec epoki Gierka weszliœmy w ciężki kryzys wywołany bankructwem kraju, który znów kosztował 20 proc. spadku PKB.

Wielkim dokonaniem było scalenie po I wojnie œwiatowej trzech różnych organizmów, które były peryferyjne dla wszystkich państw.

Było to niesłychanym wysiłkiem i poszło nadspodziewanie dobrze. Oczywiœcie zapłaciliœmy też cenę za budowę państwa, a zwłaszcza wojnę z bolszewickš Rosjš, w postaci wybuchu hiperinflacji w 1923 r. Udało się jš zgasić, ale ogromnym kosztem.

Gospodarkę trzeba było dostosować do nowych warunków. W zaborze rosyjskim rozwijał się głównie przemysł lekki, nastawiony na eksport na tereny imperium, nie budowano za to kolei, bo tak zdecydowali rosyjscy generałowie. Do dzisiaj patrzšc na mapę kolejowš Polski łatwo zauważyć, dokšd sięga gęsta sieć niemiecka, a gdzie jest rzadka rosyjska.

W końcu lat 20. Niemcy chciały zdusić gospodarczo Polskę poprzez wojnę celnš, ale im się nie udało, a w 1929 r. wróciliœmy do poziomu 50 proc. PKB względem Zachodniej Europy. I wtedy przyszedł wielki kryzys, który Polska przeżyła ciężej niż inne kraje. W końcu lat 30. udało się podcišgnšć PKB znów do 50 proc. Zachodniej Europy. To wtedy zaczšł się program Kwiatkowskiego.

To był powrót do etatyzmu. Widać podobieństwo do polityki obecnego rzšdu, który zwiększył rolę państwa w gospodarce.

Wtedy były inne warunki, œwiat inaczej wyglšdał. Etatyzm był zresztš powszechnym kierunek zmian, a koncentrował się głównie na produkcji zbrojeniowej. To nie były czasy globalizacji i wolnego rynku, a Polska gospodarka nie mogła liczyć na napływ kapitału prywatnego. Etatyzm był poszukiwaniem wyjœcia z sytuacji prawie bez wyjœcia. Dramatycznie trzeba było powiększyć produkcję zbrojeniowš, a nie było innego sposobu jak zrobienie tego pieniędzmi publicznymi. W efekcie państwo się zadłużało. Nie był to długookresowy plan rozwoju, ale plan, który pozwolił polskš gospodarkę na krótko zdynamizować, a także nieco – choć oczywiœcie niewystarczajšco - poprawić zdolnoœci obronne kraju.

Mitologizujemy dwudziestolecie?

Tak. Polska dwudziestolecia była krajem bardzo słabym gospodarczo i politycznie. Wyjštki takie jak Gdynia, czy COP były przedmiotem dumy, ale tego było za mało.

Jednym z fundamentalnych błędów było nieprzeprowadzenie prawdziwej reformy rolnej. Zaważyła tutaj polityka, a zwłaszcza chęć ochrony polskiego ziemiaństwa na kresach wschodnich. Do końca lat 30. polska gospodarka była oparta na rolnictwie, a ono ledwie dyszało. Nie udało się go zdynamizować i wprowadzić na œcieżkę kapitalistycznego rozwoju. Przemysł był, ale słaby. Wielkie łódzkie fabryki wysyłały przed I wojnš œwiatowš tekstylia na całš Rosję, a œlšskie kopalnie węgiel do Niemiec. Raptem okazało się, że rynek zbytu niemal zniknšł i trzeba go było z trudem odbudowywać.

No a potem przyszła wrzeœniowa klęska spowodowana głównie tym, że zbyt słaba gospodarka nie była w stanie przyzwoicie uzbroić armii.

Na przełomie lat 40. i 50. polskie PKB jest porównywalne z Hiszpaniš.

Tak, i znowu sięga mniej więcej 50 proc. Europy Zachodniej, mimo ogromnych zniszczeń majštku narodowego. W pierwszych latach po wojnie, wykorzystujšc entuzjazm ludzi, udało się doprowadzić do odbudowy PKB. Niestety od póŸnych lat 40. Polsce został narzucony stalinowski model rozwoju.

I budowaliœmy Nowš Hutę pod Krakowem.

Była budowana z jednego powodu, takiego samego, dla którego był industrializowany Zwišzek Radziecki. Żeby wytwarzać czołgi i armaty, za pomocš których Stalin chciał wygrać III wojnę œwiatowš.

Jak oceniać gospodarkę w PRL-u? Często spotykamy się z twierdzeniami, że uprzemysłowiono wtedy Polskę, zbudowano wielkie zakłady i elektrownie, wytworzono wielki majštek. A potem wyprzedano za bezcen.

Tu również mówi się wiele bzdur. Mamy kilka okresów PRL-u liczšc od 1948 r., czyli całkowitej sowietyzacji reżimu polskiego.

Najpierw mieliœmy ciężki okres stalinowski. Wtedy zostały wybudowane fabryki, które nie musiały zdawać żadnego rynkowego testu, bo dysponowały technologiš radzieckš i miały budować czołgi. Nastšpiła zmiana zwišzana z przeniesieniem ogromnej liczby ludzi ze wsi do miast. Jak się jednak wydaje, w pierwszej połowie lat 50. poziom życia ludnoœci miejskiej spadał w stosunku do tego, co się udało uzyskać w końcu lat 40.

Po 1956 r. mieliœmy okres Gomułki, który zaczšł się od nieœmiałych prób reform. Potem jednak poszedł drogš podobnš co poprzednicy. Znowu forsowano rozwój przemysłu ciężkiego, kosztem nędznego poziomu życia Polaków. Oczywiœcie w latach 50. i 60. był wzrost PKB, ale skromny, ok 3 proc. rocznie. Wtedy Niemcy potrafiły rosnšć po 6-7 proc., a gwałtownie rozwijajšca się Hiszpania znacznie przegoniła Polskę.

Lata 70. budzš najwięcej sporów.

Przychodzi Edward Gierek. Chce wypełniać nasze satelickie zobowišzania wobec Zwišzku Radzieckiego, a jednoczeœnie próbuje ludziom dać coœ więcej. Jedyny pomysł, który przyszedł do głowy ekipie Gierka to było pożyczenie kapitału na Zachodzie. Żeby wybudować fabryki, które będš wytwarzać towary na rynek krajowy i na eksport, by spłacić długi. Pomysł nie miał szansy realizacji z jednego powodu. Komunizm, z jego absurdalnym systemem zarzšdzania, nie miał szansy wybudować konkurencyjnego przemysłu.

Przez pierwsze 3 lata wyglšdało to nieŸle. Za pożyczone pienišdze udawało się osišgnšć wyraŸny wzrost poziomu życia Polaków. Po pewnym czasie okazało się, że polskie fabryki nie sš w stanie konkurować na œwiecie i zarabiać na spłatę kredytów.

W powszechnym mniemaniu ten kryzys zaczšł się w 1980 r. od fali strajków. A przecież recesja była już w 1979 r.

Wybuch „Solidarnoœci" pozwolił władzy komunistycznej twierdzić, że załamanie gospodarki jest z powodu strajków, bo ludzie nie chcš pracować. Ale w rzeczywistoœci to był typowy kryzys zadłużeniowy. Gospodarka zadłużyła się, nie była w stanie spłacić długów, zbankrutowała.

Transformacja przyniosła na samym poczštku kolejny spadek rejestrowanego PKB, o 18 proc. (prawdopodobnie skala spadku była mniejsza, ale ówczesna statystyka nie potrafiła sobie radzić z pomiarem aktywnoœci małych prywatnych firm). W ogromnej mierze było to również spłacenie rachunku za komunizm, za gospodarkę, która nie była w stanie przystosować się do normalnego funkcjonowania na otwartym rynku. Dopiero od 1992 r. weszliœmy na œcieżkę normalnego wzrostu.

Gdzie bylibyœmy, gdyby nie komunizm?

W roku 1950 Polska była na poziomie rozwoju Hiszpanii. W Hiszpanii nie było wcale idealnego modelu rozwoju, rzšdzšcy Franco bał się otwarcia na œwiat, ale mimo to dzięki gospodarce rynkowej do 1990 r. dwukrotnie odskoczyła poziomem rozwoju od Polski.

Gdyby nie komunizm, to z dużym prawdopodobieństwem, Polska mogłaby być dzisiaj tam, gdzie jest Hiszpania. To jest kraj nadal biedniejszy niż Niemcy i zmagajšcy się z wieloma problemami, ale z pewnoœciš bardzo zamożny.

Dobrze wykorzystaliœmy ostatnie ćwierć wieku?

Kiedy w roku 1990 zaczęliœmy odbudowywać w Polsce gospodarkę rynkowš, poziom PKB na głowę mieszkańca wynosił ok. 30 proc. Europy Zachodniej. Barierę 50 proc. osišgnęliœmy w 2008 r., dzisiaj zbliżamy się do poziomu 70 proc.. Wyglšda na to, że udało się wreszcie na dobre przełamać magicznš barierę 50 proc., z od której odbijaliœmy się przez całe stulecie. Po raz pierwszy w historii aż tak zbliżyliœmy się do Europy Zachodniej. Dziœ wyobrażalne – choć oczywiœcie nie zagwarantowane - jest dogonienie jej w perspektywie 20-30 lat, pierwszy raz w tysišcletniej historii Polski. Dodatki bilans ostatniego 100-lecia, to jest tak naprawdę głównie bilans ostatnich 25 lat.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL