Reklama

Konflikt w Mali. Wagnerowcy, przed którymi cofają się Francuzi

Po prawie dziesięciu latach walk na pustyni Paryż postanowił wycofać swe oddziały z Mali. Ich miejsce zajmują rosyjscy najemnicy.
Baza koło Timbuktu, którą francuska armia oddaje Malijczykom

Baza koło Timbuktu, którą francuska armia oddaje Malijczykom

Foto: FLORENT VERGNES / AFP

„Nie ma warunków do prowadzenia dalej wojny” – ogłosił Pałac Elizejski. W Mali – jak i w kilku sąsiednich krajach – trwa zbrojny konflikt między rządem centralnym a oddziałami islamskich radykałów.

Bamako było wspierane przez 3-tys. kontyngent, w którym większość stanowiły oddziały francuskie, ale były reprezentowane również inne kraje europejskie (m.in. Dania i Szwecja) oraz Kanada.

Wszyscy eksperci uważają, że „CzWK” (czyli Prywatna Kompania Wojenna) należy do Jewgienija Prigożina, biznesmena z Petersburga o nieczystej reputacji

Konflikt narastał od jesieni ubiegłego roku, gdy malijscy wojskowi dokonali drugiego już w ciągu dwóch lat zamachu stanu. Nowe władze natychmiast zaczęły mówić, że „stan tymczasowy” (jak nazywano rządy junty) zostanie przedłużony do pięciu lat, co wywołało niechęć Paryża. Ale równolegle malijscy generałowie zaczęli prowadzić rozmowy o sprowadzeniu do kraju rosyjskich najemników do walki z islamską partyzantką. Poinformował o tym sam rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow podczas wrześniowego posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Przy czym okazało się, że oni już są w Mali. Moskwa nieoficjalnie mówiła o 300 najemnikach, francuski wywiad o około 1 tys.

Reklama
Reklama

Konflikt spowodowany ich obecnością doprowadził w styczniu do usunięcia przez juntę francuskiego ambasadora. Jednak jeszcze pod koniec ubiegłego roku Unia Europejska obłożyła sankcjami główną firmę rosyjskich najemników „CzWK Wagner” i trzy inne instytucje odpowiedzialne za łamanie praw człowieka. „Wagnerowcy” są już znani w Afryce, m.in. stacjonują w Sudanie, Sudanie Południowym i sąsiadującej z Mali Republice Środkowoafrykańskiej.

Najemnicy byli i są szkoleni na wojskowym poligonie Molkino koło Krasnodaru

Mimo że zgodnie z prawem „wagnerowcy” w Rosji są nielegalnie, a najemnictwo jest tam karane, władze państwowe ich wspierają, a część ekspertów podejrzewa nawet, że są niejawnym oddziałem rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Ławrow twierdził, że najemnicy znajdują się w Mali legalnie.

Pierwszy oddział rosyjskich najemników „Korpus Słowiański” (firma formalnie zarejestrowana w Hongkongu) pojawił się w 2013 r. i brał krótki udział w walkach w Syrii. Poniósłszy straty, został rozwiązany, a po powrocie do Rosji jego dowódcy zostali aresztowani.

Ale rok później Rosja zaatakowała Ukrainę i już w czerwcu 2014 r. w Donbasie pojawił się oddział dowodzony przez jednego z oficerów z „Korpusu”, podpułkownika rezerwy oddziałów specjalnych GRU Dmitrija Utkina. Od jego pseudonimu „Wagner” wzięła nazwę najpierw grupa, a potem też firma. Formalnie w Rosji ona nie istnieje – nie jest nigdzie zarejestrowana. Ale najemnicy byli i są szkoleni na wojskowym poligonie Molkino koło Krasnodaru.

Podobno Utkin przyjął jako pseudonim nazwisko ulubionego kompozytora Adolfa Hitlera, gdyż jest zafascynowany Trzecią Rzeszą. Nie wiadomo, czy to prawda, ale z konta Utkina w sieciach społecznościowych zhakowano jego fotografię, na której widać, że na obu obojczykach ma wytatuowane SS. Nie przeszkodziło to prezydentowi Putinowi w nagrodzeniu go na Kremlu w 2016 r. Orderem Męstwa.

Reklama
Reklama

Po walkach w Donbasie „wagnerowcy” pojawili się w Syrii, a później w Afryce, gdzie głównie ochraniali przedsiębiorstwa rosyjskich oligarchów (m.in. w Zimbabwe i Sudanie). Ale w krajach Sahelu zwarte ich oddziały prowadzą walki z islamską partyzantką. Są bardzo skuteczni, bo – nawet jak na Afrykę – wyjątkowo brutalni. Jednocześnie mają te same problemy co armia rosyjska. W Republice Środkowoafrykańskiej czterech z nich zmarło, otruwszy się miejscowym samogonem, do którego dla wzmocnienia dolali środek antyseptyczny (na spirytusie).

Czytaj więcej

„Bratnia pomoc” Rosji dla Republiki Środkowoafrykańskiej

Wszyscy eksperci uważają, że „CzWK” (czyli Prywatna Kompania Wojenna) należy do Jewgienija Prigożina, biznesmena z Petersburga o nieczystej reputacji. Znany jest jako „kucharz Putina”, gdyż zajmuje się kateringiem na Kremlu. Bez wątpienia Prigożin zgarniał zyski z działalności „Wagnera” w Syrii, podpisując z Damaszkiem kontrakty na eksploatację złóż ropy odbitych z rąk ugrupowań partyzanckich przez najemników. Ale w 2018 r. „wagnerowcy” starli się w pobliżu miejscowości Haszam z armią amerykańską i zostali całkowicie rozbici. Prigożin popadł w chwilową niełaskę na Kremlu, a w Rosji zaczęły się pojawiać konkurencyjne firmy „psów wojny”.

Konflikty zbrojne
Pilny apel MSZ do Polaków na Bliskim Wschodzie. „Natychmiast opuścić region”
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Konflikty zbrojne
Dlaczego Rosji tak trudno zastraszyć Estonię?
Konflikty zbrojne
Podjęto decyzję ws. pracowników ambasady USA w Izraelu. Chodzi o zagrożenie konfliktu z Iranem
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Konflikty zbrojne
Bomby spadły na Kabul. Pakistan: To już otwarta wojna
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama