Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sztuka

Nieznane prace Mirosława Bałki w Łodzi

Muzeum
Muzeum Sztuki pokazuje dokonania artysty z ostatnich 40 lat.

Znany jest z wielkich realizacji, wypełniajšcych nawet tak gigantycznš przestrzeń, jak Turbine Hall w londyńskiej Tate Modern, gdzie szeœć lat temu prezentowana była instalacja „How it is".

Tym razem – odmienne warunki ekspozycyjne, inny charakter prezentacji. W starym budynku Muzeum Sztuki w Łodzi, ongiœ pałacu Poznańskich, Bałka pokazuje obiekty niewielkich rozmiarów.

Narzucały je warunki – amfilada trzynastu niedużych pokoi, po ostatnim muzealnym remoncie zamienionych w sterylne białe wnętrza. Rysunki, rzeŸby, filmy (też na niewielkich ekranach) zaaranżowano z dużym luzem. Obiekty mało, lub w ogóle nieznane. Najstarsze pochodzš z lat 70., jeszcze z czasów szkolnych artysty, zaœ najnowsze sš tegoroczne. Rozrzut 40 lat...

Mimo to Bałka irytuje się, gdy okreœla się monografię zatytułowanš „Nerw. Konstrukcja" mianem retrospektywy. Nie tylko dlatego, że chronologia została zakłócona, wręcz zabełtana.

Wydaje mi się, że ideš przeglšdu było odkrywanie podskórnych zwišzków pomiędzy pracami z różnych lat. To jakby jedne obiekty komentowały inne, eksponowane w najbliższym sšsiedztwie. A także, swoiste wizualne didaskalia do tego, co obok i do tego, czego w Łodzi nie ma – do monumentów.

Trzonem prezentacji jest tytułowy „Nerw". Od niego zaczyna się oglšdanie wystawy. Najpierw szok: to wnętrze „nieekspozycyjne", z okazałymi lustrami w złoconych ranach, ze stiukami, obite tapetš w róże. Tak było na przełomie XIX i XX stulecia. Neorokokowy przepych, antypody ascetyzmu Bałki. Artysta zaanektował pomieszczenie poprzez napis umieszczony na wielkim zwierciadle.

Zapisane czerwonš szminkš na tafli lustra (odniesienie do kobiecej toalety, luksusu, czasu beztroski) hebrajskie słowo „etzev" oznacza nerw, a także smutek, żałobę. W przypadku Poznańskich był to żal za minionš œwietnoœciš, jako że łódzki potentat (pochodzenia żydowskiego, stšd hebrajski) w międzywojniu zbankrutował.

Jeœli z „unerwionego" punktu widz skieruje się w lewo – spotka się z „Kurosem", rzeŸbš z 1988 roku, wykonanš ze znalezionych materiałów. Kawałki drewna, połamane deski i pordzewiałe gwoŸdzie zmontowane zostały w formę przywodzšcš na myœl figurę ludzkš. Wiotkš, niestabilnš. Tytuł kieruje skojarzenia ku starożytnej Grecji i rzeŸbom przedstawiajšcym kurosa, pięknego młodzieńca. Ale u Bałki ten niby-kuros już u zarania życia jest zdestruowany przez los.

W następnej salce kolejna symboliczna postać, „Jan 15,6" (1989). Sylwetka nagiego chłopca z utwardzonego i pobielonego jutowego płótna, dziwnie podobna do płóciennych figur Abakanowicz oraz rzeŸb Szapocznikow z serii „Zielnik". Niewinnoœć, czystoœć, skromnoœć – oto, co nasuwa się na myœl, gdy stoi się wobec „Jana 15,6".

Po raz kolejny w kontakcie ze sztukš Bałki udzielajš mi się jego smutek, powaga, cišgłe rozmyœlania o stracie. Sól jako destylat łez. Mydło, jako przypomnienie obozów zagłady, gdy ciało ludzkie przerobiono na surowce. Pożoga, kataklizm, przemijanie.

W 1993 roku w pracowni Bałki wybuchł pożar. W muzeum, w witrynie zgromadzone zostały „ofiary" nieszczęœcia: nadpalone, lecz ocalałe rysunki. Prace zyskały inny wymiar – „œwiadków" zniszczenia. Przypadek, lecz poza tym rzeŸbiarz często używa popiołu jako surowca. Ma to dwojaki sens: z jednej strony przypomina o pożodze, zniszczeniu; z drugiej – symbolizuje narodziny nowego życia. Jak Feniks z popiołów.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL