Edukacja

Promocja obniżonego wieku szkolnego. Bunt przedszkolanek

Fot. Lauren Ingro
copyright PhotoXpress.com
Ministerstwo Edukacji wykorzystuje przedszkola, by promować reformę obniżającą wiek szkolny. Przedszkolne kadry zaczynają się buntować
Wszystko dlatego, że MEN każe im przekonywać rodziców sześciolatków, że lepsze miejsce dla ich pociech jest w szkole, a nie w przedszkolu. Ci zaś coraz ostrzej krytykują kontrowersyjne polecenia MEN oraz podległych mu kuratoriów oświaty.
Oto fragment listu nauczycielki wychowania przedszkolnego z 30-letnim stażem, która wprost nazywa działania MEN manipulacją. Pisze do „Rz”: „Dlaczego nauczycielom przedszkoli każe się kłamać, że dziecko świetnie sobie da sobie radę w I klasie? W ulotkach i spotach reklamowych MEN podaje informację, że dzieci sześcioletnie będące w szkole mają znacznie lepsze wyniki z zakresu czytania, pisania, matematyki niż te, które uczęszczają do przedszkola czy oddziału przedszkolnego. Pisząc te bzdury, MEN nie podaje do publicznej informacji, że w przedszkolach podstawa programowa nie zawiera treści z zakresu nauki czytania i w ogóle poznawania liter, zawiera jedynie treści z przygotowania dziecka do nauki czytania, pisania czy operacji matematycznych”. Nauczycielka przypomina, że te treści nauczania zostały wyjęte z przeszkolonych treści nauczania, w czasie gdy MEN rządziła Katarzyna Hall oraz jej ówczesna zastępczyni, a obecna minister edukacji Krystyna Szumilas. „Tak zakłamane informacje puszczane przez MEN w obiegu publicznym są dla mnie obraźliwe, zaniżają mój profesjonalizm i mój status nauczycielski, uderzają w moje dobra osobiste” – podkreśla przedszkolna pedagog.
Kolejny głos dotarł do nas z przedszkola z niewielkiej podwarszawskiej miejscowości. Chodzi o ankiety MEN, w których dyrektor szkoły ma raportować, ilu sześciolatków z jego placówki trafiło do szkolnych ław. Ankieta ma być podstawą do oceny pracowników przedszkola. „To jawny nacisk na nauczycieli, by wysyłali dzieci do szkoły podstawowej, która w naszym rejonie zupełnie jest nieprzygotowana do pracy z dziećmi sześcioletnimi” – czytamy w liście. Inny nałożony na przedszkola przez MEN obowiązek każe pracownikom przedszkoli opisać działania, jakie podejmą, by namówić rodziców sześciolatków do posyłania dzieci do szkół. Potem mają zostać rozliczeni z tego, jak z tych zadań się wywiązali. – Władze oświatowe każą nam działać wbrew sobie i naszym własnym interesom. Jako nauczyciele przedszkoli mamy przekonywać rodziców sześciolatków, że szkoła lepiej zajmie się ich dzieckiem niż my. W ten sposób podważamy własne kompetencje. To absurd – mówi nam dyrektorka przedszkola z Małopolski. Jak wyglądają te działania, od kulis opowiada nam wizytator jednego z kuratoriów. – Ministerstwo Edukacji domaga się wyników od kuratoriów, te od gmin, a gminy od dyrektorów szkół i przedszkoli. Poza tym ministerstwo naciska bezpośrednio na kierownictwa przedszkoli – mówi nasz informator. Z naszych informacji wynika, że około dwóch tygodni temu kuratorzy zostali wezwani przez Krystynę Szumilas, by opowiedzieć, jak wygląda sytuacja „w terenie”. Minister szczególnie położyła nacisk na te rejony, gdzie zainteresowanie rodziców posłaniem sześciolatków do szkół jest najniższe. MEN swoją politykę tłumaczy w jednym z komunikatów w Internecie: „Monitorowanie działań podejmowanych przez dyrektorów szkół i przedszkoli jest elementem wprowadzania każdej istotnej zmiany w oświacie. Założenia nadzoru pedagogicznego przewidują rozliczanie ze wszystkich działań będących w danym roku elementami planu działalności ministra edukacji narodowej. Temu celowi służy właśnie ankieta przesłana do placówek, w której wyszczególnione mają być działania umożliwiające dzieciom sześcioletnim łagodne przejście z przedszkola do środowiska szkoły”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL