Europa sama nie opóźni zmian klimatu

Mglista koordynacja europejskiego stanowiska w sprawie finansowania klimatycznego nie przekona biednych krajów, że Europa poważnie myśli o porozumieniu klimatycznym – piszą eksperci brukselskiego think tanku Bruegel.

Publikacja: 12.10.2015 21:00

Guntram Wolff

Guntram Wolff

Foto: materiały prasowe

Europa wydaje pokaźne sumy pieniędzy na budowanie farm wiatrakowych i lepszą izolację budynków. Równolegle obciąża przemysł mnóstwem przepisów i opłat związanych z emisjami, a wszystko to ma na celu walkę ze zmianą klimatyczną, która przez obywateli UE jest uznawana za poważny problem. Równocześnie Europa odpowiada za mniej niż 10 procent światowych emisji CO2 i jej kosztowne wysiłki nie tylko nie opóźnią zmiany klimatu, a wręcz przeciwnie mogą nawet dać innym kontynentom przewagę konkurencyjną, pozwalając im na kupowanie paliw kopalnych po niższych cenach i produkcję przy dużej intensywności zużycia węgla przeznaczoną na eksport do Europy. Bez ambitnego i przymusowego porozumienia obejmującego wszystkich głównych emitentów wysiłki Europy nie tylko będą kosztowne, ale też po prostu jałowe.

Wsparcie najlepszym bodźcem

Kwestia globalnej koordynacji stanie na paryskiej konferencji klimatycznej, która odbędzie się pod koniec 2015 roku.

Kluczowym elementem negocjacji jest podział kosztów dekarbonizacji. Kraje rozwijające się argumentują, że muszą truć, żeby się rozwijać. Mówią, że kraje rozwinięte są odpowiedzialne za większość efektu cieplarnianego i że ich gospodarcza siła daje im możliwość dokonania większych wysiłków niż te, które mogą wprowadzić kraje rozwijające się. Apelują więc do nas nie tylko o większy wysiłek dekarbonizacyjny, ale też o wsparcie finansowe, żeby one mogły dostosować się do zmiany klimatycznej. W czasie poprzednich szczytów klimatycznych osiągnięto porozumienie związane z pomocą przy zmniejszaniu emisji gazów o wartości 100 mld dol.

Środki finansowe są najlepszym instrumentem, którego UE może użyć, żeby doprowadzić do globalnego porozumienia.

Deklarowanie szybszych redukcji własnych emisji będzie miało ograniczony wpływ na koszty innych państw. Jest to więc słaby instrument nacisku. UE powinna się więc skupić na transferze technologii i pomocy finansowej. I w przeciwieństwie do dzielenia się redukcją emisji takie podejście ma wynik dodatni: kraje rozwinięte zapłacą za to mniej, niż zyskają kraje rozwinięte.

Już teraz Europa dostarcza ponad połowę światowego finansowania klimatycznego. Powinna użyć tego argumentu, razem z dalszą pomocą finansową, żeby uzyskać od innych ambitne zobowiązania łagodzenia zmiany klimatycznej. Wspólne i zdecydowane działanie pozwoliłoby także Europie na ukształtowanie światowej architektury finansów klimatycznych. Chodzi nie tylko o dobre zarządzanie powierzonymi sumami. Ważniejsze jest, że jak twierdzi Międzynarodowa Agencja Energetyczna, globalny wysiłek powstrzymania wzrostu temperatury poniżej 2 st. C będzie wymagał inwestycji rzędu 53 bln dol. Zagwarantowanie części tych inwestycji dla europejskich eksporterów technologii niskowęglowych, w których UE wciąż ma przewagę konkurencyjną, powinno być celem wspólnego stanowiska europejskiego.

Takie stanowisko ujawni prawdziwą wagę dążeń Unii. Jest różnica między kilkoma miliardami euro deklarowanymi przez pojedyncze państwa a 30 mld euro wyłożonymi na stół przez całą Unię. Zapewnienie wiarygodności jest kluczowe dla międzynarodowego porozumienia na lata, bez istniejących silnych mechanizmów jego egzekwowania. Dlatego UE musi jasno powiedzieć, jak zamierza spełnić swoje cele przed i po 2020 roku. Wiarygodność będzie ważniejsza niż ambitne, ale mgliste liczby. Kluczowy jest element rzeczywistego transferu, bo inwestycje prywatne będą wymagały wsparcia publicznego.

Podatek węglowy

Logiczne byłoby użycie części pieniędzy zebranych dzięki mechanizmom łagodzenia skutków zmiany klimatycznej i przeznaczenie ich na walkę z tą zmianą. Można by wykorzystać pieniądze uzyskane ze sprzedaży pozwoleń na emisję CO2.

Dochody ze zharmonizowanego podatki węglowego w transporcie i ogrzewaniu nie tylko zapewniłyby przewidywalne środki finansowe, ale też uczyniłyby własne wysiłki UE redukcji emisji bardziej skutecznymi i wiarygodnymi.

Przekierowanie części pieniędzy z paneli słonecznych i turbin wiatrowych w UE, gdzie popyt na elektryczność spada, do głodnych energii krajów rozwijających się byłoby skutecznym sposobem zwiększenia wartości tych wydatków.

Mglista koordynacja europejskiego stanowiska w sprawie finansowania klimatycznego nie przekona biednych krajów, że Europa poważnie myśli o porozumieniu klimatycznym. Wspólne stanowisko poparte przez wiarygodne publiczne i prywatne środki uczynią porozumienie bardziej prawdopodobnym, uzasadnią kosztowne własne wysiłki łagodzenia zmiany klimatycznej oraz dadzą korzyści europejskiemu przemysłowi. —tłum. a.sł.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Guntram Wolff jest dyrektorem brukselskiego think tanku Bruegel od czerwca 2013 r.

Georg Zachmann jest analitykiem Bruegla zajmującym się tematyką zmian klimatycznych

Europa wydaje pokaźne sumy pieniędzy na budowanie farm wiatrakowych i lepszą izolację budynków. Równolegle obciąża przemysł mnóstwem przepisów i opłat związanych z emisjami, a wszystko to ma na celu walkę ze zmianą klimatyczną, która przez obywateli UE jest uznawana za poważny problem. Równocześnie Europa odpowiada za mniej niż 10 procent światowych emisji CO2 i jej kosztowne wysiłki nie tylko nie opóźnią zmiany klimatu, a wręcz przeciwnie mogą nawet dać innym kontynentom przewagę konkurencyjną, pozwalając im na kupowanie paliw kopalnych po niższych cenach i produkcję przy dużej intensywności zużycia węgla przeznaczoną na eksport do Europy. Bez ambitnego i przymusowego porozumienia obejmującego wszystkich głównych emitentów wysiłki Europy nie tylko będą kosztowne, ale też po prostu jałowe.

Pozostało 81% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację