Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Bidul dla pełnej rodziny

Rodzinny Oœrodek Diagnostyczno-Konsultycyjny zarzucił rodzicom, że ci dajš dzieciom klapsy i każš im być zbyt samodzielnymi
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Rodzice, którym sšd zabiera dzieci, poszli na terapię, by poprawić relacje w rodzinie. I płacš za to najwyższš cenę.
Historia zaczyna  się w 2010 r. W listopadzie do Krakowskiego Instytutu Psychologii przychodzi rodzina Bajkowskich. Rodzice z własnej inicjatywy chcš rozwišzać swoje problemy – ich starsi synowie nie lubiš chodzić do szkoły. Rodzina odbywa w Instytucie siedem spotkań rodzinnych i osiem małżeńskich. Jak opisuje w opinii wydanej na potrzeby sšdu Rodzinny Oœrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny (RODK), w ich trakcie ojciec i matka przyznajš się do stosowania kar cielesnych (klapsy), terapeutów niepokoi też „stawianie małoletnich w sytuacjach nadmiernej samodzielnoœci i odpowiedzialnoœci" (chodziło o ich podróż pocišgiem z Krakowa do Łodzi oraz pozostawienie na weekend w domu). Rodzice majš z dziećmi œwietny kontakt. Zawsze były czyste, miały drugie œniadanie

Rezygnacja niewskazana

Rodzice chodzš na terapię ponad rok, rezygnujš w marcu 2012 r. W kolejnym miesišcu terapeuci Instytutu zawiadamiajš sšd o stosowaniu wobec dzieci przemocy. W maju w domu Bajkowskich, na wniosek sšdu, pojawia się kurator, który przeprowadza wywiad. Wskazuje, że nie jest w stanie stwierdzić, czy w rodzinie istnieje problem przemocy. Mimo to sšd jeszcze w tym samym miesišcu wszczyna postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodzicom. Prosi też szkołę, do której uczęszczajš chłopcy, o opinię na ich temat. Czytamy w niej, że chłopcy majš œredniš od 4,3 do 4,6, sš zadbani, czyœci, rodzice interesujš się ich sytuacjš, a „współpraca z nimi układa się bardzo dobrze, sš obecni na zebraniach". W lipcu odbywa się jednak kolejna rozprawa. Sšd decyduje, by badanie rodziny przeprowadził RODK. Oœrodek w wydanych opiniach stwierdza, że chłopcy mieszkajš z rodzicami, „majš zaspokojone podstawowe potrzeby bytowe i opiekuńcze. Rodzice interesujš się ich zdrowiem, problemami, sytuacjš szkolnš, dbajš o właœciwe zorganizowanie czasu wolnego". RODK ma natomiast zastrzeżenia do „warunków wychowawczych dzieci", wskazuje, że rodzice „wadliwie funkcjonujš w swoich rolach". W konkluzji stwierdza, że chłopcy pozostajš w „bardzo trudnych warunkach rodzinnych, zaburzajšcych ich rozwój emocjonalny", a rodzice „nie zabezpieczajš potrzeb psychicznych dzieci". Ojciec ma być dominujšcy i „górujšcy nad synami", w rodzinie zaburzone sš „więzi emocjonalne". RODK w piœmie skierowanym do sšdu 21 stycznia tego roku zaleca odebranie dzieci z domu i skierowanie do placówki socjalizacyjnej (rodzina zastępcza, rodzinny dom dziecka, dom dziecka).

Ograniczona władza

Na rozprawie 30 stycznia sšd ogranicza władzę rodzicielskš rodziców i nakazuje umieœcić dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej. W piœmie przesłanym do redakcji „Rz" rzecznik prasowy Sšdu Okręgowego w Krakowie Waldemar Żurek podkreœla, że „ingerencja sšdu opiekuńczego w sferę władzy rodzicielskiej jest ostatecznoœciš, a priorytetem jest rozwišzywanie problemów wychowawczych przez rodziców". Tłumaczy, że w u Bajkowskich „sšd na podstawie opinii RODK i pozostałego materiału dowodowego uznał, iż w sprawie zachodzš podstawy do ograniczenia rodzicom władzy rodzicielskiej (...), a propozycje zastosowania nadzoru kuratora czy terapii pedagogiczno-psychologicznej sš nieadekwatne do panujšcej w rodzinie sytuacji i sprzeczne z dobrem dzieci". Zdaniem sšdu opinia RODK była kompleksowa. Rzecznik podkreœla, że sšd nie zakazał rodzicom kontaktu z dziećmi.

Nie chcę iœć do więzienia

– Do dzisiaj nie oddaliœmy dzieci – mówi „Rz" Bartosz Bajkowski, ich ojciec. Tłumaczy, że otrzymali we wtorek z Miejskiego Oœrodka Pomocy Społecznej pismo, w którym wskazał on dom dziecka, do którego powinny zostać zaprowadzone. – Nie wykonamy tego postanowienia i będziemy czekać na policję, która z kuratorem będzie nam zapewne próbować odebrać dzieci siłš – mówi Bajkowski. Na pytanie, jak tę sytuację odbierajš synowie, odpowiada, że nie dopuszczajš myœli, by zabrano ich  z domu. Relacjonuje, że pytajš go, po co odrabiać lekcje, skoro „idš do więzienia". Bajkowscy zamierzajš złożyć apelację, czekajš na uzasadnienie wyroku I instancji. – Chcieliœmy być lepszymi rodzicami, sami zgłosiliœmy się na terapię, a okazało się, że odbierajš  nam dzieci – podsumowuje Bajkowski. Edyta Budzyn, wychowawczyni Piotrka, która wczeœniej była wychowawczyniš Stasia i Krzysia: – To sš dzieci œwietnie rozwinięte intelektualnie, nigdy nie sprawiały kłopotów. Miałam z nimi i rodzicami œwietny kontakt i nigdy nie zauważyłam, by dzieci były zalęknione, zahukane czy zastraszane przez rodziców – mówi „Rz". Wyjaœnia, że zawsze przychodziły do szkoły czyste, dobrze ubrane, z drugim œniadaniem. Rodzice bardzo się nimi interesowali. Budzyn relacjonuje, że ojciec wczeœniej był skarbnikiem i kiedy zobaczył, że dwójka innych dzieci  jest w trudnej sytuacji finansowej, sam społecznie zorganizował akcje pomocy dla nich. – Absolutnie rodzina państwa Bajkowskich nie była rodzinš patologicznš – podsumowuje Budzyn. Tak samo uważa Małgorzata Danek, obecna wychowawczyni Stasia i Krzysia. – Mam poważne wštpliwoœci, czy sšd podjšł dobrš decyzję. To nie jest rodzina patologiczna, ze strony obojga rodziców wobec dzieci opieka była dobra – mówi. Jej zdaniem być może rodzice powinni przejœć pewnš terapię, mieć pomoc, skoro zgłaszali, że majš trudnoœci wychowawcze, ale na pewno nie powinno się im odbierać dzieci. – Takie działania, jakie narzuciło orzeczenie sšdu, może, jeœli chodzi o psychikę dzieci, ich naukę, wykształcenie, tylko zaszkodzić, wywołać traumę, z którš sobie nie poradzš – wskazuje Danek.

Dom dziecka to ostatecznoœć

Krakowska mecenas, znajšca sprawę Bajkowskich i specjalizujšca się w sprawach rodzinnych (chce zachować anonimowoœć), mówi stanowczo: jestem bardzo zaskoczona, że sšd nie przeprowadził szczegółowego postępowania dowodowego, które pozwoliłoby ocenić sytuację i wybrać najlepsze dla dzieci rozwišzanie. Przymusowe skierowanie ich do domu dziecka na pewno nim nie jest. Jej zdaniem sšd mógł wprowadzić szereg innych rozwišzań, które pozwoliłyby na kontrolę nad postępowaniem rodziców, a mimo to zdecydował się sięgnšć po najbardziej radykalne. – Jako osoba od lat zajmujšca się sprawami rodzinnymi, jestem wstrzšœnięta decyzjš sšdu. Nie twierdzę oczywiœcie, że w tej rodzinie wszystko funkcjonowało tak jak należy, ale sšd ma obowišzek wszystko sprawdzić i wydać orzeczenie zmierzajšce do realizacji największego dobra dla dzieci. W tej sprawie tego zaniechano – podsumowuje. Z „Rz" nie chciał rozmawiać Krzysztof Gondek, jeden z terapeutów, którzy prowadzili rodzinę Bajkowskich i którzy wnioskowali do sšdu o zajęcie się sprawš. – Nie komentuję. Szanujšc tajemnicę zawodowš, nie mogę z panem rozmawiać – ucina.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL