Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Śmierć Stanisława Pyjasa dała impuls do powstania Studenckich Komitetów Solidarności

Na dwa tygodnie przed powstaniem SKS współpracownik KOR Paweł Bškowski zorganizował spotkanie krakowskiej i warszawskiej opozycji (z Warszawy przyjechali wtedy: Antoni Macierewicz, Wojciech Ostrowski, Andrzej Celiński i Stefan Kawalec). Po 40 latach spotkali się ponownie uczestnicy tamtej narady oraz działacze SKS (od lewej): Adam Jastrzębski, Zbigniew Skóra, Bogusław Sonik (z psem), Danuta Sotwin (obecnie Skóra), Ziemowit Pochitonow, Małgorzata Gštkiewicz (obecnie Kotarba), Liliana Batko (obecnie Sonik), Andrzej Bryk, Paweł Bškowski, Stefan Kawalec, Tomasz Schoen, Józef Œreniowski, Krystyna Czerni, Teresa Honowska (obecnie Kapela), Beata Ruszar, Piotr Kapela, Józef M. Ruszar i Ewa Zajšc
Materiały autora tekstu
Wzburzenie œmierciš Staszka Pyjasa ujawniło powszechne pragnienie uczestnictwa, oporu, sprzeciwu. Tysišce studentów na ulicach demonstrowało niechęć do władzy. W tej atmosferze 40 lat temu powstał Studencki Komitet Solidarnoœci.

Pierwsza niekomunistyczna organizacja studencka pojawiła się w PRL w 1977 r. w Krakowie, a następnie rozpleniła po większych oœrodkach akademickich. Studenckie komitety Solidarnoœci powstały w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Szczecinie i we Wrocławiu. Œciœlej mówišc, nie tyle była to organizacja, ile doœć szeroki ruch akademicki, ale zinstytucjonalizowany w postaci powoływania w każdym z tych miast rzeczników SKS. Mimo represji komitety przetrwały do wielkiego strajku z 1980 r. i wraz z rozpoczęciem roku akademickiego rozwišzały się, by zrobić miejsce następcy: powstajšcemu – już legalnie – Niezależnemu Zrzeszeniu Studentów (powołanie takiej organizacji było postulatem, jaki pojawił się podczas „czarnych juwenalii"). Starsi działacze zakładali na swoim terenie NSZZ Solidarnoœć.

Œmierć i podejrzenia

7 maja 1977 r. rano œmieciarze znaleŸli w sieni kamienicy przy ul. Szewskiej 7 w Krakowie ciało studenta pištego roku polonistyki, Staszka Pyjasa. Już około 11 w „Żaczku" milicja przeprowadziła rewizję w akademickim pokoju i zaczęła przesłuchiwać studentów. Wstępna wersja – która stanie się tezš oficjalnš, szybko powielanš przez komunistyczne gazety – była prosta: pijany student spadł ze schodów i się zabił. Ale przyjaciele z akademika i duszpasterstwa dominikanów „Beczka" znali okolicznoœci, które rzucały podejrzenie na Służbę Bezpieczeństwa.

Po pierwsze, Staszek był krakowskim współpracownikiem Komitetu Obrony Robotników (KOR) i był inwigilowany przez SB. Po drugie, kilka dni wczeœniej pojawiły się anonimy nawołujšce do fizycznej z nim rozprawy, a także sugestie, że jest esbeckim kapusiem (w co adresaci nie uwierzyli i rzecz została zgłoszona do prokuratury), a po trzecie, dzień wczeœniej pojawił się po południu u Bogusława Sonika, studenta prawa, który był inicjatorem złożenia skargi do prokuratora o „groŸbę karalnš" i po tym kontakcie słuch o nim zaginšł. Nikt go nie widział. Oczywiœcie, mógł pójœć się napić – w PRL-u piło się doœć często i dużo – ale z kim? Zbliżały się jego imieniny. Miał zbyt wielu przyjaciół, aby musiał pić do lustra! Student mieszkajšcy w ludnym akademiku, majšcy na mieœcie wielu kolegów i serdecznych przyjaciół, nie musiał szukać przygodnego towarzystwa. Psychologiczne prawdopodobieństwo takiego zdarzenia nie istniało.

Ale był jeszcze inny argument. Najbliższy przyjaciel, Bronisław Wildstein, poszedł do kostnicy, dał w łapę komu trzeba i obejrzał ciało. Œlady wskazywały na ciężkie pobicie. Zresztš, pobieżna obserwacja sieni, w której znaleziono ciało, sugerowała, że jeœliby miał spadać ze schodów, to chyba „lotem koszšcym". Powszechna opinia była jednoznaczna: jeœli to był wypadek, to „przy pracy". Widać tajniacy przesadzili w straszeniu opozycjonisty i podrzucili ciało w bramie. Takš też opinię przekazano do Jacka Kuronia, a KOR wydal oœwiadczenie o podejrzanej œmierci swego współpracownika.

Następne dni były goršczkowe i chaotyczne, pełne różnych inicjatyw, ale szły w jednym kierunku: nie pozwolić na wyciszenie sprawy. W „Żaczku", w „Beczce", w duszpasterstwie akademickim œw. Anny i w domach krakowskich współpracowników KOR trwały nieustajšce narady, co robić i co jest możliwe. Staszek zginšł na tydzień przed juwenaliami. A była to wówczas niezwykle ważna impreza, pełna szalonej witalnoœci. Dziœ, kiedy w każdy weekend młody człowiek atakowany jest przez wiele atrakcyjnych propozycji, trudno sobie wyobrazić znaczenie gigantycznej zabawy, która na trzy dni zamieniała Kraków w ogromny spontaniczny teatr przebierańców, ad hoc organizowanych grup muzyczno-wokalnych i trup teatru ulicznego. Poza spontanicznymi objawami radoœci studencki karnawał wspomagany był przez kluby i imprezy zorganizowane przez Socjalistyczne Zrzeszenie Studentów Polskich (SZSP), a także władze miasta oraz uczelni. Na szarym tle PRL-owskiej rzeczywistoœci był to oœlepiajšcy widok malowany oszalałym pędzlem póŸnego van Gogha.

Wszyscy przyjaciele Staszka, a także dalsi koledzy nie mieli wštpliwoœci, że œmierć w niejasnych okolicznoœciach, a raczej prawdopodobne morderstwo, to nie jest czas na zabawę. Dowodów nie było i być nie mogło, ale poszlaki były zbyt ewidentne, aby milczeć. Ale czy można zatrzymać potężnš machinę juwenaliów? Zdania były podzielone i debaty trwały niemal do końca. Poza tym organizatorzy ewentualnego bojkotu narażali się na zarzut wykorzystywania œmierci przyjaciela do „politycznej rozróby" – takš sugestię suflowali niektórzy studenci, a potencjalny zarzut był traktowany poważnie i z niepokojem.

Dopiero póŸniej, kiedy był to jeden z głównych wštków prasowego ataku, można było się zorientować, że sugestia niekoniecznie wynikała z etycznej wrażliwoœci. O dziwo, najmniej widoczny był strach przed podejmowaniem jakiejkolwiek akcji, a przecież publiczne wystšpienie przeciwko aparatowi władzy było właœciwie autodonosem. To rodzice i dziadkowie organizatorów, którzy mieli w koœciach stalinowskie represje, byli przerażeni. W jawnym wystšpieniu młodzi widzieli raczej rachitycznš obronę przed represjami niż zagrożenie.

Zresztš, władze dodatkowo drażniły. Trzy ówczesne gazety odmówiły zamieszczenia nekrologu, a w zamian opublikowały lakonicznš notkę na temat studenta, który pijany spadł ze schodów, i podały iŸ miał sporš zawartoœć alkoholu we krwi. SB natrętnie fotografowała uczestników pogrzebu i kręciła film na cmentarzu w rodzinnych Gilowicach. W nocy usuwano kwiaty i znicze pozostawione w sieni kamienicy na Szewskiej, gdzie spontanicznie organizowano modlitwy, do których przyłšczali się odwiedzajšcy ludzie. Całe miasto żyło tš sprawš, a za poœrednictwem Wolnej Europy wieœć o œmierci Staszka poszła na całš Polskę.

Bojkot zamiast zabawy

Tymczasem różne grupy studentów przygotowywały się do akcji informacyjnej i bojkotu. Działacze „Beczki" wykupili wszystkie czarne opaski żałobne (w tamtych czasach nosiło się je na rękawie na znak żałoby). A kiedy zabrakło ich w pasmanteriach – produkowała je mama Danuty Sotwin (obecnie Danuta Skóra), która także uszyła kilkadziesišt czarnych flag. Jako czarne „szturmówki" niesiono je podczas pochodów i demonstracji, a także udekorowano nimi ul. Szewskš. W pierwszym i drugim dniu juwenaliów także kilka innych ulic przylegajšcych do Rynku zostało udekorowanych na czarno metodš „małego sabotażu", o którym czytano w „Kamieniach na szaniec" i innych ksišżkach o okupacji. Akcję przeprowadzili „Beczkowicze" i uczniowie Technikum Kolejowego – członkowie grupy samokształceniowej prowadzonej przez autora tego tekstu w dominikańskim duszpasterstwie szkół œrednich „Przystań". Liderami tej młodzieży byli Marek Kowal, Kazimierz Dšbrowa i Hanna Kozińska. W czasie akcji zdarzały się wzruszajšce oznaki sympatii ze strony lokatorów kamienic, którzy pomagali zawiesić symbole żałoby w trudno dostępnych miejscach.

W Krakowie nie było jeszcze podziemnej poligrafii, więc tylko na maszynie do pisania, przez kilka warstw kalki, przepisywano krótkš informację o œmierci Pyjasa i apel o podjęcie żałoby zamiast zabawy. Z Warszawy tzw. młody KOR, czyli starsi o kilka lat koledzy, majšcy za sobš Marzec '68, przyjechał ze wsparciem i drukami: tysišcem klepsydr i wielokrotnie większš liczbš ulotek.

Akcja przebiegała pomyœlnie. W pištek po południu studenci z „Żaczka" i „Beczki" podchodzili do pierwszych grup przebierańców z informacjš o œmierci Staszka i apelowali o udział w żałobie. Chętni otrzymywali czarne opaski i ulotkę. Na ogół szybko wracali do domów, porzucali juwenaliowe stroje i wracali na Rynek. Wieczorem było oczywiste, że więcej jest żałobników niż rozbrykanej młodzieży. Sobota przypieczętowała zwycięstwo. Tylko w niektórych klubach bawiono się wytrwale.

Kilku studentów (Wiesława Beka, Andrzeja Musielaka i Krzysztofa Dawidowicza), a także trzech KOR-owców (Antoni Macierewicz, Wojciech Ostrowski i Wojciech Malicki) zatrzymała Gwardia Juwenaliowa i oddała w ręce milicji. Za to pojawiali się nowi chętni do pracy: Zbigniew Skóra z AGH, Anna Krajewska i Zdobek Milewski z grupš harcerzy, Ziemowit Pochitonow z Wyższej Szkoły Rolniczej – za kilka miesięcy to oni zostanš rzecznikami SKS, kiedy starsi koledzy skończš studia.

Zabrakło ulotek i klepsydr. Wtedy studentki malarstwa z ASP Joanna Barczyk i Dorota Martini zmobilizowały kolegów, którzy na dużych planszach z kartonu ręcznie sporzšdzili klepsydry. Powieszone na œcianie kamienicy na Szewskiej i w kilku miejscach w Rynku były pilnowane przez grupy studentów, aby nikt ich nie zrywał. Powstały w ten sposób punkty informacyjne, bo od czasu do czasu ktoœ z pilnujšcych odczytywał „Oœwiadczenie KOR". Dochodziło do awantur i przepychanek z Gwardiš (Ela Majewska po prostu pogryzła tych, którzy chcieli jš zatrzymać), grupy ludzi przepłaszały SZSP-owców. Pod klepsydrami-plakatami natychmiast pojawiły się kwiaty i znicze. Z Krakowa poszedł do centrali SZSP w Warszawie teleks: „Przy Rynku utworzono kilka ołtarzyków, bronišc ich piersiami, nie można było ich zdjšć, bo podnosili protest; w miejscu, gdzie zginšł student, utworzono coœ w rodzaju kapliczki".

Czarne juwenalia

Niedziela 15 maja była dniem demonstracji. Poranna msza akademicka u ojców dominikanów zakończyła się pochodem czarnych flag na ul. Szewskš. Przeor dyskretnie wycofał o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego, jako najbardziej zaangażowanego w opozycję duszpasterza, i tradycyjnš „dziewištkę" odprawiali tylko o. Tomasz Pawłowski z o. Joachimem Badenim, który wygłosił przejmujšce kazanie o studencie, który „w tej chwili milczy. Ale głoœno woła. Bardzo głoœno i wzywa do męstwa, odwagi i wewnętrznej wolnoœci". Na Rynku zbierali się ludzie – nie tylko studenci. Odwiedzali sanktuarium na Szewskiej, wysłuchiwali przemówień na Rynku. Istniała groŸba prowokacji albo po prostu starcia żałobników z tradycyjnym pochodem, który wieczorem szedł z hali Wisły pod ratusz, aby wręczyć klucze do miasta nowo wybranej najmilszej studentce Krakowa. Delegacja studentów prosiła magistrat o odwołanie tej imprezy, ale nie znalazła zrozumienia. Wtedy Paweł Bškowski (działacz KOR z Warszawy), który pamiętał Marzec '68, a poza tym czytał rozprawy o sposobach rozbijania demonstracji przez wojsko, zaproponował, aby wyprowadzić ludzi z Rynku pod Wawel i spokojnie zakończyć całš akcję. Poza tym trzeba było poinformować o powstaniu Studenckiego Komitetu Solidarnoœci.

Dzień wczeœniej w mieszkaniu Liliany Batko (obecnie Sonik) przy ul. Grodzkiej 27, gdzie odbywała się permanentna narada, postanowiono bowiem powołać Studencki Komitet Solidarnoœci. Powodów było kilka. Po pierwsze, organizatorzy bojkotu chcieli ujawnić swoje nazwiska, aby nie być anonimowymi osobami aresztowanymi przez SB. Ludzie nie znali tych nazwisk, ale przecież władza wiedziała, kto jest odpowiedzialny za największe demonstracje od czasów marcowych protestów. Wprawdzie autor tego tekstu i Bogusław Sonik byli wczeœniej u kardynała Wojtyły i mieli zapewnienie, że Koœciół będzie bronił organizatorów bojkotu, ale strach nie był objawem przeczulenia. Także doœwiadczenia rosyjskich dysydentów, a w Polsce KOR oraz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela wskazywały, że jawnoœć działań i nazwisk stawia aparat represji w trudniejszej sytuacji.

Poza tym dynamika rozwoju sytuacji pokazywała, że rodzi się nowy ruch, bo wzburzenie œmierciš kolegi ujawniło powszechne pragnienie uczestnictwa, oporu, sprzeciwu. Tysišce studentów na ulicach demonstrowało niechęć do władzy, a w szczególnoœci do SZSP, które tę władzę reprezentowało i wspólnie z tajnš policjš represjonowało kolegów.

Niedziela minęła spokojnie. Wieczorem ruszył pochód z ulicy Szewskiej, pełnej zgromadzonych ludzi. Ale wyjœcie na Rynek było zablokowane przez kilkuset tajniaków. Przepuœcili oni czoło pochodu z transparentami i œwiecami, a następnie zablokowali wyjœcie. Pochód szedł dalej ulicš Grodzkš na Wawel, a liderzy niczego nie zauważyli, bo przyłšczyło się kilka tysięcy ludzi czekajšcych na Rynku. Niżej podpisany odczytał „Oœwiadczenie KOR", „Oœwiadczenie o powstaniu Studenckiego Komitetu Solidarnoœci" i zaprosił do zapisywania się do nowej organizacji. Po odœpiewaniu hymnu narodowego demonstranci spokojnie się rozeszli.

Tymczasem zgromadzeni na Szewskiej nie mogli się przebić przez kordon. Zresztš, nie chcieli awantury. W końcu energiczne studentki (Liliana Batko, Małgorzata Gštkiewicz, Elżbieta Krawczyk i Iwona Galińska) wezwały do zwykłego „w tył zwrot". Ludzie posłuchali i drugi pochód ruszył Plantami pod Wawel. Strach był niemały, bo wyłšczono latarnie i w ciemnoœci, trzymajšc się za ręce, ludzie powoli zbliżali się do murów. Z zaroœli słychać było szelest butów tajniaków, którzy eskortowali demonstrantów, ale wbrew obawom nikt ich nie zaatakował. Pochód zakończył się spokojnie. Liliana Batko odczytała „Oœwiadczenie SKS", odœpiewano „Boże, coœ Polskę" i kolejnych kilka tysięcy ludzi bezkonfliktowo rozeszło się do domów.

Następnego dnia, w poniedziałek, w koœciele œw. Teresy w Łodzi odbyła się msza œw. w intencji Staszka Pyjasa, po której odczytano krakowskš deklarację, a studenci – miejscowi współpracownicy Komitetu Obrony Robotników – zbierali podpisy poparcia dla idei powołania SKS w Łodzi. W tej akcji nie wzišł już udziału reprezentant łódzkiego KOR Józef Œreniowski, ponieważ zaczęły się aresztowania. W Warszawie zamknięto w więzieniu tzw. młody KOR. W atmosferze terroru i aresztowań nie powstał w Warszawie SKS, choć skład był gotowy i planowano ogłosić jego powstanie 19 maja, po mszy w akademickim koœciele œw. Anny, która odbyła się w intencji zabitego studenta. Dopiero kilka dni póŸniej rzecznicy krakowskiego SKS dowiedzieli się, że na juwenalia nie dotarła też duża grupa studentów z Lublina na czele z Marianem Piłkš. Zostali zatrzymani na którejœ stacji po drodze.

Ruch jest wszystkim

Po juwenaliach w Krakowie wrzało nadal. Wprawdzie prasa urzšdziła nagonkę na obałamuconych studentów podżeganych przez korowskich prowokatorów, ale SKS szybko się rozrastał. Ostatnie miesišce roku akademickiego upłynęły na wielkiej akcji informacyjnej. Rzecznicy SKS w towarzystwie młodszych koleżanek i kolegów odwiedzali ważniejsze wykłady i po wyjœciu profesora informowali o kłamstwach prasy, przedstawiali przebieg wypadków i agitowali za powstaniem nowej organizacji. Odzew był spory.

Jednoczeœnie przyjaciele Pyjasa brali udział w œledztwie jako œwiadkowie, zdajšc sobie sprawę z pozorowania rzetelnoœci przez prokuratora Henryka Sołgę, jego uzależnienia od SB i niewiarygodnoœci ekspertów medycyny sšdowej, w szczególnoœci osławionego prof. Zdzisława Marka (po latach przyznał, że nawet nie widział ciała i tylko podpisał ekspertyzę). Prokurator wydał polecenie sprawdzenia pisma 40 tys. studentów w celu znalezienia autora anonimów (nazywajšcych Pyjasa kapusiem SB), choć przecież zdawał sobie sprawę, że pisane były przez służby.

Pojawił się też œwiadek – Stanisław Pietraszko mieszkajšcy w „Żaczku", kolega Pyjasa jeszcze z liceum w Żywcu. Zeznał, że widział kolegę wychodzšcego wraz z nieznajomym o godzinie 17.40. Pietraszko mógł podać dokładny czas spotkania, ponieważ właœnie kupował coœ w kiosku, spieszšc się na oglšdanie meczu w telewizji. Z podanego rysopisu eksperci sporzšdzili tzw. portret pamięciowy nieznanego mężczyzny. 2 sierpnia Pietraszko został znaleziony w Zalewie Solińskim w Bieszczadach, dokšd nagle udał się z nieznajomymi, przerywajšc sobie pisanie pracy magisterskiej. Topielec był w czepku i kšpielówkach. Rzecz w tym, że nie umiał pływać i cierpiał na wodowstręt. Œledztwo wykazało, że przypadkowe utonięcie nastšpiło bez ingerencji osób postronnych. Akta się nie zachowały, podobnie jak ekspertyzy.

Latem starsi stażem rzecznicy SKS zorganizowali obozy szkoleniowe w górach dla aktywnych studentów z młodszych roczników. Tak przygotowywano póŸniejszych aktywistów: Ewę Kulik, Beatę Pawlak, Wojciecha Sikorę, Grzegorza Małkiewicza czy Tadeusza Kensego. Zawzięcie też dyskutowano, czy organizować struktury, czy też pozostać przy formule luŸnego ruchu społecznego. Przeważyła druga opcja, zwłaszcza że wielu działaczy ukończyło studia. Tak powstała luŸna federacja rozmaitych inicjatyw – od studenckich pism „Indeks" i „Sygnał" (Zbigniew Skóra, Andrzej Mietkowski, Jan Polkowski), przez bibliotekę niezależnych publikacji (Ewa Kulik, potem Anna Smolarczyk), opozycyjny klub dyskusyjny w mieszkaniu Bogusława Sonika, po zorganizowanie niezależnych wykładów akademickich w klasztorze Sióstr Norbertanek (autor tego tekstu, Wojciech Oracz, Tadeusz Konopka, Teresa Honowska). Powstały też krakowskie ekspozytury redakcji „Robotnika" i Niezależnego Pisma Młodych Katolików „Spotkania". Opis wspólnych działań całego œrodowiska, jak walka ze zbiorem zastrzeżonym w Bibliotece Jagiellońskiej, obrona wyrzuconych z uczelni kolegów (Ziemowita Pochitonowa, Wojciecha Oracza), bojkot wyborów do Sejmu czy inne akcje – to już historia następnych czterech bardzo trudnych lat, poszerzona pojawieniem się inicjatyw zwišzanych z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Konfederacji Polski Niepodległej. Służba Bezpieczeństwa miała swoich informatorów (Lesław Maleszka i Henryk Karkosza należeli do najważniejszych), ale zrodzony z protestu ruch społeczny był nie do zatrzymania.

Przełom nastšpił w sierpniu 1980 r. Bronisław Wildstein, Anna Krajewska i niżej podpisany wspomagali strajk w Stoczni Gdańskiej. Jesieniš 1980 r. Bogusław Sonik, Anna Szwed i wielu innych działaczy SKS współorganizowali krakowskš „Solidarnoœć"; w Rzeszowie czynił to Tadeusz Kensy, a w Kielcach Elżbieta Krawczyk. Młodsi asystowali przy powstaniu Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Historia zmieniła skalę zadań i odpowiedzialnoœci. Š?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL